Warszawa
26/04/2026, 16:55
Clear sky
Clear sky
9°C
Ciśnienie: 1005 mb
Wilgotność: 57%
Wiatr: 6.7 m/s NNW
Opis: 0mm /96% / Rain
Prognoza
27/04/2026
Dzień
07
Prognoza
14°C
Wiatr: 4.8 m/s NW
Opis: 0mm / 0% / Rain
Prognoza
28/04/2026
Dzień
07
Prognoza
12°C
Wiatr: 4.8 m/s NNW
Opis: 0mm / 2% / Rain
 
Subskrybuj
  • 7:28 min

Prawo i Sprawiedliwość mimo ciężkich starań nie jest w stanie odbudować poparcia. W tle konflikt między frakcją umiarkowaną i radykalną. Koalicja Obywatelska prowadzi w sondażach, ale koalicja rządowa może nie mieć większości. Skończył się miodowy miesiąc prezydenta Karola Nawrockiego. A mniejsze ugrupowania po prawej i lewej stronie raczej osiągnęły swój sufit. Wśród ludzi narasta zmęczenie i zapotrzebowanie na coś nowego, ale podaży nie widać.

Rok 2026 jest pierwszym od kilku lat, gdy nie odbywają się żadne wybory. Przypomnijmy, że w roku 2023 wybory parlamentarne przyniosły zmianę rządu. Potem mieliśmy głosowanie na posłów do Parlamentu Europejskiego oraz do samorządów. Wreszcie rok 2025 i wygrana Karola Nawrockiego z Rafałem Trzaskowskim. Następnym razem do urn pójdziemy jesienią 2027 roku. Na razie trwają coraz mocniejsze przetasowania po wszystkich stronach politycznej sceny. Przyjrzyjmy się, jak wygląda sytuacja pod koniec kwietnia 2026 roku.

Krajobraz po ubiegłorocznej bitwie

Kilka lat temu pisaliśmy, że choć najważniejsze w kontekście wyznaczenia rządu są wybory prezydenckie, kluczowe dla kształtu sceny politycznej są jednak prezydenckie. Te z 1990 roku ustaliły nowy porządek. W 1995 podział sceny na postkomuną i Solidarność. Rok 2000 i wygrana Aleksandra Kwaśniewskiego w pierwszej turze, początek dominacji SLD, upadek obozu posierpniowego, narodziny nowych partii po prawej stronie zamiast AWS, UW i ROP. Chyba najbardziej znaczące było głosowanie pięć lat później. Przyniosło upadek postkomunistów i dało początek podziałowi na PO-PiS. Wygrana Bronisława Komorowskiego w roku 2010 dała pełnię władzy rządowi PO-PSL, a rok 2015 i zwycięstwo Andrzeja Dudy to początek marszu PiS po władzę. Reelekcja Dudy utrzymała rządy dobrej zmiany. W roku 2025 wszystko wydawało się jasne. Zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego miało dać mocny mandat koalicji rządzącej, a Karola Nawrockiego odwrócić trend i dać władzę obecnej opozycji. Wygrał Nawrocki, ale odwrócenia władzy nie widać. Jest natomiast całkowita zmiana po prawej stronie.

Koniec roku miodowego

W pierwszym roku prezydentury Karol Nawrocki okazał się z jednej strony twardszym politykiem niż jego poprzednik, zdecydowanie mniej skłonnym niż Andrzej Duda do współpracy z rządem. Z drugiej strony zdawał się prezentować większy poziom niezależności od PiS. Niektórzy eksperci zaczęli Karola Nawrockiego przedstawiać jako nowego lidera całej prawicy – PiS, Konfederacji i partii Grzegorza Brauna. Towarzyszyła temu duża popularność nowej głowy państwa. Jednak kilka tygodni temu to się załamało. Miodowy miesiąc (a raczej niemal rok) dobiegł końca. Kluczowym momentem było zawetowanie dwóch ustaw. W sprawie SAFE prezydent stracił w elektoracie centrowym i lewicowym, ale nie prawicowym. Weto to jednak zbliżyło głowę państwa do PiS. Wbrew pozorom istotniejsza była sprawa Kodeksu Postępowania Karnego. Zawetowanie ustawy ograniczającej między innymi areszty wydobywcze wywołało oburzenie wielu ludzi. Także w naszej redakcji nieraz pisaliśmy o patologii, jaką są areszty wydobywcze. Decyzja prezydenta wywołała też wręcz wściekłość środowisk kibicowskich, dotychczas będących naturalnym zapleczem Karola Nawrockiego.

Otwarte jest pytanie, czy opozycja będzie bardziej prawicowa, skupiona wokół PiS oraz obu Konfederacji, czy też bardziej szeroka – z oparciem o ewentualny obóz Mateusza Morawieckiego, ludowców, jakieś nowe centrum

Obóz prezydenta tłumaczył, że ustawa o KPK zawierała dobre zapisy, ale też punkty, niedopuszczalne, mogące chronić pedofilów. Rzecz w tym, że oprócz weta głowa państwa może skierować ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, zaskarżyć część zapisów. Ewentualnie zawetować i przedstawić własny projekt ustawy i za jego ewentualne odrzucenie winić wtedy rząd. Tu wizerunkowo ewidentnie Pałac się do tematu nie przygotował. Świadczą też o tym doniesienia, że ostre reakcje wywołały w Pałacu szok. I miodowy czas Karola Nawrockiego ewidentnie się skończył. Osobną sprawą jest jego dalsza rola – czy będzie bardziej prezydentem PiS, czy wróci pomysł zostania liderem całego obozu opozycji. I tego, czy ta opozycja będzie bardziej prawicowa, skupiona wokół PiS oraz obu Konfederacji, czy też bardziej szeroka – z oparciem o ewentualny obóz Mateusza Morawieckiego, ludowców, jakieś nowe centrum. Na razie trudno wyrokować, choć na dziś więcej wskazuje na większe zbliżenie do Prawa i Sprawiedliwości.

KO: Pyrrusowi liderzy sondaży

Powody do zadowolenia tylko pozornie ma koalicja rządząca. Bo faktycznie sondaże Koalicji Obywatelskiej są bardzo dobre, a PiS dołuje. Jednocześnie jednak nawet najlepsze notowania nie dają partii Donalda Tuska samodzielnej większości. A pozostałe formacje koalicyjne dołują. Lewica osiągnęła sufit, ludowcy są na granicy progu, a Polska 2050 podzieliła się na dwa, zwalczające się ugrupowania. I oba w sondażach się nie liczą. W efekcie po przeliczeniu sondażowego poparcia na mandaty w parlamencie okazuje się, że Koalicja Obywatelska jest jak PiS w 2023 roku. To znaczy może w wyborach zająć pierwsze miejsce, ale nie mieć z kim zbudować koalicji. A większość uzyskają PiS i obie Konfederacje. Tu jednak jest inny problem – o ile współpraca z Konfederacją Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka nie będzie dla PiS problemem, tak sojusz z Braunem byłby wizerunkowym samobójstwem. Stąd pomysł na radykalny przekaz, który może jednak odwrócić się przeciwko partii.

PiS: Retoryka autodestrukcji

Pomysł jest prosty. PiS zaczyna mówić mocnym, bardzo prawicowym głosem. Stąd wyznaczenie Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera i ostra retoryka. Chodzi o to, by wyborców obu Konfederacji „odbić”, formację Mentzena i Bosaka osłabić, a ugrupowanie Brauna zbić poniżej pięciu procent. To jednak strategia bardzo ryzykowna. Przemysław Czarnek był ministrem w rządzie Mateusza Morawieckiego, więc pozyskanie krytycznych wobec tamtej ekipy fanów Konfederacji będzie trudne. Nawet jeśli się uda, będzie oznaczało całkowite zamknięcie się na wyborców centroprawicowych. A pamiętać należy, że PiS w 2023 roku zajęło w wyborach pierwsze miejsce. Nie było jednak w stanie zbudować koalicji. Z obecną linią zdolność koalicyjna będzie jeszcze mniejsza. Samym PiS-em wstrząsnął też spór o stowarzyszenie Mateusza Morawieckiego, które gromadzi bardziej umiarkowanych polityków partii. Po ostrej medialnej nawalance osiągnięto w partii porozumienie, jednak pytanie, czy będzie ono trwałe. Wydaje się, że nie bardzo.

Centroprawica: potrzeba jest, pomysłu brak

Mateusz Morawiecki dobrze wyczuł nastrój w tym sensie, że po stronie centroprawicy jest największa nisza. To konserwatywna klasa średnia, w tym drobni przedsiębiorcy. Pisaliśmy i na naszych łamach o zapotrzebowaniu na formację konserwatywno-chadecką. Prozachodnią, niepodległościową, proprzedsiębiorczą. Rzecz w tym, że choć popyt jest, podaży nie ma. Są dwa ugrupowania odnoszące się do podobnego elektoratu, oba jednak dla owego elektoratu mało atrakcyjne. Polskie Stronnictwo Ludowe jest obciążone byciem w obecnej koalicji. Za środowiskiem „harcerzy” ciągnie się ciężar rządu, którego Morawiecki był premierem. Wprawdzie Jerzy Buzek, jako prezes rady ministrów bardzo niepopularny, bił rekordy w kolejnych wyborach, jednak nie był liderem. W przypadku otoczenia Morawieckiego centroprawicowemu elektoratowi ciężko byłoby zaakceptować ugrupowanie obciążone wspomnieniem Polskiego Ładu itd. Jest jeszcze grupa wyciętych z PiS konserwatywnych intelektualistów, jednak oni nie mają wyrazistego lidera, ani fighterów, mogących sprawdzić się w politycznej nawalance. Oznacza to, że centroprawicowy wyborca skazany jest na wybór spośród zgranych polityków.

W tym roku żadnych wyborów ma nie być. A do przyszłego zmienić się może wiele. KO może przeskoczyć magiczne 40 proc. PiS odzyskać poparcie albo zyskać zdolność koalicyjną. Może wreszcie narodzić się coś nowego, bo zapotrzebowanie jest, ale kandydatów nie widać

Stan na kwiecień 2026 roku jest następujący: Prezydent przeżywa koniec swoich miodowych dni, stracił we własnym mateczniku. Rząd niby trzyma się mocno, ale Koalicja Obywatelska sama wyborów nie wygra, a jej sojusznicy w sondażach dołują. PiS jest targany wewnętrznymi problemami i walczy o twardy elektorat, odpuszczając centrum. Obie Konfederacje też raczej osiągnęły polityczny sufit. Z kolei po stronie centroprawicowej są dziś ludowcy, od których odstrasza wyborców ich zaangażowanie w obecny rząd, ewentualnie ugrupowanie premiera poprzedniego rządu. Oraz grupa ideowych ekspertów, którzy mogą być zapleczem, ale nie strukturą polityczną. W tym roku jednak żadnych wyborów ma nie być. A do przyszłego zmienić się może wiele. KO może przeskoczyć magiczne 40 proc. PiS może odzyskać poparcie albo zyskać zdolność koalicyjną. Może wreszcie narodzić się coś nowego, bo zapotrzebowanie jest, ale kandydatów nie widać. Jeśli wszystko pójdzie według konstytucyjnego scenariusza, wybory do Sejmu i Senatu odbędą się jesienią przyszłego roku. Za półtora roku.

Udostępnij na:

Tagi

Zobacz także:

26

kwi

Prawo i Sprawiedliwość mimo ciężkich starań nie jest w stanie odbudować poparcia. W tle konflikt między frakcją umiarkowaną i radykalną. Koalicja Obywatelska prowadzi w sondażach,…

23

kwi

W tragicznym wypadku drogowym w Sosnowcu zginął poseł Łukasz Litewka. Reprezentował Lewicę, ale w swojej działalności społecznej wychodził poza bańki, współpracował ze wszystkimi. Miał 36…

19

kwi

Gdy ta sprawa miała swój początek, Iga Świątek była niemowlęciem, a wielkich talentów polskiej piłki – Kacpra Urbańskiego, Oskara Pietuszewskiego, nie było jeszcze na świecie.…