Z jednej strony nie potwierdziły się teorie o fatalnym poziomie turnieju dla 48 drużyn. Zawiodły zespoły, których udział w turnieju nikogo nie dziwił, jak Urugwaj, Czechy, Szkocja. Sensację sprawiła z kolei skazywana na klęskę Republika Zielonego Przylądka, czy Południowa Afryka. Z drugiej strony może wystąpić pewien przesyt liczby spotkań, wątpliwe są też zasady awansu z trzeciego miejsca. I kontrowersje sędziowskie, ale to temat na inne rozważania.
Dla takich momentów jak bramka i chwilowa euforia drużyny Curacao remisujących z Niemcami (nawet jeśli później przegrali 1:7), warto oglądać te mistrzostwa. Rozszerzenie mundialu naprawdę się broni.
Co więcej – nie ma powodu do narzekań na to, że poszerzenie dotyczy federacji innych niż europejska i południowoamerykańska. Bo zawiodły uznane marki, a przynajmniej część debiutantów daje radę. Nie znaczy to, że wszystko jest idealne. Po pierwsze, wątpliwości budzi system kwalifikacji. Przy 32 zespołach awans do kolejnej rundy uzyskiwały po dwa najlepsze zespoły z każdej grupy. Teraz awansuje osiem na dwanaście zespołów z trzecich miejsce. Logiczne byłoby więc dalsze poszerzenie liczby drużyn, co zresztą FIFA poważnie rozważa. Jednak jest tu „ale”. Mistrzostwa są ciekawe, poziom niezły, pada sporo bramek. Z tym że tych spotkań jest naprawdę dużo. Jak w Lidze Mistrzów. Dawniej każdy mecz był prawdziwym świętem. Dziś, poprzez dostępność spotkań, nawet rozgrywki na bardzo wysokim poziomie powszednieją. Oby nie stało się tak z mundialem. Wiele zależy od tego, jak potoczą się kolejne rundy turnieju. (maks).



