Jedni konserwatyści i liberałowie chwalą papieża Leona XIV, inni go (za te same rzeczy) krytykują. Tymczasem na oceny teologicznej wizji jego pontyfikatu rok po wyborze jest chyba jeszcze za wcześnie. Natomiast w jednej kwestii nastąpiła radykalna, wręcz fundamentalna zmiana. Ojciec święty ma zdecydowanie inny od poprzednika stosunek do Federacji Rosyjskiej. Nie mówi o tragedii zbrodniczego państwa, szczekającym NATO. Jasno wskazuje, kto jest winien agresji. Nie omieszkał też skrytykować ataku USA i Izraela na Iran (nie chwaląc przy tym irańskiego reżimu). Mało tego, jest chyba jedynym, który osłabił pozycję Donalda Trumpa w konserwatywnym elektoracie w USA i wśród katolików na całym świecie.
8 maja 2026 roku minął rok od wyboru amerykańskiego kardynała Roberta Prevosta na Stolicę Piotrową. Nowy ojciec święty w kwestiach wiary i moralności nieco inaczej rozkłada akcenty, co sprawia, że pewne gesty, czy symbole są rozmaicie interpretowane. Jasna jest postawa w kwestii teologicznej, ale o tym za chwilę.
Liberałowie vs konserwatyści, czy optymiści vs pesymiści?
Papież Leon XIV zdjął buty, wchodząc do meczetu – brzmiał lakoniczny komunikat. I w internecie rozgorzały dyskusje. Byli zachwyceni gestem liberalni katolicy, wychwalający ekumenizm taki, jak papieża Franciszka. I źli na papieża tradycjonaliści, krytykujący rozmycie przekazu. Potem jednak ci, którzy doczytali o szczegółach wizyty, mieli nieco inne spojrzenie. Papież bowiem zdjął buty, ale modlitwy już nie odmówił, twierdząc, że jest jedynie turystą, wyraża szacunek do miejsca kultu. Ojciec święty poparł drogę synodalną, co znów wkurzyło konserwatystów i ucieszyło postępowców. Doprecyzował jednak, że nie ma mowy o zmianie nauki Kościoła, a z postępowym episkopatem z Niemiec ma mieć na pieńku. I znów – część komentatorów twierdzi, że nastąpiło zawrócenie z drogi poprzednika, część, że to jedynie ustawka, a w rzeczywistości mamy kontynuację. Wreszcie kwestia błogosławieństwa par bez sakramentalnych związków. Liberałowie optymistyczni zachwycają się zdaniem, że w Kościele za dużo uwagi poświęca się kwestiom seksu, za mało innym nie mniej ważnym sprawom.
„W domu kardynała Mastai Frettiego nawet koty miały być liberałami, a pontyfikat Piusa IX jest uznawany za bardzo konserwatywny. Dlatego nie można przesądzać, w którą stronę pójdzie obecny pontyfikat”
To również niektórzy tradsi uznali za próbę uznania nieślubnych par, nawet błogosławieństwa związków osób tej samej płci. A jednak inni komentatorzy zwracają uwagę na zdanie o tym, że żyjący w związkach bez ślubu mogą uzyskać błogosławieństwo takie, jak każdy uczestniczący we Mszy świętej. Można odnieść wrażenie, że konserwatywni optymiści uważają, że następuje w Watykanie tradycjonalistyczny zwrot, a znów optymiści liberalni widzą dalszy etap rewolucji. Pesymiści z obu stron widzą wszystko dokładnie na odwrót. Troszkę jak z wypowiedziami Św. Jana Pawła II podczas pielgrzymek z lat 90. Wtedy jedni słyszeli pochwałę i podziękowania dla Radia Maryja, inni słowa „od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”. A tak naprawdę za wcześnie jest na stwierdzenia, w którą stronę pójdzie Kościół podczas obecnego pontyfikatu. Byli zresztą liberalni biskupi, którzy stawali się ikonami konserwatyzmu (w domu kardynała Mastai Frettiego nawet koty miały być liberałami, a pontyfikat Piusa IX jest uznawany za bardzo konserwatywny).
Geopolityczny zwrot o 180 stopni
Jest też trzecia grupa. To wierni uważającym, że papież stara się uspokajać sytuację w mocno podzielonym i targanym problemami Kościele. I że sama łódź Piotrowa to dziś wręcz transatlantyk, którym nie da się wykonywać zbyt gwałtownych ruchów. Dlatego na określenie, w którą stronę pójdzie papież teologicznie, chyba za wcześnie. Jest jednak kwestia, w której zmiana nastąpiła wyraźna i bardzo radykalna. To kwestie geopolityczne. Papież jednoznacznie określił, kto jest agresorem w wojnie Rosji z Ukrainą. Nie opowiada bajek o NATO szczekającym w przedpokoju ani biednych propagandystach, którzy także cierpią. Jednocześnie nie jest ślepo zapatrzony w Zachód. Choć nie popiera (bynajmniej) reżimu ajatollahów, jednoznacznie potępił sposób jego rozwiązywania przez Waszyngton i Tel Awiw. A więc atak na Iran. Doszło do sporu z Donaldem Trumpem, co prezydentowi USA delikatnie mówiąc, się nie opłaciło. Jaki będzie to pontyfikat w kontekście stricte religijnym, ciężko przewidzieć. Geopolitycznie chyba nie możemy narzekać.




