Był twórcą i dyrektorem Ośrodka Studiów Wschodnich w czasie, gdy instytucja ta zajmowała się też kwestiami ekonomicznymi, podlegała ministrowi gospodarki. Określany Ostatnim Obywatelem Wielkiego Księstwa Litewskiego. Razem z podlaskim przedsiębiorcą mieli inicjatywę aktywnych działań Polski na Wschodzie, dającą korzyści Polsce, ale też chcącym wybić się na niezależność dawnym republikom ZSRR. To nie spodobało się Moskwie, polskim postkomunistom i lokalnym sitwom. Marek Karp i Mirosław Ciełuszecki. Prekursorzy prawdziwego, nie wydumanego Trójmorza, zapłacili za działalność bardzo wysoką cenę.
Marek Karp już w okresie transformacji przewidywał, w którą stronę mogą pójść zmiany w Rosji i rozumiał, że wspieranie dążeń niepodległościowych postsowieckich republik nie może ograniczać się do deklaracji i działań wylącznie politycznych. Wymaga też współpracy gospodarczej. Za próbę realizacji takich planów w praktyce twórca i wieloletni dyrektor, a dziś parton Ośrodka Studiów Wschodnich zapłacił ogromną cenę.
Trójmorze – pomysły bajkowe vs realny plan
W czasie, gdy świat chwieje się w posadach, wielu komentatorów wskazuje na wizję Trójmorza. A szerzej – koalicji państw Europy Środkowej, jako realnej przeciwwagi wobec mocarstwowych dążeń Rosji oraz reprezentowania wspólnych interesów w ramach szerszych sojuszy – NATO i Unii Europejskiej. Są tu wizje romantyczne i pragmatyczne, pomysły sensowne i sensowne znacznie mniej. Warto jednak pamiętać, że u zarania III RP byli ludzie mający program dla realizacji wizji niepodległościowej, opartej na ścisłej współpracy gospodarczej i politycznej z krajami, które podobnie jak my mogą być przez Moskwę zdominowane i unicestwione. Wizja ta polegała na wspieraniu niepodległości dawnych republik ZSRR i prozachodnich dążeń demoludów. Oraz budowy współpracy gospodarczej i systemu wzajemnych interesów. W założeniu taka współpraca może być spoiwem znacznie mocniejszym niż piękne słowa o sojuszach. Jednocześnie zdecydowanie bardziej dla Moskwy groźną. I niewygodną dla tych na Zachodzie, którzy w postsowieckiej Rosji widzieli zwykłego politycznego i biznesowego partnera, nie przepoczwarzone imperium zła.
Obiecująca współpraca
I właśnie taką rolę odgrywała – według naszych rozmówców – współpraca firmy Mirosława Ciełuszeckiego i dyrektora Ośrodka Studiów Wschodnich Marka Karpia. „Stali się solą w oku, dlatego w nich uderzono” – mówi nam jeden z rozmówców. W latach 90., gdy Mirosław Ciełuszecki wrócił ze Stanów Zjednoczonych, Marek Karp stworzył Ośrodek Studiów Wschodnich, którym przez lata potem kierował. Dziś to instytucja przede wszystkim ekspercka. Wtedy jej znaczenie i rola były znacznie szersze. OSW zajmowała się też tematyką gospodarczą, a jej dyrektor, wybitny ekspert w sprawach wschodnich, doradzał polskim rządom, ale też Komisji Europejskiej, prezydentom Stanów Zjednoczonych. – Marka nazywano – nieprzypadkowo – ostatnim obywatelem Wielkiego Księstwa Litewskiego, – wspomina przyjaciel eksperta, Mirosław Ciełuszecki. „Szybko znaleźliśmy wspólny język. Ja uznałem, że ktoś taki jak Marek, może mi bardzo pomóc przede wszystkim, w uniknięciu rozmaitych min, na które prowadząc działalność w strefie postsowieckiej, można natrafić. Marek, jako specjalista, doskonale we wszelkich zagrożeniach się orientował”.
Wizja niezależności od Rosji
„Mieliśmy troszkę naiwną, jak się okazuje po latach wizję. Naprawdę sądziliśmy, że dzięki współpracy na przykład z Białorusią w czasie, gdy reżim Aleksandra Łukaszenki dopiero raczkował, uda się odciągnąć tego sąsiada od Rosji” – mówi przedsiębiorca. Plan aż tak naiwny nie był. Zakładał bowiem nie tylko współpracę przy sprowadzaniu soli potasowej, która w dużych ilościach występuje na Białorusi, ale też rozwiązania energetyczne. Po przejęciu Zakładów Azotowych Kędzierzyn-Koźle spółka Farm Agro Planta miała wprowadzać nowatorskie pomysły w produkcji gazu, co nie podobało się Rosjanom, wtedy monopolistom na dostarczanie tego surowca do Polski. Pomysły FAP zrobiły za to wrażenie na polskich decydentach, którzy za wszelką cenę chcieli doprowadzić do dywersyfikacji dostaw. Janusz Steinhoff, wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka wielokrotnie przyznawał, że pomysły FAP i OSW były bardzo interesujące. A jednocześnie rząd Akcji Wyborczej Solidarność i Unii Wolności podpisał umowę z Norwegami na gaz z Norwegii.
I brutalne lądowanie
Polska już na przełomie stuleci mogła mocniej uniezależnić się od Federacji Rosyjskiej. Wszystko zmieniło się po 2001 roku, gdy do władzy doszedł postkomunistyczny SLD. Rząd unieważnił kontrakt z Norwegami. Czarne chmury zaczęły zbierać się nad FAP, a także nad OSW i jej dyrektorem. Jak twierdzą nasi rozmówcy, różnica w podejściu do Rosji była zasadnicza. Projekt współpracy z Norwegami był przedstawiany jako szkodliwy, solą w oku była też wizja gospodarcza prezentowana przez OSW. – Różnica polegała na tym, że OSW chciało współpracy gospodarczej bezpośrednio naszych przedsiębiorstw z firmami z krajów postsowieckich. Z kolei Federacja Rosyjska chciała, by wszelka współpraca między nami a Wschodem, odbywała się za rosyjskim pośrednictwem. Ówczesny radca handlowy Federacji Rosyjskiej, Nikołaj Zachmatow (zmarł w 2008 roku) był ważną postacią na rynku, wiele firm współpracowało z nim. OSW, chcące bezpośrednich kontaktów ekonomicznych ze Wschodem bez moskiewskich pośredników, stało się niewygodne. Nastąpił atak – mówi nasz informator, były pracownik Ministerstwa Gospodarki.
Tajemniczy wątek
Właśnie w czasie rządów SLD zapadła kluczowa decyzja. Marka Karpia zmuszono do rezygnacji z funkcji dyrektora Ośrodka. A OSW, dotąd podlegające Ministerstwu Gospodarki trafiło pod nadzór resortu spraw zagranicznych. Jest dziś instytucją ekspercką, zajmuje się białym wywiadem. Jednak nie odgrywa już żadnej roli w kwestiach ekonomicznych. Zatrzymanie Mirosława Ciełuszeckiego i osadzenie go w areszcie, zarzuty wobec innych osób ze spółki, były ciosem, po której firma Farm Agro Planta już się nie podniosła. Na przesłuchanie do prokuratury wezwano też Marka Karpia. I tu pojawia się kolejny, tajemniczy wątek. Wieloletni dyrektor OSW był, według naszych rozmówców przekonany, że przesłuchiwał go osobiście sam ówczesny szef prokuratury, Sławomir Luks. Jednak prokurator ten w aktach w ogóle nie występuje i w rozmowach z mediami zaprzeczał, by miał ze sprawą coś wspólnego (poza wypowiedziami do mediów po zatrzymaniu Ciełuszeckiego). Jednak wersję tę podczas procesu potwierdziła podczas procesu pierwszej (i kolejnych) instancji żona Marka Karpia.
Fałszywe oskarżenie i prawdziwa śmierć
Anna Karp zeznała, że prokurator Luks mówił Karpiowi, żeby się przyznał, to dostanie mniejszy wyrok, a „cela obok Ciełuszeckiego jest jeszcze wolna”. Wróćmy jednak do oskarżeń. Marka Karpia oskarżono o fałszywe doradztwo. To zarzut modny, także dziś. Chodzi o ekspertów, którzy biorą pieniądze, ale śladów ich pracy nie widać. „W tym wypadku jest zupełnie inaczej. Byłbym nierozważny, gdybym zaczynał działalność na rynku wschodnim, bez zaplecza eksperckiego. Rola Marka była tu nieoceniona. Dowody współpracy są niezbite” – oburza się Mirosław Ciełuszecki. Wersję Marka Karpia potwierdzili były premier Jerzy Buzek, wspomniany wicepremier Janusz Steinhoff, ale też postkomunistyczny ambasador w Moskwie Stanisław Ciosek. Wolę zeznawania wyraził były doradca prezydenta Jimmy Cartera, profesor Zbigniew Brzeziński. Sąd na powołanie tego świadka się nie zgodził. Pod koniec sierpnia 2004 roku w auto Marka Karpia wjechał TIR na białoruskich numerach rejestracyjnych. Stan eksperta był ciężki, ale nastąpiła poprawa. Tuż przed wypisem Marek Karp zmarł w szpitalu.
Sensacyjne teorie, realny dramat
Ta tragiczna historia zrodziła szereg niedomówień, wręcz sensacyjnych doniesień, jakoby ekspert wyszedł ze szpitala, a nawet, że ktoś go zastrzelił. W rzeczywistości dyrektor OSW zmarł w szpitalu, ale tuż przed samym wyjściem. Oficjalnie na skutek zatoru płucnego. To częste powikłanie po operacjach, dlatego po zabiegach otrzymuje się środki rozrzedzające krew. Jednak nie brak było opinii w sferze internetowej, że zator można także wywołać. Okoliczności samego wypadku są niejasne, kierowca, Sierhij Z. nie poniósł odpowiedzialności. Sensacyjne doniesienia i realne wątpliwości są jedną kwestią. Drugą, bezsporną są wątpliwości co do oskarżenia i przebiegu postępowania. Kilka lat temu przed Sądem Okręgowym w Białymstoku, podczas procesu kolejnej instancji zeznawała wdowa po twórcy OSW, Anna Karp. „Chciałabym, aby było wzięte pod uwagą, że męża przesłuchiwał prokurator Luks i przy poprzednim rozpoznaniu sprawy Sąd mówił, żebym nawet nie wymieniała tego nazwiska, bo on w tej sprawie nie ma żadnego udziału” – wynika z protokołu rozprawy.
„Zarzuty wyssane z palca, ktoś powinien przeprosić”
Według wdowy Luks miał przesłuchiwać Marka Karpia ponad 8 godzin, z małą przerwą na herbatę. „Mój mąż nie żyje, cały zarzut był wyssany z palca. Z pomocy męża korzystał Brzeziński doradca prezydenta USA, Jan Nowak-Jeziorański. Grożono mężowi, że dostanie 12 lat więzienia. Ktoś powinien przeprosić” – nie kryła rozgoryczenia Anna Karp. – Wyrok skazujący w pierwszej instancji był także pośrednio wyrokiem na Marka – wspomina Ciełuszecki. A uniewinnienie ze wszystkich pierwotnych zarzutów jest także uniewinnieniem dyrektora OSW. Nie mówię jednak o sprawiedliwości, bo tej w tej sprawie nie było – samo oskarżenie, proces, zniszczenie firmy, było skandalem. Ja jednak żyję, Marek zapłacił cenę najwyższą. Blogger, prawnik, publicysta i YouTuber, Klaudiusz Wesołek zamieścił ostatnio ciekawy materiał – odpowiedzi sztucznej inteligencji na pytanie o to, jak mogła rozwinąć się współpraca Marka Karpia i Mirosława Ciełuszeckiego, gdyby kontynuowali działalność dalej, bez procesu, oskarżeń, nagonki.
Co mogła dać Polsce działalność Karpia i Ciełuszeckiego
Kalkulacja potencjalnych zysków Terminalu w Plancie i projektów z nim związanych. „Wg kalkulacji AI zniszczenie projektu Karpia i Ciełuszeckiego pozbawiło Polskę i Białoruś wielomiliardowych korzyści. Polska mogła stać się główną bramą handlową między Wschodem a Zachodem. Projekt Mirosława Ciełuszeckiego i Marka Karpia mógł przynosić miliardy i wzmacniać pozycję Polski w regionie” – czytamy na profilu Komitet Obrony Mirosława Ciełuszeckiego przed sądowym bezprawiem na Facebooku. Nasz kraj zyskiwałby nawet do 0,4 proc. PKB, Podlasie stałoby się gospodarczym centrum. Zyskiwałaby też Białoruś, i to nawet 3 proc. PKB w skali roku, co faktycznie skutecznie mogłoby odciągnąć naszego sąsiada od Rosji. Szczegóły kalkulacji na facebookowym profilu TUTAJ. Do danych tych ostrożnie podchodzi sam Mirosław Ciełuszecki. – Kalkulacje z udziałem sztucznej inteligencji to często zabawa, poza tym AI potrafi czasem się mylić, choć jeśli podamy jej twarde dane, to tych pomyłek jest mniej, a wnioski są interesujące.
„Nie stać nas na stratę takich ludzi”
„Zostawiając kalkulacje i rozważania czysto teoretyczne, nie ulega wątpliwości, że projekt wzmacniał Polskę, chociażby ze względu na płacone przez spółkę podatki. FAP płaciła milionowe podatki. Załóżmy, że nawet nie nastąpiłby planowany rozwój, a jedynie utrzymalibyśmy podobny trend. Pomnóżmy te zyski przez 25 lat. To setki milionów dla budżetu. Pytanie, czy naprawdę państwo polskie stać na to, by wyrzucać w błoto takie pieniądze. Szczególnie że firm zmuszonych do bankructwa, czy zamknięcia działalności było w Polsce wiele. Na pewno nie stać nas też na rezygnację ze współpracy z ludźmi takimi jak Marek Karp. Tymczasem z dyrektora OSW nie tylko zrezygnowano, zmuszając do odejścia, ale jeszcze zniszczono go pomówieniami i obrzydliwym oskarżeniem. Nie jest prawdziwe stwierdzenie, że nie ma ludzi niezastąpionych. Niektórych zastąpić jest ciężko, innych się nie da. I tak jest w przypadku Marka – podsumowuje przedsiębiorca.




