Świst opon, trzask, a potem cisza – rozpędzona toyota ścięła znak drogowy i uderzyła w przystanek. Kierowca był kompletnie pijany. A samochód pożyczył w wypożyczalni. Było o krok od tragedii.
Do bardzo groźnie wyglądającego wypadku doszło w sobotni poranek na rondzie Wiatraczna. Przed godziną 7.00 pędząca ulicą Grochowską toyota wypadła z trasy, ścięła znak drogowy i uderzyła w wiatę przystankową. Na szczęście była sobota, wczesna godzina, na przystanku nie było ludzi. Nikt nie ucierpiał. Na miejsce przyjechała policja i pogotowie ratunkowe. Kierowca wyszedł bez szwanku. Ale policjanci przebadali go alkomatem. Okazało się, że mężczyzna ma prawie dwa promile alkoholu w organizmie. Mało tego, jak poinformował TVN Warszawa, na desce rozdzielczej zachowała się… butelka po wódce. W dodatku pojazd, którym jechał sprawca kolizji nie należał do niego – był wypożyczony w wypożyczalni. Prędkość musiała być spora – samochód był poważnie uszkodzony. Według opracowanych niedawno przepisów w przypadku pijanych kierowców powyżej 1,5 promila alkoholu ma być konfiskowany samochód. A w przypadku aut pożyczonych pijany kierowca ma płacić równowartość auta.



