Po blisko dwóch dekadach przedsiębiorca Mirosław Ciełuszecki teoretycznie wygrał. Sąd Najwyższy pozytywnie rozpatrzył jego apelację, sądy niższych instancji uniewinniły ZE WSZYSTKICH zarzutów z 2002 roku. Znalazły jednak inny, drobny i go skazały. Już nie na więzienie – sprawa była zbyt drobna, ale do pełnej sprawiedliwości wciąż jest daleko. Przedsiębiorca wciąż walczy o sprawiedliwość. Nie odzyskał też zaginionego sprzętu z cennym oprogramowaniem, który zaginął gdzieś w państwowych instytucjach. A w naszej opowieści docieramy do dziś.
Oszustwo, działanie na niekorzyść firmy – między innymi takie, poważne zarzuty ciążyły na Mirosławie Ciełuszeckim. Okazały się absurdalne, jednak procesowy ping-pong trwał przez dekady. Ostatecznie ze wszystkich zarzutów z 2002 roku sądy przedsiębiorcę uniewinniły. Sąd znalazł jednak inny zarzut – nieprawidłowy obieg dokumentów w firmie. I dał wyrok w zawieszeniu. Zdaniem społecznych obserwatorów procesu chodziło o coś w rodzaju listka figowego. „Tak, sąd skompromitował się zarzutami, dwudziestoma latami procesu. Biegłymi bez uprawnień, czy biegłym, który przelew ELIXIR mylił z płynem. Skazanie mnie za drobną sprawę pokazywało, że owszem – byłem niewinny, ale coś było na rzeczy, sąd unikał pełnej kompromitacji” – mówi Ciełuszecki. Okres zawieszenia dawno minął, oznacza to, że przedsiębiorca na pewno nie trafi za kraty. I że w sprawie poważnych zarzutów był niewinny. „Trudno o satysfakcję. Owszem, nie idę siedzieć, ale przecież to, że jestem niewinny, wiedziałem wiele lat temu – tłumaczy.
Dwie dekady wyrwane z życiorysu
„Wyrwano mi dwadzieścia lat życia. Pomijam fakt, że zarzutu o nieprawidłowym obiegu wcześniej nie było. Dlatego wystąpiłem z kasacją do Sądu Najwyższego, by bronić dobrego imienia – tłumaczy. I 4 września 2025 roku Sąd Najwyższy tę akurat kasację odrzucił. „Aż zaniemówiłem. Bo owszem – nie idę siedzieć. Jednak straconych środków, prosperującej firmy i przede wszystkim niemal ćwierćwiecza życiorysu nikt mi nie zwróci – nie kryje rozgoryczenia. Rozgoryczenie potęguje fakt, że po uniewinnieniu przedsiębiorca zwrócił się o zwrot przekazanych do depozytu materiałów. Sąd do wniosku się przychylił. Przedsiębiorca otrzymał 32 segregatory z dokumentami papierowymi. Nie oddał sprzętu komputerowego. Jak pisaliśmy, oskarżony dostarczył do sądu dowody, które miały świadczyć na korzyść obrony. Dowody te zniknęły. Nie chodzi tu jednak o jakieś dyskietki, tablety, nawet laptopy, ale… duży komputer stacjonarny z danymi firmy, program do obsługi księgowej wart 200 tysięcy złotych oraz dokumenty papierowe w segregatorach.
Absurd od wielu lat
Sąd oddał tylko te ostatnie – segregatory. Co więcej, sąd obciążył przedsiębiorcę kosztami za przechowanie materiałów, które zgubił i za obsługę biegłych, którzy nie odróżniali przelewu bankowego od napoju. Prokuratura nawet po prawomocnym wyroku do końca szła „w zaparte”, usiłowała doprowadzić nawet do skasowania uniewinnienia. Ostatecznie wniosek o kasację wycofała. 1 czerwca pismo do Waldemara Żurka o kasację wyroku z 2022 roku wniosła za to fundacja Wolność i Pokój. O tym niebawem. Sprawa Mirosława Ciełuszeckiego toczy się od ćwierćwiecza – od czasu rządów Leszka Millera i SLD. Przez 25 lat rządziły w zasadzie wszystkie możliwe ekipy polityczne w Polsce. Sprawa obciąża je praktycznie w równym stopniu. Od pierwszego aresztowania mamy piątego prezydenta. Gdy sprawa się zaczęła, nie byliśmy jeszcze w Unii Europejskiej. A po wejściu do NATO zdawało się, że wojna w naszym regionie jest praktycznie niemożliwa. Dziś toczy się za naszą wschodnią granicą.
Państwowy aparat, który państwo to niszczy
Kryzys geopolityczny jest odczuwalny także w Polsce. Szczególnie na wschodnich rubieżach, na Podlasiu. „W tym regionie chcieliśmy coś zbudować. I początkowo się udało, tej satysfakcji nic mi nie odbierze. Podobnie jak współpracy ze wspaniałymi ludźmi, ze śp. Markiem Karpiem na czele. Firma osiągnęła sukces, potem nam go zabrano. Na tym, że koncepcji Marka nie udało się zrealizować, ucierpiała Polska” – mówi Ciełuszecki. Opuszczamy Podlasie, pierwszy tak upalny dzień w tym roku wskazuje na zbliżające się lato. Teren dawnej firmy Farm Agro Planta robi jednak przygnębiające wrażenie. Opuszczone tory, rozległość działki pokazuje na ślady dawnej potęgi. Projektu, który miał odmienić Podlasie i Polskę. A aparat państwowy zniszczył projekt, na przekór tej Polski interesom. A nasz cykl, a raczej jego pierwsza część dobiega końca. Skrótowo przypomnieliśmy tę historię, a niebawem jej zbiorcza, poszerzona wersja ukaże się w odrębnej publikacji. O obecnym stanie prawnym, interwencjach i ewentualnej kasacji informować będziemy na bieżąco.



