Służby ustalają okoliczności tragedii na Gocławiu, gdzie w piątek, w Jeziorku Balaton odkryto ciało mężczyzny. Niestety, w internecie pojawiła się seria komentarzy, które nigdy nie powinny się ukazać. Pytanie – gdzie jesteśmy jako społeczeństwo?
Ta tragedia wstrząsnęła mieszkańcami stolicy. W piątek rano przypadkowy przechodzień znalazł ciało dryfujące w Jeziorku Balaton na Gocławiu.
Skandaliczne komentarze po tragedii
Na podstawie dokumentów to 49-letni mężczyzna, choć służby miały jeszcze potwierdzać jego dane. Trwa ustalanie tego, jak mężczyzna znalazł się w wodzie, co dokładnie było powodem jego śmierci oraz dokładnych okoliczności zdarzenia. Jedno nie ulega wątpliwości – doszło do tragedii. Nie żyje człowiek. Tymczasem w sieci wybiło szambo. W mediach społecznościowych pod informacją o makabrycznym odkryciu pojawiły się dziesiątki komentarzy. Niestety, modlitwy, refleksja, stanowiły mniejszość. Dominowały żarciki – przypominanie niedawnej historii wyłowionego z Balatonu suma, były tymi najłagodniejszymi. Tymczasem NIE ŻYJE CZŁOWIEK. Samo w sobie jest to tragedią. Zapewne miał bliskich, dla których zatrzymał się świat. I nie, nie chodzi o jakieś sztywniactwo. Humor, także czarny, nie jest niczym złym. Dotyczyć powinien jednak sytuacji hipotetycznych. A kończyć tam, gdzie dochodzi do śmierci KONKRETNEGO CZŁOWIEKA. Nie był to pierwszy raz. Kilka lat temu również z Balatonu wyłowiono zwłoki kobiety. I żarty, może nawet jeszcze gorsze się pojawiły.
Gdy włączą internet, wyłączają człowieczeństwo
Odnieść można wrażenie, że dla niektórych użytkowników mediów społecznościowych internet jest jakąś grą. Światem wirtualnym. Ci sami ludzie w realu mogą autentycznie wzruszać się czyimś nieszczęściem, okazywać empatię, serdeczność. Niektórzy nawet chrześcijańskie miłosierdzie. W sieci wydaje im się, że to się nie dzieje. Że można bluzgać kogoś, kogo się nie zna. Otóż dzieje się bardzo wiele. I słowa w internecie ważą tyle samo, a może więcej, niż wypowiedziane w realu. W przypadku tragedii na Gocławiu chamstwo dotyczy forów sąsiedzkich. Hejterzy kpią ze śmierci człowieka, który może być ich kolegą, znajomym, mieszkańcem z bloku naprzeciwko. Kimś, kogo spotykali kilka razy w tygodniu w sklepie, piekarni, czy cukierni. Pytanie, czy drwiąc z człowieka tragicznie zmarłego, zadając ból jego rodzinie, mieli tego świadomość. Czy może po prostu ludźmi są w realu? A gdy logują się w mediach społecznościowych, człowieczeństwo chowają do kieszeni, a z myślenia się wylogowują?




