Z jednej strony nieustannie antypolska, wroga nam cywilizacyjnie Rosja. Z drugiej Niemcy, które rozbudują swoją armię, a do władzy za jakiś czas dojdą tam faszyści, zwolennicy odebrania nam ziem zachodnich. Można i trzeba krytykować patologie Unii. Można dyskutować i próbować ją reformować. Jednak mrzonki o polexicie to polityczne seppuku. I wyrok dla nas, ale i przyszłych pokoleń.
Tak, do Unii można się o wiele rzeczy przyczepić. Biurokracja i szkodliwe pomysły to spory problem. Jeszcze większym jest fakt, że ciężko o jakiś punkt zaczepienia. Lewicowa ideologia staje się normą, środowiska liberalne są oderwane od rzeczywistości, a chadecy i nieliczni konserwatyści albo rezygnują z wartości, albo idą na lep prorosyjskiej altprawicy. Problemy takie jak niekontrolowana migracja, czy polityka klimatyczna tak ambitna, że rozwali krajowe gospodarki a w dalszej kolejności samą siebie, można mnożyć.
Kwestia polskiej racji stanu
Jednak prawdziwy realizm polityczny polegać powinien na tym, by kierować się racją stanu. A w przypadku Polski jedyną opcją jest trzymanie się Zachodu, przy jednoczesnej budowie i wzmacnianiu własnej siły. Wyjście z Unii – poza wieloma konsekwencjami gospodarczymi – ma też bardzo konkretne skutki polityczne. Wyobraźmy sobie, że faktycznie dochodzi do polexitu. Jednocześnie sytuacja geopolityczna zmienia się w ten sposób, że Stany Zjednoczone całkowicie stawiają na izolacjonizm. Niemcy wydają sporą część PKB na własną armię, w ciągu dekady budują potężne siły. A do władzy dochodzi u nich AFD, w dodatku o jej polityce decyduje frakcja, domagająca się oddania przez Polskę ziem zachodnich. Rosja pozostaje tym, czym jest – totalitarnym molochem, będącym w innej cywilizacji. A dla nas totalnym, egzystencjalnym wręcz zagrożeniem. Wreszcie Ukraina, która podobnie jak Białoruś znajduje się w strefie wpływów Rosji. Polska zostaje samotną wyspą, bez broni atomowej, ze skłóconą klasą polityczną.
Porażka Rosji w naszym interesie
Dlatego w naszym interesie jest – niezależnie od relacji z Kijowem – porażka Rosji na Ukrainie. Utrzymanie (co jest trudne) relacji atlantyckich. Wreszcie pozostanie w Unii, budowanie w niej sojuszy i gra z różnymi podmiotami. Wojskowo możemy współpracować z krajami bałtyckimi, Szwecją, Finlandią, Norwegią. Budować wewnętrzne koalicje, może ruszyć z dyskusją o nowych unijnych traktatach. Czy luźna koalicja państw, czy coś na kształt federacji (ale przy uczciwym podziale wpływów). Na pewno nie można zgadzać się na dyktat jednego państwa. Zrywanie z Zachodem przy naszym położeniu i niepewnej sytuacji geopolitycznej, byłoby samobójstwem. I szkodliwym działaniem w dobrej wierze albo – gdy robione świadomie – pospolitą zdradą. Polityka konserwatywna to także realizm. Ci, co w imię konserwatyzmu chcą budować zamki na piasku w postaci jakichś pansłowiańskich sojuszy, z realizmem nie mają nic wspólnego. Chyba że jest to realizm godzien współczesnych Branickich, Rzewuskich, Szczęsnych-Potockich.




