Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu Orderu Orła Białego Wołodymirowi Żełeńskiemu, choć moralnie słuszna, nie jest mądra. Z kilku powodów.
Żeby było jasne. Uhonorowanie UPA jest skandalem. Byłoby nim też uhonorowanie w Niemczech Waffen SS. Są nim też pomysły moskiewskiej Cerkwi wyniesienia na ołtarze jenerała Suworowa. A przepraszam, za utopienie warszawskiej Pragi we krwi caryca mianowała go feldmarszałkiem. Jednak w polityce i dyplomacji chodzi nie tylko o święte oburzenie, ale skuteczność.
Samo odznaczenie było bez sensu
Dlatego naiwnością jest odznaczenia na prawo i lewo rozdawać (szczególnie obcym politykom, gdzie sojusze z dnia na dzień mogą się zmienić). Naiwnością jest też jednak ich odbieranie – bo nie daje nic. Dawanie orderów zagranicznym politykom ma sens tylko albo pośmiertnie, albo gdy dotyczy już ludzi bardzo sędziwych. Na przykład – Ronald Reagan po zakończeniu kadencji. Odznaczanie Żełeńskiego nie było mądre. Bo był to urzędujący polityk, który zawsze może zmienić zdanie. Albo sojuszników. Owszem, walczył z Rosją, ale tu my mieliśmy interes, żeby wspierać obronę, a nie nagradzać przywódcę. A jeśli już – to należało odznaczyć tych, którzy przelewają krew. A politykowi można dać order, gdy jest na emeryturze.
Odbieranie też bez sensu
Bez sensu jest też jednak odbieranie orderu. Można to rzecz jasna zrobić, ale nasuwa się pierwsze pytanie, co to da? Czy brak Orderu Orła Białego sprawi, że ukraiński prezydent nagle się zreflektuje i przestanie promować Ukraińską Powstańczą Armię? No raczej nie. Bardziej można obstawić w drugą stronę – że ukraiński przywódca utwardzi swoje stanowisko. Widzimy to też po reakcji szefa ukraińskiego MSZ. Czy dzięki odebraniu orderu zwiększy się świadomość o UPA wśród zwykłych Ukraińców? Absolutnie nie.
A można było upamiętnić ukraińskie ofiary UPA
Ruchem faktycznie niestandardowym, który mógłby wywołać piorunujące wrażenie, byłoby przyznanie odznaczeń pośmiertnych Ukraińcom, którzy ginęli, ratując Polaków w czasie rzezi wołyńskiej. A takich przypadków było sporo. Taki ruch wywołałby na pewno poruszenie w Polsce. Byłby głośny na Ukrainie – nawet jeśli przemilczany przez media, to przecież ukraińska diaspora ma kontakt z rodzinami.
Inni szatani są czynni
Wreszcie jak pisaliśmy ostatnio, cytując klasyka, w tej sprawie i inni szatani są czynni. Napięcie we wzajemnych relacjach Polski i Ukrainy jest faktem. Jego eskalacja jest w interesie Moskwy – to rzecz oczywista. Także jednak Berlina. Niemcy na początku wojny bynajmniej Ukrainy nie wspierali. I chętnie, bardzo chętnie powrócą do współpracy z Rosją. Nasi zachodni partnerzy są naszym sojusznikiem w NATO. Ważnym partnerem gospodarczym. Nie znaczy to jednak, że interesy nasze i ich są identyczne. Przeciwnie. W ich interesie jest jak najszybszy powrót do handlu z Rosją, w naszym jest to, aby ten powrót utrudnić. Jak najgorsze relacje Warszawy z Kijowem mogą w tym pomóc. Po co jeszcze ułatwiać zadanie?
Antoni Zankowicz



