Mieszkańcy Krakowa odwołali prezydenta miasta. W Warszawie kilkanaście lat temu odbyło się podobne referendum. I choć mobilizacja była duża, to nie przyniosło skutków. I szans na to wielkich nie ma. Z kilku przyczyn.
Referendum odwołujące prezydenta Krakowa udało się z trzech powodów. Po pierwsze – Aleksander Miszalski mocno zraził do siebie umiarkowanie konserwatywny elektorat mieszkańców. Jacek Majchrowski, nieraz też krytykowany umiał jednak o taki elektorat zabiegać. Po drugie – mieszkańców zdenerwowało wiele działań miasta. Jednak po trzecie – najważniejsze – przeciwko Miszalskiemu zmobilizowała się bardzo szeroka koalicja, którą ciężko jest nazwać prawicową, czy tym bardziej pisowską. Za odwołaniem prezydenta opowiedzieli się i radykalni prawicowcy, i niepodległościowcy sympatyzujący z PiS i ludzie o poglądach mniej prawicowych. A jednym z liderów oporu był Łukasz Gibała – były polityk… Platformy Obywatelskiej i Ruchu Palikota. W Warszawie było inaczej.
Ton narzucają spory z Wiejskiej
Choć referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz odbyło się przed wybuchem (a w zasadzie przed nagłośnieniem, sprawa lokalnie była już komentowana) afery reprywatyzacyjnej, wkurzenie mieszkańców na działania ówczesnych władz miasta było ogromne. Wspomnieć można korki, politykę wobec kupców etc. I faktycznie zmobilizowały się różne środowiska od lewicy po narodowców. Entuzjazm był spory, mniej więcej do momentu zebrania podpisów za organizacją referendum. Potem w kampanię bardzo mocno włączyło się Prawo i Sprawiedliwość, a przekaz medialny był jasny – to PiS-owskie referendum. Idąc głosować, popierasz Kaczyńskiego. Tymczasem stolica jest miastem bardzo specyficznym. Nie jest tak, że nie ma tu ludzi przeciwnych Koalicji Obywatelskiej, mocno krytycznych wobec działań ratusza. Są tacy po lewej stronie, ale nie brak i wielkomiejskich konserwatystów. Jedna rzecz ich jednak wyróżnia – stolica nie jest tak lewicowa i liberalna jak miasta w zachodniej Polsce. Jest jednak bardzo antypisowska. Dopóki polityka miejska w Warszawie będzie kalką politycznego sporu z ulicy Wiejskiej, władze miasta, czego by nie zrobiły, mogą spać spokojnie.



