Ci, którzy boją się ukraińskiego nacjonalizmu, powinni modlić się o to, by Rosja nie wygrała wojny. Bo właśnie porażka Ukrainy, upokorzenie, oddanie pod moskiewski but da paliwo dla szowinistycznego nacjonalizmu. Obudzi w sfrustrowanym społeczeństwie dawne demony, umiejętnie podsycane przez rosyjskiego „wielkiego brata”. Możliwa jest więc polsko-ukraińska walka, obcymi rękami.
Gdy pisaliśmy o tym, że banderyzm naprawdę groźny dla Polski stanie się w momencie klęski Ukrainy, był to scenariusz dotyczący dość mglistej przyszłości, jeden z wielu wariantów. Niestety, ostatnie wydarzenia zdają się go mocno przybliżać. Zbrodnie ukraińskich nacjonalistów na Polakach nie tylko nie zostały nigdy osądzone, ale też strona ukraińska przez długi czas uniemożliwiała stronie polskiej ekshumacje i godne pochówki ofiar. Był to ogromny błąd Kijowa. A ostatnie działania, jak uhonorowanie UPA, jest błędem jeszcze większym. I budzi naturalny, słuszny sprzeciw. Po stronie polskiej dominowały za to dwie równie naiwne postawy. Pierwsza, że skoro Ukraina stanowi państwo buforowe między Rzeczpospolitą i Rosją, a Ukraińcy, broniąc się przed atakiem, walczą także za nas, temat zbrodni na Wołyniu należy zostawić. Teraz wszyscy płacą za tamte błędy. Jednak histeryczne działania polskich polityków też w niczym nie pomogą, a mogą bardzo, ale to bardzo zaszkodzić.
Wiele głosów naiwnych, nieliczne rozsądku
„Przyjdzie czas, gdy się zajmiemy historią, dziś wschód płonie, trzeba ratować” – mówili zwolennicy milczenia na temat kresowego ludobójstwa. Fakt, że od powstania niepodległego państwa ukraińskiego do aneksji Krymu, czyli faktycznego początku wojny z Rosją minęło niemal ćwierćwiecze, do zwolenników pojednania za wszelką cenę zdawał się nie docierać. W dodatku każdy, kto, choć wspomniał o ludobójstwie, był atakowany jako ruska onuca. Z drugiej strony byli zwolennicy uczczenia ofiar i pamięci o zbrodni, którzy twardo domagali się prawdy i ekshumacji, jednak jakiekolwiek wsparcie dla Ukrainy uważali za sympatyzowanie z banderyzmem. Rzadziej przebijał się głos, że Ukrainę walczącą z Rosją trzeba wspierać za wszelką cenę, ludziom potrzebującym pomagać, a jednocześnie nie zapominać o Wołyniu. I zdecydowanie domagać się prawdy o zbrodni sprzed lat, godnego pochówku ofiar. Nieliczni, jak śp. Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski mówili, że właśnie zamiatanie sprawy Wołynia najbardziej posłuży Putinowi. Teraz prognoza ta zaczyna się niestety potwierdzać.
Zaatakuje, ale nie swoimi rękami
Jeśli czarny scenariusz się sprawdzi, a Rosja wygra wojnę, nie można wykluczać, że Putin zaatakuje nas niebezpośrednio, ale poprzez Ukrainę. Po pierwsze – przehandlowanie Kijowa Moskwie, klęska naszych sąsiadów doprowadzi do ogromnej frustracji społeczeństwa. Ukraińcy będą się czuli oszukani i zdradzeni przez Zachód, który nie pomógł wystarczająco. A na koniec zgodził się na oddanie Ukrainy Rosji. Kto będzie głównym obiektem niechęci sfrustrowanego narodu? Będący daleko Amerykanie, czy Francuzi? Być może, przede wszystkim złość skupi się jednak na sąsiedzie najbliższym. Po drugie, do Polski przybędzie kolejna fala uchodźców, diaspora Ukraińców w Polsce będzie dużo większa niż teraz. Do sporów będzie dochodzić szczególnie w sytuacji, gdy ktoś z Kremla umiejętnie je podsyci. Pamiętajmy, że media informowały o udaremnionych na szczęście przez służby planach zamachów w Polsce. Inspirowała je Rosja, przeprowadzać mieli je jednak młodzi, wykorzystani przez Kreml Ukraińcy. Rosyjskie służby bez wątpienia skutecznie zadbają o podsycanie antypolskiego nacjonalizmu na Ukrainie i antyukraińskiego w Polsce.
Nie wpadać w histerię
Niestety, po nadaniu jednostce wojskowej imienia UPA czara się przelała. Choć jednak to bardzo trudne, należy zachować spokój, nie ulegać histerii. Na pewno nie jest dobrym pomysłem odbieranie Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy. Inna sprawa, że nie należało go dawać. Podobnie jak nie należało go dawać wielu innym postaciom. O tym jednak pisaliśmy już poprzednio. Warto jednak zastanowić się nad działaniem niehisterycznym, a pragmatycznym. Rzecz w tym, że chyba nasi politycy nie mają tu pomysłu. A w efekcie wzajemna niechęć będzie narastać i Rosji to będzie jak najbardziej na rękę.



