Takiego ciosu władze Polskiego Stronnictwa Ludowego nie mogły się spodziewać. Realne było uderzenie ze strony krytycznej wobec ludowców opozycji, czy rywalizujących z partią koalicjantów. Tu jednak strzał, i to niezamierzony padł z własnych szeregów. Radna z Mazowsza poprosiła marszałka województwa Adama Struzika o miejsce w radzie nadzorczej szpitala dla jej męża. Działaczka zapomniała się i zamiast prywatnej wiadomości SMS umieściła prośbę w sieci. Usunęła, ale internauci zdążyli skopiować.
Sytuacja w PSL nie jest wesoła. Partia miała potencjał, by być umiarkowanie prawicową opozycją wobec rządu, bądź prawicowym skrzydłem koalicji rządzącej. Na razie jest dość nijaką przystawką, w sondażach balansuje na granicy wyborczego progu. I na pewno nie pomagają jej takie akcje jak Agnieszki Stolarczyk z Radomia. Kilka dni temu miejska radna napisała wiadomość do marszałka Mazowsza, Adama Struzika. „Szanowny Panie Marszałku, zwracam się do Pana z uprzejmą, ale także bardzo osobistą prośbą o rozważenie kandydatury mojego męża na członka Rady Nadzorczej Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu. Pozwalam sobie napisać do Pana w tej sprawie również dlatego, że od wielu lat współpraca i relacje w ramach życia samorządowego mają dla mnie wymiar nie tylko instytucjonalny, ale także ludzki i oparty na wzajemnym zaufaniu” – czytamy w wiadomości. Tekst pewnie nie ujrzałby światła dziennego, gdyby nie pomyłka pani radnej. Agnieszka Stolarczyk zamiast wiadomości SMS zamieściła… post na Instagramie.
Wpadka stała się hitem
Wiadomość szybko podchwycili internauci, którzy wpis działaczki PSL skopiowali, sprawę opisały media, także ogólnopolskie, jak portal zero.pl. Wpis pani radnej jest poczwórnym ciosem w ludowców. Po pierwsze – w sumie najmniej istotne – pani Stolarczyk wykazała się sporą niefrasobliwością. A z niej samej, ale i z partii oraz marszałka internauci się śmieją. Po drugie – i tu już sprawa jest poważniejsza – radna prosi marszałka o protekcję w sprawie męża. W dodatku ludowcy przez lata mieli opinię partii władzy. Formacji, dla której stanowiska są ważniejsze od wyznawanych programów, czy poglądów. I przez ostatnie lata partia starała się zmienić ten wizerunek. Stąd koncepcja „Nowego PSL”, wyborcze koalicje z ugrupowaniami nowego typu. Korespondencja radnej burzy ten wizerunek. Po trzecie – cios ma miejsce akurat wtedy, gdy sytuacja ludowców naprawdę jest trudna. Nie są kochani w koalicji (choć ich pozycja jest lepsza niż niedobitków z partii Szymona Hołowni).
Poczwórny cios
Polskie Stronnictwo Ludowe ma za to na pieńku z obecną opozycją. Dla Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji ludowcy są wrogiem, podnóżkiem Tuska. Dla Koalicji Obywatelskiej przystawką zaś dla Lewicy – konserwatywnym obciążeniem w rządowym sojuszu. Sondaże mają na granicy progu. W takiej sytuacji nawet błaha sprawa, niewielka wtopa wizerunkowa, może mieć kolosalne znaczenie. Po czwarte wreszcie – akurat sytuacja w ochronie zdrowia należy do najtrudniejszych. I to ona, a nie bieżąca polityczna nawalanka może być dla rządzących największym problemem w kontekście przyszłorocznych wyborów. Gdyby pani radna polecała męża do spółki zajmującej się utylizacją odpadów, ochroną środowiska, nawet drogami i transportem – problem byłby mniejszy. Owszem, internauci by się pośmiali, historia stałaby się memem. Tu dochodzi jednak potężny kryzys w ochronie zdrowia. Im bardziej będzie narastać, tym częściej wpis radnej będzie pokazywany. Dla marszałka Struzika i całego PSL to bardzo zła wiadomość.



