O sytuacji z interwencjami w domach dziennikarzy Telewizji Republika napisano już chyba wszystko. Są różne wersje. Rządzących – że służby działały, gdyż dostały mrożące krew w żyłach informacje o zagrożeniu życia, bądź ataku terrorystycznym. Przedstawicieli opozycji – że to atak służb na opozycyjną stację. Na razie pewne jest, że ktoś wezwał policję, by uderzyć w konkretnych ludzi, z konkretnej stacji.
W sobotę, 16 maja policja ogłosiła zatrzymanie podejrzanej osoby, 53-latka. Sam przebieg akcji funkcjonariuszy w domach pracowników stacji pewnie będzie przedmiotem analiz, pytanie choćby o to, czemu nie mieli naszywek z numerami służbowymi. Kluczowe jest jednak to, czy zatrzymany 53-latek to faktycznie człowiek, który doniósł do służb i przede wszystkim, jakie były jego motywy. Czy mamy do czynienia z kimś w rodzaju Ryszarda C. bądź Stefana W. skazanych za polityczne zabójstwa na dożywocie (pierwszy dokonał zabójstwa w biurze PiS w Łodzi, drugi zamordował prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza – red.)? A może to „tylko” zwykły żartowniś? Wreszcie – czy działał sam, czy może akcja była skoordynowana z jakimiś służbami? Osobną sprawą jest sama ocena działania służb – dobrze, żeby policja ujawniła CAŁOŚĆ nagrań z interwencji. Kluczowe jest jednak, jak do całej sytuacji doszło. A więc powód zgłoszenia i motywy, jakie podejrzanym kierowały.
Ponura perspektywa
I naprawdę w tym kontekście nie ma znaczenia, o jaką stację i jakich dziennikarzy chodzi. Jeśli (scenariusz najbardziej optymistyczny) to działanie żartownisia, gość powinien i tak dostać najwyższą przewidzianą przez prawo karę. Bo następnym razem inny kawalarz doniesie na dziennikarzy na przykład TVN, a jeszcze inny na sąsiada, którego nie lubi. Wystarczy, że ma adres. A w czasie, gdy policja będzie działać w czyimś domu, nie będzie jej tam, gdzie faktycznie będzie zagrożone czyjeś życie. Jeśli mamy łagodniejszą wersję Ryszarda C., czyli działanie z nienawiści (naszym zdaniem najbardziej prawdopodobne), też konsekwencje muszą być adekwatne. Najgorzej, jeśli są to działania np. obcych służb po to, by doprowadzić do politycznej nawalanki. Dziś w sieci jedni się z problemu Republiki cieszą, drudzy się wkurzają. Jednak gdy następnym razem do podobnej sytuacji dojdzie w konkurencyjnej stacji, nastąpi odwrócenie ról. A to już bardzo ponura perspektywa.



