To dobrze, że Jan Urban zostanie na stanowisku. Bo największym problemem polskiej piłki w ostatnich latach nie był taki, czy inny styl, ale chaos i ciągłe wymiany selekcjonerów. Od czasu Adama Nawałki żaden nie miał komfortu odpowiedniego przygotowania drużyny narodowej. Co więcej, baraże zostały przegrane. Jednak w lipcu, gdy doszło do zmiany na stanowisku selekcjonera, kadra była w rozsypce, nastroje fatalne, a nawet udział w barażu był zagrożony.
Po przegranym barażu większość dziennikarzy i ekspertów chce pozostawienie Jana Urbana na stanowisku selekcjonera Reprezentacji Polski. Jednocześnie jednak powstał spór o to, czy taktyka ofensywna jest dobra, czy może należy zagrać defensywnie. Tymczasem nie to jest kluczowym problemem. Jak pisaliśmy już wielokrotnie na naszych łamach największym problemem jest brak ciągłości i chaos w wyborach kolejnych opiekunów kadry. Ci, którzy krytykują Urbana, powinni pamiętać, co działo się rok temu. Drużyna Michała Probierza wymęczyła wygrane z Litwą i Maltą. Potem przegrała z Finlandią, a kompromitacji w Helsinkach towarzyszyła afera z opaską Roberta Lewandowskiego. Mało kto wierzył w baraż, a przyszłość polskiej piłki rysowała się w bardzo ciemnych barwach.
Przywrócenie logiki i normalności
Selekcjonerem został Jan Urban. Dobrał merytoryczny sztab (niestety przed oddaniem materiału do publikacji nadeszła tragiczna wiadomość o śmierci drugiego trenera Jacka Magiery). Zmiana selekcjonera reprezentacji Polski przyniosła pozytywne skutki. Przywrócenie hierarchii w reprezentacji, powrót Roberta Lewandowskiego. Szczęśliwy remis z Holandią w Rotterdamie, wygrana w kluczowym meczu z Finlandią w Chorzowie. Później towarzyskie zwycięstwo z Nową Zelandią i pewna wygrana w eliminacyjnym meczu wyjazdowym z Litwą. Pechowy remis z Holandią (pechowy, bo wygrana była na wyciągnięcie ręki). Obraz psuła nieco kiepska i chaotyczna, ale zakończona zwycięstwem gra przeciwko Malcie. W barażach odwrócenie wyniku i triumf z Albanią, potem porażka po dreszczowcu w Szwecji. Awansu nie ma, jednak latem sam udział w barażu wydawał się celem trudnym do osiągnięcia. Urban przywrócił hierarchię, porządek i normalność. Jednak pamiętać należy, że przejmował drużynę na dnie, w trakcie kwalifikacji. Teraz może mieć czas na prawdziwe przygotowanie zespołu. Ostatnio taki komfort miał Adam Nawałka.
Zmiany selekcjonerów to polska specjalność
W Polsce zmiany selekcjonerów są bardzo częste. Również na naszych łamach pisaliśmy, że Polska i Niemcy mają czternastego selekcjonera z tą różnicą, że w przypadku Niemców jest to czternasty opiekun kadry w ciągu stu lat, w przypadku Biało-Czerwonych w tym stuleciu. No dobrze, tu jednak można zarzucić populizm, zapewne, gdyby Niemcy przegrywali tak często, jak nasza reprezentacja, zapewne zmian byłoby więcej. A znów, gdyby Biało-Czerwoni regularnie przywozili medale z wielkich imprez, rotacja byłaby mniejsza. Jednak już Szwajcaria żadną piłkarską potęgą nie jest. A selekcjonerów w tym stuleciu miała pięciu (jednak od 2001 roku do dziś jedynie czterech). I trzeba przyznać, że od lat Szwajcarzy nie przywożą medali wielkich imprez, ale grają w nich regularnie, w przeciwieństwie do naszej reprezentacji dość regularnie wychodzą z grupy. Ciągła rotacja w przypadku polskiej reprezentacji od dawna jest problemem, jednak od prawie dekady przybrała wręcz patologiczny wymiar.
Po Nawałce nikt nie przepracował pełnego cyklu
Ostatnim selekcjonerem mającym dłuższy czas na przygotowanie zespołu był Adam Nawałka. Pierwsza rywalizacja o punkty była ósmym spotkaniem pod wodzą szkoleniowca. Mecz numer dziewięć to historyczna wygrana z Niemcami i spotkanie założycielskie tamtej drużyny. Nawałka poprowadził zespół w kwalifikacjach Mistrzostw Europy 2016, doprowadził do ćwierćfinału Euro, potem pewnie wygrał grupę eliminacji Mistrzostw Świata. Odszedł po klęsce na mundialu. Miał więc serię spotkań towarzyskich i dwa pełne cykle eliminacje plus turniej. Potem już ŻADEN szkoleniowiec nie przepracował choć jednego pełnego cyklu. Jerzy Brzęczek awansował do Mistrzostw Europy, ale w samym turnieju już zespołu nie poprowadził. Paulo Sousa dostał za darmo start w wielkim turnieju, na Euro 2020 (w 2021 roku), gdzie odpadł w pierwszej rundzie. W kwalifikacjach mundialu awansował do barażu, ale przed nim… uciekł. Następcą został Czesław Michniewicz. Baraż o mundial wygrał. Na turnieju wyszedł nawet z grupy, choć styl był mocno krytykowany.
Zmiana klimatu
Wyniki trenera broniły, jednak fatalny klimat wokół drużyny narodowej doprowadził do zmiany selekcjonera. Pełnego cyklu – eliminacje i turniej – Michniewiczowi przepracować nie było dane. Następcą został były trener reprezentacji Grecji i Portugalii, z tą ostatnią zdobywca mistrzostwa Europy z 2016 roku, Fernando Santos. Związek delikatnie mówiąc, nie wypalił, po fatalnym starcie eliminacji Mistrzostw Europy nowym selekcjonerem został Michał Probierz. Z grupy nie wyszedł, ale przez Ligę Narodów awansował do baraży. W tych po wyeliminowaniu Estonii (5:1 na Narodowym) oraz Walii (0:0, awans w rzutach karnych w Cardiff) udało się awansować na Euro w Niemczech. Tam Biało-Czerwoni nie wyszli z grupy, Probierz pracował dalej w Lidze Narodów. Spadł do Dywizji B, a w kwalifikacjach Mistrzostw Świata w połowie rozgrywek grupowych podał się do dymisji, po porażce z Finlandią i konflikcie z Robertem Lewandowskim. Jan Urban miał więc uratować eliminacje. Udało się uratować udział w barażu, ale nie awansować na mundial.
Aby logika stała się normą
Teraz jest jednak szansa, że Jan Urban przepracuje pełny cykl. Jesienią są rozgrywki Ligi Narodów, gdzie celem jest awans do Dywizji A, ale ważniejsze jest ogranie zespołu przed kwalifikacjami Mistrzostw Europy. W grupie B rywalami Biało-Czerwonych są Szwecja i Bośnia, a więc zespoły, które przez baraż zakwalifikowały się na mundial (Szwedzi ograli nas, Bośniacy sensacyjnie wyeliminowali Włochów). Stawkę uzupełnia kolejny uczestnik barażu – Rumunia (odpadła w półfinale barażu z Turcją). Grupa jest więc wyrównana, z jednej strony jest szansa na powalczenie o pierwsze miejsce, z drugiej na przećwiczenie taktyki i sprawdzenie nowych piłkarzy. Potem kwalifikacje Euro, miejmy nadzieję, że udane. I że selekcjonerzy wreszcie będą przepracowywać pełne cykle. A więc pełne kwalifikacje, w razie awansu udział w turnieju, w zależności od wyniku na wielkiej imprezie przedłużenie kontraktu bądź nie. Wtedy logika w zarządzaniu reprezentacją stanie się nie epizodem, ale normą.






