Tosia i jej mąż za kilkanaście dni mieli zostać rodzicami. Cieszyli się na przyjście na świat pierworodnego potomka. Nie było im to dane. W trakcie rzezi Woli bestialsko zamordowali ich hitlerowscy zbrodniarze. Antek, w czasie Powstania nastolatek, pobiegł na Starówkę na wieść o „zdobyciu czołgu”. Pojazd eksplodował. Chłopak stał daleko, więc został „tylko” ranny. Z tych bliżej nie było co zbierać. Dziecinne wspomnienia Janiny to strach, głód, cierpienie. I piesza droga do obozu wysiedleńców. 1 sierpnia o 17.00 co roku miasto wstrzymuje oddech. I choć trwają spory o polityczne decyzje, sama pamięć jednoczy wszystkich. Pamięć o bohaterstwie, cierpieniu, śmierci, bestialskim mordzie na stolicy i jej mieszkańcach.
Jak co roku przed i po rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego trwają dyskusje, spory co do decyzji o wybuchu walk. A jednak TEGO DNIA, o 17.00, gdy wyją syreny, płoną flary, miasto staje w miejscu, a mieszkańcy się jednoczą. Bo niezależnie od ocen strategii, sposobu walki, samej decyzji, bohaterstwo powstańców i walczącego miasta nie podlega dyskusji. Podobnie jak ocena bestialskich zbrodni na ludności cywilnej, równania z ziemią zabytkowej tkanki miejskiej i cichej pomocy Sowietów dla pacyfikujących stolicę hitlerowskich Niemiec. Tak, jak rzeź Pragi była symbolicznym końcem I Rzeczypospolitej i początkiem zaborów, tak hekatomba Powstania, towarzysząca jej rzeź Woli i inne zbrodnie, były symbolicznym początkiem kolejnej okupacji. I kolejnym dowodem na współpracę dwóch zbrodniczych reżimów. Nie ma dziś sensu przypominanie argumentów zwolenników i przeciwników decyzji o rozpoczęciu walk, czy dyskusje o strategicznych założeniach. Bezcelowe jest rozważanie militarnych strategii walk. Warto wspomnieć o zrównanym z ziemią mieście i bestialsko mordowanych ludziach.
Jest jedna godzina w roku
Jest taka jedna godzina w roku – 1 sierpnia o 17.00, gdy rozlegają się syreny, a miasto dosłownie staje. Zatrzymuje się komunikacja miejska. Stają ludzie, reprezentacyjne miejsca rozświetlają flary. Jesteśmy razem – prawicowcy i lewicowcy, konserwatyści i liberałowie, wolnorynkowcy i socjaliści. Ludzie uważający Powstanie za słuszne i powszechne z tymi, którzy decyzję dowództwa krytykują. Nikt nie ma jednak wątpliwości co do oceny bezprzykładnego heroizmu Powstańców. I bestialstwa tych, którzy polski zryw utopili we krwi. Wreszcie nie mniej bestialskiej, zimnej obojętności tzw. wyzwolicieli a w rzeczywistości kolejnych okupantów z Armii Czerwonej. Tak, jak rzeź Pragi w 1794 roku była symbolicznym końcem insurekcji kościuszkowskiej i początkiem wieloletniej niewoli, tak pacyfikacja Powstania Warszawskiego, rzeź Woli i inne zbrodnie były końcem złudzeń. Stawało się jasne, że żadnej wolności nie będzie, że jedną okupację zastępuje druga. Przede wszystkim jednak pacyfikacja Warszawy to często tragiczne, wręcz filmowe, ale całkowicie prawdziwe historie konkretnych, żyjących w tamtym czasie ludzi.
Spacer ku zatraceniu
Janina przed śmiercią bardzo poważnie chorowała, jednak jak sama twierdziła, to tragedie sprzed lat odczuwa mocniej, niż ból związany z chorobą. Życie doświadczyło ją także po wojnie. Jednak to hekatomba stolicy była wśród wspomnień tym najjaskrawszym. Zawsze szkliły jej się oczy 1 sierpnia. Opowiadała, że przed wojną i w czasie wojny mieszkała na Woli. Jej starsze rodzeństwo przyjaźniło się z rówieśnikami narodowości żydowskiej, których większość nie doczekała Powstania. Janka pamiętać ich nie mogła – urodziła się rok przed wojną. Pamiętała jednak obraz późniejszy. Płonące domy wokół. Tragiczną informację o śmierci ukochanej cioci. Pełnych nienawiści niemieckich żołdaków i wysługujących się im kryminalistów spod najróżniejszych geograficznych szerokości. Pamiętała też długi marsz, mamę trzymającą ją za rękę. To nie był jednak spacer, a droga ku zatraceniu. Brudnymi ulicami, przy krzykach i płaczach ludzi. Przerażenie – jako dziecko nie ogarniała meandrów geopolityki – świadomość nadciągającej apokalipsy w snach powracało do końca życia.
Wybuch, który był rzezią
Droga ku zatraceniu doprowadziła Janinę i jej mamę do obozu dla wysiedleńców w Pruszkowie. Wspomnienie Powstania zostało z małą dziewczynką do końca jej dni. Pan Antoni (95 lat) jako młody chłopak został poważnie ranny. Ślady trafienia odłamkiem ma do dziś. Nie były to jednak obrażenia w wyniku walki. – Antek pobiegł na Starówkę, bo poszła fama o znalezieniu „czołgu”. To była pułapka, która wybuchła, zginęło wiele osób. Masakra. Antek stał daleko, został ranny. Z tych bliżej nie było co zbierać – mówi pan Stanisław, świadek wydarzeń, przyjaciel pana Antoniego od czasów szkolnych. Tak naprawdę na Starówce eksplodował nie „czołg-pułapka”, ale Goliat, niemiecki ciężki transporter ładunków. 13 sierpnia 1944 roku powstańcy zdobyli pojazd i poszła fama o zdobyciu czołgu. Zrobiło się zbiegowisko, niestety doszło do eksplozji. Zginęło około 300 osób, wojskowych i cywilów. Była to najtragiczniejsza chyba pomyłka polskich żołnierzy. W popkulturze i społecznej świadomości tragedia funkcjonuje jako „wybuch czołgu pułapki”.
Oczekiwali dziecka, bestialsko ich zamordowano
Tosia i Lucjan byli młodym małżeństwem. Kobieta była w zaawansowanej ciąży. Oboje bardzo cieszyli się na powitanie pierworodnego dziecka. Miało przyjść na świat pod koniec sierpnia, to były ostatnie tygodnie. Niestety, rodzicielstwo małżeństwu nie było dane, a maleństwu nie było dane przyjść na świat. Na początku sierpnia Niemcy dokonywali szeregu zbrodni na Woli. „Rzeź Woli” to jedno z najtragiczniejszych wydarzeń w dziejach nie tylko stolicy, ale całej Polski. Niektóre domy oprawcy podpalali, strzelając do uciekających z płomieni ludzi. W innych przypadkach spędzali ludzi niczym zwierzęta na rzeź do miejsc kaźni, tam rozstrzeliwali. W ten sposób zginęło młode małżeństwo i ich nienarodzone dziecko. – Według rodzinnej opowieści w chwili egzekucji trzymali się za ręce. Czy tak było naprawdę nie wiem – mówi Łucja Czechowska, współpracowniczka „Nowego Telegrafu Warszawskiego”, której babcia była siostrą zamordowanej kobiety? Co roku 1 sierpnia idzie do kościoła św. Wojciecha na Woli, gdzie oddaje hołd zamordowanej rodzinie.
63 dni walk, potem druga okupacja
Powstanie Warszawskie rozpoczęło się 1 sierpnia 1944 roku o 17.00. 3 sierpnia dowódca Powstania na Pradze, ppłk. Antoni Żurowski zdecydował o zaprzestaniu otwartych walk i przejściu do konspiracji (powodem było nieosiągnięcie celów strategicznych). 14 sierpnia prawobrzeżną Warszawę zajęli sowieci z Armii Czerwonej. Na lewym brzegu toczyły się dramatyczne walki, hitlerowscy okupanci dokonywali bestialskich rzezi cywilów, głównie na Woli. Zniszczeniu uległy ogromne tereny miasta, część zabytków nie została odbudowana do dziś. Tragedia Powstania dokonywała się przy milczącej aprobacie stojących bezczynnie sowietów (choć były próby żołnierzy LWP, którzy starali się przedostać na stronę walczącego lewego brzegu). Powstanie skapitulowało po 63 dniach walk, 2 października. 17 stycznia 1945 roku zrujnowaną stolicę zajęli sowieci. Rozpoczęła się druga, tym razem sowiecka okupacja. Armia Czerwona narzuciła Polsce system komunistyczny, Moskwa rządziła krajem przy pomocy komunistycznych kolaborantów. System trwał, w różnym natężeniu do 1989 roku, żołnierze sowieccy (już wtedy rosyjscy) opuścili Polskę w 1993 roku.
Materiał wykorzystuje autentyczne historie rodzinne współpracowników „Nowego Telegrafu Warszawskiego”




