Prezydent Ukrainy straci Order Orła Białego. Decyzję o odebraniu podjął prezydent Karol Nawrocki. Sprawa wywołuje jednak emocje i ostre dyskusje. Także po stronie niepodległościowej.
Z jednej strony, pomijając środowiska skrajne, nikt nie ma wątpliwości, że Ukraińska Powstańcza Armia była organizacją zbrodniczą. A ostatnie działania prezydenta Ukrainy nie są przyjazne wobec Polski. Decyzja o nadaniu jednemu z oddziałów ukraińskiej armii imienia UPA jest skandalem. Z drugiej strony wielu komentatorów ocenia odebranie najwyższego polskiego odznaczenia jako gest nieskuteczny. Kontrowersje budzi też fakt, że najwyższe polskie odznaczenie ma wiele postaci, które w polskiej historii zapisały się znacznie gorzej.
Argumenty prezydenta
Karol Nawrocki w swym wystąpieniu po odebraniu odznaczenia podkreślił, że jego decyzja nie jest wymierzona przeciwko narodowi ukraińskiemu. „Nie oznacza zmiany strategicznego kierunku polskiej polityki bezpieczeństwa. Wspieraliśmy i wspieramy Ukrainę, ponieważ wiemy, że rosyjska agresja stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski i całej Europy. W tej ocenie nic się nie zmieniło. Rosja jest agresorem a Putin to zbrodniarz, który ponosi odpowiedzialność za rozpętanie wojny, która przyniosła Europie największy konflikt zbrojny od zakończenia II wojny światowej. Za każdą zbombardowaną dzielnicą mieszkalną, za każdym dzieckiem zmuszonym do ucieczki przed wojną, za każdą rodziną rozdzieloną przez przemoc stoi decyzja podjęta na Kremlu” – podkreślił prezydent. Zaznaczył jednak, że decyzji Wołodymira Żełeńskiego o upamiętnieniu UPA nie da się usprawiedliwić. Ukraińska Powstańcza Armia mordowała Polaków nie tylko na Wołyniu. Ginęli ludzie, którzy nie byli żołnierzami, lecz cywilami. A 11 lipca jest Dniem Pamięci o ofiarach rzezi.
UPA zbrodnicza, tu nie ma dyskusji
Według prezydenta „Fakty nie podlegają negocjacjom, nie zmieniają się wraz z polityczną koniunkturą czy potrzebą. Fakty są takie, że co najmniej 100 tysięcy polskich obywateli zostało zamordowanych przez UPA na Wołyniu, w Galicji Wschodniej, Lubelszczyźnie czy Podkarpaciu, tylko dlatego, że byli Polakami lub Żydami czy innymi mniejszościami. Faktem jest, że ofiarami byli mieszkańcy wsi i miasteczek, całe rodziny, kobiety, dzieci i osoby starsze” – przekonywał prezydent. Jego zdaniem „decyzja władz ukraińskich o gloryfikacji UPA jest nie tylko oburzająca. Jest również niezrozumiała i głęboko rozczarowująca. Uderza ona nie tylko w pamięć historyczną. Uderza również w zaufanie budowane przez lata i przez ostatnie miesiące. Uderza w fundament pojednania. Uderza w przekonanie, że prawda może być wspólnym językiem naszych narodów – podkreślał Karol Nawrocki. I faktycznie, co do samej oceny działań prezydenta Ukrainy większego sporu nie ma. Decyzja o odebraniu orderu budzi jednak kontrowersje.
Pomijając obecne relacje z Ukrainą, chodzi też o fakt, że Order Orła Białego odebrano jak dotąd jedynie raz. Wincentemu Witosowi. I lider ruchu ludowego po latach order odzyskał. A wciąż wśród nagrodzonych orderem są takie osoby jak na przykład Katarzyna II, caryca Rosji, która walnie przyczyniła się do upadku Rzeczypospolitej, czy król Prus Fryderyk Wielki, który również brał udział w I rozbiorze. W kolejnych już nie, bo nie dożył. Są Aleksandr Suworow, carski jenerał, który za utopienie warszawskiej Pragi we krwi został feldmarszałkiem. Marszałek sejmu rozbiorowego Adam Poniński („Poniński wezwał straż to łajdak jakich mało, do dalszych spraw polecam z czystym sercem go”, pisał Jacek Kaczmarski w utworze „Rejtan, czyli raport ambasadora”). W XX wieku najwyższe polskie odznaczenie otrzymał Benito Mussolini, przywódca faszystowskich Włoch. A w czasach nam bliższych niemiecki kanclerz Gerhard Schroeder. Dziś pracownik Gazpromu, człowiek Kremla. Kontrowersje budzi jednak nie tylko grono odznaczonych.
Czy można było zadziałać inaczej?
Padają argumenty, że decyzja służyć może jedynie Moskwie, antagonizuje Polaków i Ukraińców. Jednak tu pada riposta, że oczywiście odebranie orderu służy Moskwie i Berlinowi, ale jest reakcją, nikt nie zmuszał prezydenta Żełeńskiego do podjęcia uchwały o nadaniu imienia UPA własnej formacji zbrojnej. Padają jednak argumenty, że zareagować było trzeba, ale inaczej. Na przyszłość – zrezygnować z nadawania najwyższego polskiego odznaczenia czynnym politykom (szczególnie zagranicznym). Na teraz podjąć jakieś działanie niestandardowe. Politycznie – ostentacyjne poprzeć kogoś z politycznych (i antyrosyjskich) konkurentów Żełeńskiego. Symbolicznie można było na przykład pośmiertnie odznaczyć ukraińskich bohaterów walki o naszą niepodległość albo ukraińskich ofiar rzezi wołyńskiej. Zwolennicy tego typu rozwiązań argumentują, że decyzja głowy państwa jest jedynie histerycznym i pustym ruchem, który nie daje nic. Chyba że chodzi o działanie na polski rynek wewnętrzny. Tu decyzja się broni, umacnia Karola Nawrockiego jako lidera całej prawicy od PiS po Konfederację Grzegorza Brauna.



