Adam Nawałka selekcjonerem. Prowadzi drużynę do końca eliminacji. Jeśli osiągnie sukces, prowadzi też w ewentualnym barażu i na turnieju. Niezależnie od wyniku kontrakt wygasa z chwilą zakończenia gry Polaków. Już od stycznia w federacji działa Roger Schmidt. Dopóki jest Nawałka, przygląda się grze kadry, robi analizy. Następnie obejmuje funkcję selekcjonera. Szaleństwo? Niekoniecznie.
Kiedyś to proponowaliśmy
Podobny pomysł, tyle że z Henrykiem Kasperczakiem i Markiem Papszunem opisywaliśmy dwa lata temu, gdy ostatecznie selekcjonerem został Michał Probierz. Wtedy było to science fiction. Teraz sytuacja jest troszkę inna. Kadra znalazła się w sytuacji podbramkowej. A jak ujawnił w rozmowie z Romanem Kołtoniem były reprezentant Polski Tomasz Hajto, prowadzeniem drużyny narodowej zainteresowany jest świetny fachowiec, niemiecki szkoleniowiec Roger Schmidt. Tyle że nie da rady przejąć drużyny teraz, ale od stycznia. PZPN (a tak naprawdę prezes) może zrobić trzy rzeczy. Pierwsza – olać pomysł. Druga – zatrudnić trenera do końca roku i od stycznia zatrudnić Schmidta. My proponujemy trzecie rozwiązanie. Selekcjonerem do końca eliminacji i ewentualnie (oby!) turnieju zostaje ktoś z doświadczeniem. Kto poradzi sobie z rolą strażaka, ma doświadczenie w prowadzeniu drużyny narodowej. W styczniu do federacji przychodzi Schmidt. Dostaje kontrakt i pewność, że po turnieju to on obejmie Biało-Czerwonych.
Miałby szansę, by coś zbudować
Zyskuje czas, by polskiej kadrze się przyjrzeć. I poznać piłkarzy oraz specyfikę reprezentacji. Doświadczenie reprezentacyjne, o czym piszemy od dawna, powinno być jednym z głównych warunków przy wyznaczaniu selekcjonera. Sytuacja, w której następca pracuje razem z poprzednikiem, jest znana w… Kościele. Jest tam instytucja biskupa koadiutora, który pojawia się w diecezji i przez jakiś czas pełni posługę z ordynariuszem. Wszyscy wiedzą, że za kilka miesięcy obejmie diecezję. Wróćmy do piłki. Jest jeszcze jeden plus. Nawałka nie musiałby się martwić odmładzaniem kadry. Można byłoby powołać zawodników wiekowych, dla których byłby to last dance w drużynie narodowej. Za to nowy trener wymianę pokoleniową zacząłby jesienią, podczas Ligi Narodów. A więc miałby pół roku na poznanie kadry, pół roku na pracę z nią w LN. Eliminacje do Euro rozpoczną się dopiero wiosną 2027 roku. Selekcjoner miałby odpowiedni czas na spokojne wejście do drużyny narodowej. Czy są szanse na takie rozwiązanie? Niewielkie. Czy warto byłoby spróbować? Bez wątpienia.



