Nie ulega wątpliwości, że Polska jest dziś krajem frontowym NATO. Obecność wojsk Sojuszu i USA nad Wisłą jest jak najbardziej logiczna i pożądana, jeśli wschodnia flanka ma być skutecznie chroniona. W tym sensie ostatni spór o obecność amerykańskich wojsk w Polsce może nam się opłacać.
Amerykańscy żołnierze ostatecznie najpewniej nie znikną z naszego kraju. Burzliwa debata wokół wycofania wojsk USA z Polski była zrozumiała, a paradoksalnie spór może wyjść nam na dobre. Zwraca bowiem uwagę na konieczność obrony wschodniej flanki NATO.
Żołnierze jednak zostają
Niepokój był zrozumiały, bo amerykańska obecność w naszym kraju jest z punktu widzenia polskiego bezpieczeństwa kluczowa. Ostatnie deklaracje prezydenta USA zdają się na szczęście rozwiewać obawy o całkowity brak amerykańskiego wsparcia. Amerykanów ma być nawet więcej, niż planowano. Z perspektywy geopolitycznej istotniejszy jest jednak fakt, że paradoksalnie spór ten zwrócił uwagę na problem bezpieczeństwa flanki wschodniej NATO. W okresie zimnej wojny to Niemcy stanowiły tarczę i państwo frontowe. Dziś punkt ciężkości przesunął się na wschód.
Polska krajem frontowym
Utrzymywanie wielkich baz jedynie w głębi lądu, w kraju niebędącym już bezpośrednio na pierwszej linii, traci wojskowy sens. Logiczne jest lokowanie sił tam, gdzie zagrożenie jest najbardziej realne – czyli w Polsce. Oczywiście z przyczyn logistycznych bazy w Niemczech zostaną, Amerykanów nadal będzie tam więcej niż w naszym kraju. Jednak środek ciężkości wyraźnie przesuwa się na Wschód, a aktywność NATO na naszym terytorium jest jak najbardziej logiczna i pożądana. I zrozumiała, dziś to bowiem kraje Europy Środkowej są państwami frontowymi.
Dr Andrzej Anusz, politolog, Instytut Piłsudskiego



