Widzew Łódź zbroi się na potęgę. Lech Poznań wita swych dawnych wychowanków. Wzmacniają się nawet składy beniaminków. W Legii na razie wzmocnień nie widać. Klub, który powinien zawsze wygrywać Ekstraklasę, będzie skazany na kolejny sezon przeciętności? A może przeciwnie – dziś wszyscy klną, a za rok będzie mistrzowska feta i duma z gry w europejskich pucharach? Przed sezonem wyrokować nie wolno, jednak na razie o optymizm jest trudno. A strajk zagorzałych fanów naprawdę można zrozumieć.
2 lipca „Nieznani Sprawcy” wydali oświadczenie o wstrzymaniu dopingu na meczach domowych. „Wspólną decyzją wszystkich grup kibicowskich z dniem dzisiejszym zawieszamy doping i oprawy na domowych meczach Legii Warszawa. Nie będziemy jak na razie również na te mecze przychodzić” – czytamy w oświadczeniu. „Nie godzimy się na kolejny sezon dziadostwa i przeciętniactwa. Na tydzień przed startem rozgrywek drużyna, która zajęła w poprzednim sezonie 5. miejsce w ligowej tabeli, praktycznie nie została wzmocniona. Nie wiemy, co dzieje się z pieniędzmi zarobionymi w Lidze Konferencji. Wpływy z dnia meczowego i kilkunastu kompletów również nie zasiliły, jak widać, konta na potencjalne transfery (…) Informujemy również, że nasz “strajk ostrzegawczy” nie jest w żaden sposób wymierzony w drużynę. Będziemy na wyjazdach i jak co roku zrobimy wszystko, aby Legia Warszawa czuła nasze wsparcie. Jednak miarka się przebrała. Dlatego do odwołania nie chodzimy na mecze, nie kupujemy ani karnetów, ani subskrypcji” – brzmi oświadczenie.
Zmarnowana dekada
Ruch kibiców można różnie oceniać, ale rozgoryczeniu trudno się dziwić. Polityka Legii od lat budzi wątpliwości. W sezonie 2016/17, na stulecie klubu Legia grała w Lidze Mistrzów. Remisowała z Realem Madryt, ogrywała Sporting Lizbona. „Spadła” do Ligi Europy, grała więc w Europie w rundzie wiosennej. Zdobyła mistrzostwo Polski. W dodatku akademia dostarczała prawdziwe, nie pompowane talenty (Sebastian Szymański niebawem trafił na stałe do reprezentacji Polski). A piłkarze zagraniczni naprawdę byli wzmocnieniem zespołu. Vadis Odidja Ofoe był jednym z najlepszych obcokrajowców w historii naszej Ekstraklasy. Potem jednak było już tylko gorzej. Od zwolnienia Jacka Magiery i kolejnych wyprzedaży zawodników, po koszmarny sezon z walką o utrzymanie. Dziwni szkoleniowcy z Bawarii, szalony z Portugalii (Ricardo Sa Pinto). Owszem były mistrzowskie tytuły, ale zdobywane siłą rozpędu. Jednak już gong ostrzegawczy był za Sa Pinto, gdy Legia straciła mistrzostwo na rzecz Piasta Gliwice (2018/19). A bal na Titanicu trwał dalej.
Wyprzedaże po dobrych sezonach
Scenariusz się powtarzał. Legia po wyprzedaży połowy składu zaczynała kiepsko, potem jednak drużyna ogrywała się, rozgrywała fajny sezon. I gdy wydawało się, że jest potencjał na puchary, latem następowała kolejna wielka wyprzedaż. Josip Juranović, obrońca reprezentacji Chorwacji. Późniejszy medalista mundialu z Warszawy odchodził tuż przed rewanżowym starciem o Ligę Mistrzów. I właśnie tamten sezon, 2021/22 był kubłem zimnej wody. Legia, która broniła tytułu i weszła do Ligi Europy, w lidze grała koszmarnie, o mało nie spadła z Ekstraklasy. Kolejny sezon to wicemistrzostwo i Puchar nadzieje na przyszłość. Jeszcze kolejny sinusoida. Najpierw fajny początek, dobra gra w Europie i w lidze. Potem nagły kryzys, zimowa wyprzedaż. A wiosną odpadniecie z Ligi Konferencji i zamiast mistrzostwa rzutem na taśmę wywalczone trzecie miejsce i awans do kwalifikacji Ligi Konferencji. Ostatni sezon to dobre wyniki w Europie i zaledwie piąte miejsce w Ekstraklasie. Zdobycie Pucharu Polski uratowało dla Legii grę w pucharach.
Drużyna nie jest słaba, ale nie na granie co 3 dni
Kolejny sezon Legia zacznie z nowym, niezłym trenerem, Edwardem Iordanescu. Facet osiągał sukcesy w Rumunii, prowadził ich reprezentację na Mistrzostwach Europy, dotarł do 1/8 finału. Jednak oczekiwanych wzmocnień na razie nie widać. I nie, Legia nie ma drużyny słabej. Pokazała klasę w Lidze Konferencji, a w ostatnim czasie do reprezentacji Polski trafiali Paweł Wszołek, Bartosz Kapustka, Maxi Oyedele. Artur Jędrzejczyk wciąż trzyma poziom, a Jan Ziółkowski to najzdolniejszy polski młody obrońca. Obcokrajowcy, jak Ruben Vinagre i Ryoya Morishita też dają radę. Problemem nie jest słabość pierwszej jedenastki, ale brak głębi składu. Wszołek po kilku meczach top, gdy wrócił do reprezentacji, obniżył loty. Jak się potem okazało, grał z kontuzją, bo zmiennika nie było. Wątłe zdrowie Bartka Kapustki sprawiło, że nie zrobił kariery takiej, do jakiej był predestynowany. Jesienią kapitan Legii był najlepszym polskim strzelcem Ekstraklasy. Wrócił po latach do drużyny narodowej. Wiosną znów leczył kontuzję.
Głębia składu potrzebna od zaraz
Słabość Legii wynika z braku zmienników dla wartościowych piłkarzy. Więc drużyna może zagrać świetne pojedyncze spotkania, godnie reprezentować Polskę w Europie. Nie jest jedna w stanie utrzymać tempa gry przez trzy dni. Problemem w ostatnim czasie stała się pozycja, na której wydawało się, że problemów nigdy nie będzie – bramkarza. Cezary Miszta, którego Legia oddała do Portugalii, na Półwyspie Iberyjskim robi furorę. Kto wie, czy nie pogodzi tuzów polskiej bramki w walce o miejsce w drużynie narodowej. Gabriel Kobylak chyba na razie nie dźwignął odpowiedzialności. Kacper Tobiasz gra nierówno i spotkania świetne przeplata fatalnymi. Powrót najlepszego bramkarza polskiej ligi sprzed kilku sezonów, Vladana Kovaćevića, okazał się totalnym niewypałem. Nie licząc powrotów z wypożyczeń, Legia wytransferowała jedynie Petara Stojanovici prawego obrońcę, który może być zmiennikiem Wszołka. Potrzebuje bramkarza, napastnika, wartościowych zmienników na skrzydłach i w środku pola. Plotki o ściągnięciu reprezentanta Rumunii Ianisa Hagiego brzmią wspaniale, ale trudno w nie uwierzyć.
W oczekiwaniu na jakiś cud
Aby nie wybrzmieć skrajnie pesymistycznie. Piłka jest nieprzewidywalna. W sezonie 1995/96 wielka Legia grała w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Na koniec sezonu przegrała jednak z Widzewem Łódź walkę o Mistrzostwo Polski. Nastąpiła parcelacja zespołu – odeszło wielu kluczowych zawodników. W kolejnym sezonie kadra liczyła 13 zawodników gotowych do gry. Niektórzy wieszczyli spadek z ligi. Tymczasem tamta Legia w pucharach wyeliminowała Panathinaikos po fantastycznym meczu. Toczyła heroiczny bój z Besiktasem Stambuł. A w Ekstraklasie nie tylko nie broniła się przed spadkiem, ale do końca biła się o tytuł z łódzkim Widzewem. Może okaże się, że nagle błysną chłopaki z Akademii, a Legia wzmocniona młodzieżowcami zaskoczy wszystkich świetną grą na dwóch frontach. To teoretycznie możliwe, ale umówmy się – mało prawdopodobne. Także dlatego, że Akademia dawno nie dostarczała wielkich talentów (może poza Janem Ziókowskim. Być może tym razem będzie inaczej. Ciężko jednak winić kibiców za to, że u progu sezonu nie wiwatują na cześć polityki klubu.




