Koalicja Obywatelska dominuje w sondażach, podczas gdy jej mniejsi partnerzy systematycznie tracą poparcie. Donald Tusk bezwzględnie testuje lojalność koalicjantów, jednak na horyzoncie pojawia się poważny problem: brak potencjału koalicyjnego w przyszłości – komentuje dr Andrzej Anusz w kolejnym komentarzu dla „Nowego Telegrafu Warszawskiego”.
Aktualny układ sił na scenie rządowej nie pozostawia złudzeń – Koalicja Obywatelska utrzymuje pozycję hegemona. Średnia sondażowa pozostaje dla partii Donalda Tuska bardzo korzystna, podczas gdy pozostałe formacje tworzące rząd wyraźnie dołują. Premier bezlitośnie wykorzystuje tę przewagę, dążąc do maksymalnego zmarginalizowania Polski 2050.
Kanibalizacja koalicjantów: Tusk testuje i minimalizuje
Sygnałem ostrzegawczym dla ugrupowania Szymona Hołowni były ostatnie nerwowe reakcje na doniesienia dotyczące jego immunitetu oraz sejmowe wystąpienia posłanki Barbary Pełczyńskiej-Nałęcz. Hołownia podjął próbę ratowania pozycji poprzez oddanie kilku wiceministrów na rzecz nowo powstałego koalicyjnego klubu „Centrum”, co de facto oznacza uznanie ich autonomii i uderza w jedność Polski 2050. Tusk poddał posłów tej formacji brutalnemu testowi lojalności podczas kluczowych głosowań nad wnioskami dotyczącymi minister Pauliny Hennig-Kloski oraz minister zdrowia Joanny Sobierańskiej-Grendy. Wynik okazał się dla partii Hołowni bezlitosny – na opór zdecydował się tylko jeden poseł. Szef rządu zyskał jasny dowód, że Polska 2050 przestała być samodzielnym, twardym podmiotem politycznym. Zakulisowe namowy trwają, a koło „Centrum” staje się dla posłów bezpieczną kładką, która w ciągu najbliższych tygodni ma doprowadzić ich wprost na listy wyborcze Koalicji Obywatelskiej.
Kryzys partnerów: PSL czeka
W głębokim kryzysie wizerunkowym i sondażowym znajduje się również Polskie Stronnictwo Ludowe. Ludowcy tradycyjnie grają na zwłokę, licząc na to, że na scenie pojawi się nowa inicjatywa zrzeszająca przedsiębiorców lub Samorządowców. Strategią PSL jest ponowne „doklejenie się” do silniejszego podmiotu, jednak ostateczną decyzję o tym, czy startować samodzielnie, czy z list KO, partia podejmie w ostatniej możliwej chwili. Równie skomplikowana sytuacja panuje po lewej stronie.
Lewica nagle opuści rząd?
Badania opublikowane niedawno przez „Gazetę Wyborczą” jednoznacznie wskazują, że wspólny start całej lewicy z jednej listy z KO jest dla niej nieopłacalny i skutkuje mniejszą liczbą mandatów. Kluczem do przyszłości tej formacji jest porozumienie Włodzimierza Czarzastego z Adrianem Zandbergiem. Sytuację tę paradoksalnie utrudniła tragiczna śmierć posła Łukasza Litewki. Choć polityk ten często chodził własnymi ścieżkami, cieszył się sympatią nawet po stronie prawicy, wewnątrz Nowej Lewicy mógł odegrać rolę naturalnego łącznika pomiędzy zwaśnionymi frakcjami. Teraz takiego polityka po lewej stronie brakuje. W tej sytuacji realny staje się scenariusz historycznego manewru: Włodzimierz Czarzasty może zdecydować się na opuszczenie rządu na kilka miesięcy przed wyborami, aby odbudować opozycyjną wiarygodność i dopiero wtedy, wspólnie z partią Razem, stworzyć niezależną, silną listę.
Potężny ból głowy premiera Tuska
Wszystkie te ruchy generują jednak dla Donalda Tuska potężny ból głowy. Sytuacja szefa PO zaczyna uderzająco przypominać pułapkę, w którą w 2023 roku wpadło Prawo i Sprawiedliwość. Tusk ma dziś partię zdolną do wygrania wyborów, ale poprzez systematyczne niszczenie i kanibalizację swoich mniejszych partnerów traci potencjalnych koalicjantów, z którymi mógłby w przyszłości sformować stabilny rząd. Z tego powodu kluczowym elementem strategii premiera stanie się prawdopodobnie próba destabilizacji struktur Konfederacji, w czym szef rządu upatruje swojej nowej szansy.
Dr Andrzej Anusz – działacz antykomunistycznej opozycji w okresie PRL. Politolog, Instytut Piłsudskiego. Od maja stały komentator w magazynie „Nowego Telegrafu Warszawskiego”.
W poprzednim komentarzu dr Andrzej Anusz komentował sytuację po stronie opozycji i szeroko rozumianego obozu prawicy




