Opisywana przez nas historia Mirosława Ciełuszeckiego stanowi ciężkie oskarżenie całej klasy politycznej. Bo odpowiedzialni za tę ponurą historię są wszystkie opcje, które rządziły w naszym kraju w bieżącym stuleciu.
Oczywiście najprościej jest napisać, że sprawa obciąża lokalny układ, cały wymiar sprawiedliwości, a nawet Rosjan, którym działalność polskiej firmy i Ośrodka Studiów Wschodnich była nie na rękę. I to wszystko prawda. Rzecz w tym, że we wszystkim jest też rola całej rodzimej klasy politycznej, która działała tu wyjątkowo zgodnie i ponad podziałami. A pozytywnym przykładem są działania części mediów i społeczników, z różnych stron politycznej barykady.
W sytuacji zwykłego człowieka od dekad nie zmienia się nic
O sprawie niszczonego przez sądowo-prokuratorski układ przedsiębiorcy Mirosława Ciełuszeckiego piszemy od lat. A od kilku miesięcy publikujemy u nas cykl artykułów w tej sprawie. Historia ta pokazuje z jednej strony, jak fatalnie działał w Polsce wymiar sprawiedliwości po 1989 roku. Z drugiej, jak beznadziejnie wypadły próby jego reformowania. To, co robili politycy było jedynie próbą upolitycznienia, nie żadnej reformy. A ci, którzy chcą fatalne zmiany odkręcać, pragną powrotu tego, co było, nie realnych zmian proobywatelskich. W sytuacji osób niesłusznie zamykanych, wsadzanych do aresztów, oskarżanych w kuriozalnych procesach, polityczne reformy nie zmieniają nic.
Winne wszystkie rządzące ekipy
Historia Mirosława Ciełuszeckiego zaczyna się w czasie, gdy polską rządziło wszechpotężne w owym czasie, postkomunistyczne SLD. Miało pod sobą prokuraturę i wymiar sprawiedliwości. Uderzenie, bardzo brutalne, przy użyciu całej państwowej machiny miało miejsce w 2002 roku. I żeby było jasne – nie było jedynym tego typu ciosem. W tym samym czasie głośna była też sprawa Romana Kluski i Optimusa, czy zakładów Krakmeat. To na bazie tamtych wydarzeń powstał scenariusz filmu „Układ Zamknięty”.
W sytuacji osób niesłusznie zamykanych, wsadzanych do aresztów, oskarżanych w kuriozalnych procesach, polityczne reformy nie zmieniają nic
Państwo w pierwszej dekadzie obecnego stulecia miało w wielu miejscach charakter niemal mafijny. I wielu ludzi zapłaciło za to wysoką cenę. Jednak w 2005 roku postkomuniści wybory przegrali. A polską scenę polityczną podzieliły między siebie formacje do dziś na niej dominujące.
Zmiana, której nigdy nie było
Zarówno Platforma Obywatelska, jak i Prawo i Sprawiedliwość zapowiadały odnowę moralną oraz wielkie oczyszczenie państwa. Głosiły hasło IV RP. Z zapowiadanej koalicji obu ugrupowań wyszły nici. Podobnie jak z radykalnym oczyszczeniem polskiej polityki. Pierwsze rządy PiS (2005-2007) to czas faktycznie słabego rządu, trudnej koalicji. Przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości tłumaczyli potem, że ważnych reform wymiaru sprawiedliwości zrobić nie mogli, bo przecież nie mieli odpowiedniej siły przebicia. Jednak w sprawie Ciełuszeckiego niezreformowane sądy to jedno, jednak ważną rolę w uderzeniu w przedsiębiorcę odegrała też prokuratura. A ta podlegała całkowicie ówczesnemu ministrowi, Zbigniewowi Ziobrze.
Rząd się zmienił, patologie zostały
Gdy w roku 2007 rządy przejęła Platforma Obywatelska razem z Polskim Stronnictwem Ludowym, koalicja zapowiadała także reformy wymiaru sprawiedliwości. I od 2010 do 2015 roku koalicja miała zarówno rząd ze stabilną większością, jak i i prezydenta ze swojego obozu. Było kilku ministrów sprawiedliwości: Zbigniew Ćwiąkalski, Andrzej Czuma, Krzysztof Kwiatkowski, Jarosław Gowin, Marek Biernacki, Cezary Grabarczyk i Borys Budka. Reforma była jedna – rozdzielenie Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości. W sprawie z Podlasia nadal prokuratorzy oskarżali, sądy działały opieszale. Reformy wymiaru sprawiedliwości nie było. Pojawiła się za to w hasłach opozycji z 2015 roku – wpłynęła na trzecie miejsce Pawła Kukiza i wygraną Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. PiS tym razem (także jako Zjednoczona Prawica) wygrał pod hasłem dobrej zmiany. I zapowiedział – jakżeby inaczej – reformy.
(Nie) dobre zmiany w sądzie i prokuraturze
Odpowiedzialnym za reformę został nowy-stary minister, Zbigniew Ziobro. I faktycznie wziął się do pracy. Wokół wymiaru sprawiedliwości i zmian w nim rozpętał się spór, który obserwujemy do dziś. Jednak jedyną realną (czy dobrą to inna sprawa) zmianą było cofnięcie rozdzielenia stanowisk ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Poza tym szereg zmian personalnych wojna o KRS, kto jest sędzią, a kto tylko neo. Proces w podlaskim sądzie toczył się dalej. Prokuratura nadal oskarżała. Z tą różnicą, że jeden z prokuratorów odpowiedzialnych za uderzenie w Karpia i Ciełuszeckiego brał udział w protestach w obronie wolnych sądów, inny awansował za dobrej zmiany.
Wiele działań, aby zostało po staremu
W 2023 roku nastąpiła kolejna zmiana rządu. Tym razem władzę przejęli ci, którzy krytykowali PiS za sposób, w jaki ten reformował wymiar sprawiedliwości. Co się zmieniło? Zaostrzył się konflikt, trwa ostre przeciąganie liny.
Trzeba naprawdę zmienić bardzo wiele, żeby faktycznie nie zmieniło się nic
W sytuacji obywateli nie zmienia się nic. Procesy nadal wloką się niemiłosiernie (sprawa Ciełuszeckiego – przeszło dwie dekady). Areszty wydobywcze nadal mają się dobrze. Więcej jest tylko chaosu, który z każdą kolejną zmianą władzy będzie nie maleć, ale rosnąć. Trzeba naprawdę zmienić bardzo wiele, żeby faktycznie nie zmieniło się nic.



