W ostatnich latach jedne media cieszą się z problemu innych, i odwrotnie. A w mediach społecznościowych potworzyły się bańki, których rozbicie jest bardzo trudne. Już dwa lata temu pojawiły się głoszone przez polityków tezy, o… upadku mediów w ogóle. I choć do mainstreamu (zarówno tego z lewej, jak prawej strony) jest o co się przyczepić, tezy o konieczności likwidacji mediów w ogóle, szczególnie w ustach polityków, są szkodliwe. Z tym zastrzeżeniem, że szansą dla odnowy rynku medialnego nie są duże media, ale nowe, w innej, choć tradycyjnej formule. Nie chodzi ani o mainstream, ani o społecznościowe bańki czy rynsztok, dla niepoznaki nazywany forami internetowymi.
Uzależnienie medialnych celebrytów od mediów społecznościowych jest szkodliwą patologią. Możemy też mówić o końcu pewnej grupy dziennikarzy. Środowiska, którego tryb dnia określają wpisy w serwisach społecznościowych. Dotyczy to zarówno celebrytów opcji liberalnej, jak i tych bardzo konserwatywnych, a nawet niemających żadnych poglądów.
Teza także szkodliwa
Jednak przy faktycznej kompromitacji medialnego celebryctwa wyrażanie radości z upadku mediów jako takich jest tym samym, co czerpanie radochy z upadku policji, prokuratury, sądów, likwidacji armii. Media zżera nowotwór upartyjnienia, fanatyzmu, braku jakiejkolwiek rzetelności. Tłumacząc na bardziej prosty język to, że mediami być przestają. Więc pora, by zaczęły nimi znów być. Wielkie redakcje faktycznie są dziś bardziej sztabami partyjnymi, niż ośrodkami kontroli władzy. Powstają jednak dziennikarskie kanały, podcasty. Reportażyści, dla których nie ma miejsca w prasie, która zresztą upada, swoje reportaże publikują w formie książkowej. Zmienia się formuła mediów. Prasa w obecnej formie dogorywa, telewizja traci na znaczeniu. Natura nie znosi jednak próżni. I poza światem celebrytów powstają też nowe media. Nowe, ale rola pozostaje ta sama. Występowanie w interesie ludzi, kontrola władzy. Tę misję staraliśmy się zawsze realizować w Telegrafie 24 – Nowym Telegrafie Warszawskim. I nadal, będziemy starali się to robić.
(Uaktualniona wersja naszego archiwalnego tekstu)







