Trwa dyskusja nad tym, kto zostanie następcą Michała Probierza. My przypominamy jedną prawidłowość. Do tej pory sukcesy osiągali prawie wyłącznie ci selekcjonerzy, którzy otarli się o reprezentację już wcześniej. Byli asystentami, szefami banku informacji, trenerami juniorów bądź młodzieżówek. Ci bez doświadczenia, zazwyczaj ponosili klęski (choć jest wyjątek, może dwa).
Jak wygląda sytuacja z Michałem Probierzem? Teoretycznie kryteria spełniał, prowadził młodzieżówkę. Jednak szkoleniowcem młodych zawodników został w lipcu 2022 roku. I nie przeszedł z młodzieżówką nawet jednego cyklu eliminacyjnego.
I od niego (może od nich) zacznijmy. W ostatnim pięćdziesięcioleciu był jeden, może (ale tu warunkowo) dwa przypadki, w których sukces osiągnął trener bez doświadczenia reprezentacyjnego. Pierwszy to Antoni Piechniczek, który dwa razy awansował na mistrzostwa świata i zdobył medal w 1982 roku. Drugi to Jerzy Brzęczek, który ze słabej grupy awansował do Mistrzostw Europy, ale w turnieju drużyny poprowadzić nie było mu dane. Więc czy uznawać tę kadencję za sukces wyrokować ciężko, za klęskę też jednak uznać jej nie można. Obaj trenerzy nie prowadzili wcześniej reprezentacji, ale drużyny klubowe. Jak było u pozostałych?
Najlepsi z doświadczeniem w kadrze
Najwybitniejszy Kazimierz Górski – objął reprezentację, miał wieloletnie doświadczenie przy kadrze. Jacek Gmoch był asystentem Górskiego. A w tym stuleciu? Jerzy Engel (szef banku informacji na MŚ 82), awans na mundial po 16 latach. Paweł Janas (asystent kadry olimpijskiej Janusza Wójcika 1992, selekcjoner kadry olimpijskiej pod koniec lat 90.), awans na MŚ 2006. Leo Beenhakker (selekcjoner Holandii i Trynidadu Tobago), z Polską pierwszy w historii awans na mistrzostwa Europy. Adam Nawałka (asystent Leo Beenhakkera), awans na mistrzostwa Europy, ćwierćfinał w turnieju, awans na mistrzostwa Świata.
Nie żaden przesąd, ale bezsporny fakt
Trenerzy bez doświadczenia w prowadzeniu kadry? Zbigniew Boniek – męczarnie z San Marino, porażka z Łotwą, rezygnacja po towarzyskim meczu z Danią. Franciszek Smuda – zawalony turniej na własnych boiskach. Niewyjście z „grupy śmiechu”. Waldemar Fornalik – porażka w eliminacjach MŚ 2014. Przy czym – Smuda miał sukcesy z Widzewem, Legią i Lechem. Fornalik to jeden z lepszych polskich szkoleniowców. W ich wypadku zdecydował brak doświadczenia w kadrze. I nie chodzi tu o żadną magię ani przesąd. Wreszcie Michał Probierz. On teoretycznie miał doświadczenie z kadrą młodzieżową, ale prowadził ją raptem przez kilka spotkań. W drużynie narodowej zwyciężyły nawyki klubowe.
Z reprezentacją inaczej niż z klubem
Po prostu praca z reprezentacją jest zupełnie inna niż z klubem. Mało tego, wspomniane wyjątki potwierdzają regułę. Bo Piechniczek odniósł sukces w czasach zupełnie innych. Gdy kadrę można było powołać na wielotygodniowe zgrupowania. Dziś to są dwa, trzy dni. Jeden trening i od razu mecz. Inny świat. Z kolei w przypadku Brzęczka kadencja jest niedopowiedziana. Nawet jeśli uznamy ją za sukces, to pamiętać należy, że selekcjoner był trenerem głównie klubowym, ale w reprezentacji Polski nie tylko grał, ale przez wiele lat pełnił w niej rolę kapitana. A to już rola nieco wykraczająca poza zadania piłkarskie, wymaga bycia łącznikiem z selekcjonerem. Sytuacja jest jednak jasna. Większość selekcjonerów z sukcesami miała wcześniej JAKIEŚ doświadczenia trenerskie z kadrą. A największe klęski ponieśli ci bez doświadczenia.
Czytelne wnioski
Co to wszystko oznacza? To, że doświadczenie w pracy przy kadrze powinien być jednym z najważniejszych kryteriów przy wyborze selekcjonera. Przyjąć należałoby kilka zasad.
Pierwsza. Trener zagraniczny? Tylko topowy REPREZENTACYJNY szkoleniowiec. Ktoś, kto wprowadził Albanię na Euro, jest bardziej wartościowy niż wieloletni szkoleniowiec Realu bez doświadczenia reprezentacyjnego. Oczywiście kadencja Fernando Santosa była klęską, jednak tu wydaje się, że trener miał swój najlepszy okres za sobą. Mało tego, konkurentami Santosa byli jego rodak, Paulo Bento i Szwajcar Vladimir Petković. I byłyby to zdecydowanie lepsze wybory. Pierwszy miał na koncie półfinał Euro 2012 z Portugalią i sukcesy z Koreą Południową. Drugi osiągał sukcesy ze Szwajcarią.
Jak na tym tle jawił się Leo Beenhakker? Bardzo dobrze. Paulo Sousa? Gorzej. Miał doświadczenie w prowadzeniu portugalskich juniorów. W przypadku Polaka doświadczenie z młodzieżową kadrą byłoby ok. W przypadku zagranicznego – trochę za mało.
Druga. Trener polski? Tylko taki, który pracował już z kadrą (np. juniorską). Doświadczenie klubowe powinno być na drugim miejscu.
Trzecia. Jest trener klubowy, który jest ciekawy na tyle, że warto dać mu szansę? Niech choć przez chwilę popracuje w federacji, z juniorami, jako konsultant kadry etc.
Czwarta. Wracamy do pomysłu z zagranicznym selekcjonerem? Musi być przy okazji zatrudniona grupa polskich trenerów, którzy przy doświadczonym mentorze się uczą.
Kto się nadaje, kto niekoniecznie?
Oznacza to też, że selekcjonerami mogliby zostać Jan Urban (asystent Leo Beenhakkera), Adam Nawałka (były selekcjoner), Piotr Nowak (asystent w reprezentacji USA, trener kadry olimpijskiej USA) czy Jacek Magiera (były szkoleniowiec młodzieżówki U-19).
Nie powinni zostawać nimi (dopóki nie nabiorą w kadrze doświadczenia) Marek Papszun, czy Piotr Stokowiec. Nie dlatego, że są słabi. Wcześniej jednak muszą przejść reprezentacyjne szlify. Na przykład w roli asystentów. Selekcjonerem absolutnie nie powinien zostawać Nenad Bjelica. Sukcesy w Polsce mizerne, doświadczenie reprezentacyjne żadne.
Był też pomysł, by selekcjonerem został Niemiec Roger Schmidt. Podobno (tak w rozmowie z Romanem Kołtoniem utrzymywał były reprezentant Tomasz Hajto), Niemiec mógłby objąć kadrę dopiero w styczniu. Z tym że wtedy będzie już selekcjoner. Poza tym Schmidt nie ma doświadczenia reprezentacyjnego. A jednocześnie to fantastyczny fachowiec. Tu można by było rozwiązać to w inny sposób. Więcej TUTAJ



