Strzeż się fałszywego pokoju, to powiedzenie jak ulał pasuje do kolejnego etapu w historii Mirosława Ciełuszeckiego. Powtórzony proces ciągnął się kilkanaście lat. Zainteresowały się media, okazało się też, że jeden z biegłych nie miał wymaganych uprawnień. Poza tym nie działo się wiele, jednak nad przedsiębiorcą wciąż wisiały poważne oskarżenia, widmo surowej kary, firma zbankrutowała.
Weekend, Podlasie, słoneczne, majowe popołudnie. Siedzimy na podwórku w altance Mirosława Ciełuszeckiego. Kilkadziesiąt metrów stąd, Puszcza Białowieska. Aż trudno uwierzyć, że w tak sielskiej atmosferze w czasie zaborów, czy II wojny światowej dochodziło do krwawych walk. Tym bardziej w to, że już w XXI wieku w tym regionie rozgrywała się ponura historia, którą opisujemy od dawna.
Tę historię podzielić można na kilka etapów. Pierwszy to thriller. Potem była nudna tragikomedia, horror, a nawet film o duchach
„Szczerze mówiąc, gdybym nie walczył, poddał się, to by mnie skazali. Odsiedziałbym swoje. Pod koniec poprzedniej dekady wyrok byłby zatarty. A ja bym działał z czystą kartą. Tak, jako wciąż oskarżony, miałem problem. Nie dlatego, że bałem się skazania. Dlatego, że z potencjalnym skazanym kontrahenci średnio chcieli rozmawiać. Więc działalność na większą skalę nie wchodziła w grę. A firma zbankrutowała, ludzie wylądowali na bruku. A pozornie było wręcz nudno. Bo rozprawy były rzadko. Aresztem nikt nie straszył. Tyle że sprawa ciągnęła się w nieskończoność” – mówi gospodarz.
Od thrillera, przez nudę…
Tę historię podzielić można na kilka etapów. Pierwszy to thriller. Wpadający do domu funkcjonariusze służb, zatrzymanie i aresztowanie. Miesiące za kratami. Tragiczna śmierć Marka Karpia, bankructwo firmy, wyrok skazujący. Ten etap skończył się w roku 2007, Sąd Okręgowy nie zostawił suchej nitki na decyzji pierwszej instancji. Odesłał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Ostatecznie ponowny proces ruszył już nie w Sądzie Rejonowym w Bielsku Podlaskim, ale Okręgowym w Białymstoku. Historia zaczęła żyć medialnie. Tematem po gazetach i portalach zajęły się największe telewizje – publiczna TVP, prywatny TVN. Co ciekawe – wtedy po przeciwnych stronach barykady. W obronie przedsiębiorcy wystąpili też dawni opozycjoniści, działacze społeczni, publicyści, ludzie z różnych, czasem przeciwnych stron barykady. „To, obok religii i wsparcia najbliższych chyba najważniejsze, co mnie trzymało. Jednak ten pozorny spokój był rzeczą fatalną. Zdarzało się, że przyjeżdżaliśmy na rozprawę, a już w sądzie okazywało się, że rozprawa jest przełożona” – mówi gospodarz.
…po tragikomedię
Do kuriozalnej sytuacji doszło w 2010 roku. W białostockim sądzie pojawił się Janusz M. Jeden z biegłych, który wydawał opinię w pierwszej instancji. W trakcie rozprawy okazało się, że mężczyzna nie jest biegłym. To znaczy, był nim, ale uprawnień za uchybienia dyscyplinarne pozbawił go sąd w Olsztynie. I nie miał uprawnień wtedy, gdy wydawał opinię w sprawie Ciełuszeckiego. Informacja wywołała szok. Sędzia prowadząca sprawę po ustaleniu faktów nie kryła zaskoczenia. Sprawę odroczyła bezterminowo.
Facet podawał się za biegłego, a nie miał takiego prawa. Mógł decydować o przebiegu rozpraw, wyrokach. To trochę jak lekarz bez dyplomu
„Powiem szczerze, że informację przyjęliśmy z ogromną nadzieją. Sąd na tacy dostał informacje o uchybieniach. Sytuacja, w której okazuje się, że ktoś oszukuje wymiar sprawiedliwości, prokuratorów i sędziów, jest kuriozalna. Wydawało się pewne, że będzie jakieś postępowanie, konsekwencje. Nie było żadnych” – wspomina przedsiębiorca. Poza jedną. Proces utknął w miejscu. W sprawie nie działo się praktycznie nic. „Minęły trzy lata bez rozprawy. Postanowiłem działać sam” – wspomina przedsiębiorca. Na początku 2013 roku złożył doniesienie do prokuratury.
A nawet film o duchach
Chodzi o doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa, przez wprowadzenie w błąd przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości przez Janusza M. „Facet podawał się za biegłego, a nie miał takiego prawa. Mógł decydować o przebiegu rozpraw, wyrokach. To trochę jak lekarz bez dyplomu”. Prokuratura nie zajęła się sprawą, w działaniach Janusza M. nie dopatrzyła się przestępstwa. A proces? Toczył się, a raczej wlókł. Sąd szukał nowych biegłych. Jednocześnie Zaczęły wychodzić kolejne dziwne historie. Na przykład ta, że zniknął komputer firmy Ciełuszeckiego. „Nie laptop, tablet, ale duży komputer stacjonarny, który ma swoją wielkość i wagę” – tłumaczy nasz rozmówca.
Janina B. pytana przez obrońców z rozbrajającą szczerością wyznała, że na potrzeby wyceny ekonomicznej jej opinia byłaby korzystna dla oskarżonego przedsiębiorcy. Wydaje ją jednak na potrzeby procesu karnego, więc jest niekorzystna
Sprzęt trafił do sądowego depozytu, miał być dowodem obrony. Zniknął komputer i program księgowy o wartości przekraczającej 200 tysięcy złotych. Nie wiadomo co stało się z komputerem. Czy zniknął w sądzie, prokuraturze, czy zabrali go nieznani sprawcy? „Może zrobiły to duchy. Bo i w tej sprawie nikt nie dopatrzył się przestępstwa” – ironizuje Ciełuszecki. I już poważnie, dodaje, że nie chodzi o sam sprzęt, dziś jego wartość byłaby prawie żadna, ale o wartość znajdującego się na nim oprogramowania.
I piorunujący, gorzki finał
W końcu sąd znalazł biegłych. Kazimierz Ch. Niewątpliwie był fachowcem. Specjalizował się w ocenie karuzel i lunaparków. Ciełuszecki, który z branżą wesołych miasteczek nie miał nic wspólnego, nie krył zaskoczenia. Sprawami gospodarczymi zajmowała się za to druga biegła, Janina B. Proces ruszył „z kopyta”. Nowi biegli w całości zgodzili się z biegłymi poprzedniej instancji (także tym fałszywym). Janina B. pytana przez obrońców z rozbrajającą szczerością wyznała, że na potrzeby wyceny ekonomicznej jej opinia byłaby korzystna dla oskarżonego przedsiębiorcy. Wydaje ją jednak na potrzeby procesu karnego, więc jest niekorzystna. W roku 2018 (11 lat od cofnięcia sprawy do ponownego rozpatrzenia!) Sąd Okręgowy utrzymał wyrok, zmniejszył go jednak z 4,5 roku do 3 lat więzienia. „To było jak obuchem w głowę. Po latach nudy i pozornego spokoju nagle zapadł wyrok i to skrajnie niekorzystny” – mówi przedsiębiorca. Zaczął się kolejny etap. O tym już jednak w kolejnym odcinku cyklu.







