Nie mamy takiej sytuacji, by mówić o powrocie do lat 90. Mamy za to do czynienia z absolutnie zauważalną, zwiększoną przestępczością rabunkową. I jest to bardzo wyraźne w stosunku do tego spokoju, który był cztery, sześć lat temu – mówi nadkomisarz Dariusz Lorany, oficer policji w stanie spoczynku, pisarz, ekspert ds. bezpieczeństwa Środkowoeuropejskiego Instytutu Badań i Analiz Strategicznych CIRSA (Central European Institute of Research and Strategic Analysis).
W ostatnim czasie media informują często w sensacyjnym dość tonie o nasileniu przestępczości ze strony grup głównie z Gruzji i z różnych krajów wschodnich. Czy rzeczywiście możemy mówić o powrocie do lat 90., ale rolę Pruszkowa i Wołomina przejęły gangi z Kaukazu?
Nadkom. Dariusz Loranty: Od razu zaznaczę, że jako oficer w stanie spoczynku nie mam dostępu do wiedzy operacyjnej, mogę jedynie patrzeć na podstawie swojego doświadczenia z czasów mojej aktywności oraz przekazów medialnych. Według mojej wiedzy – a trochę się posiłkuję danymi statystycznymi, cały czas pracuję dydaktycznie w zakresie bezpieczeństwa – muszę powiedzieć, że nie mamy takiej sytuacji, by mówić o powrocie do lat 90. Mamy za to do czynienia z absolutnie zauważalną, zwiększoną przestępczością rabunkową. I jest to bardzo wyraźne w stosunku do tego spokoju, który był cztery, sześć lat temu.
Śledząc doniesienia medialne, można zauważyć pewną niepokojącą tendencję: część komentatorów w ogóle o wszystko oskarża ludzi ze wschodu, Ukraińców, a część próbuje w ogóle nie pisać o pochodzeniu sprawcy. Tymczasem informując na przykład o mafii włoskiej, nie stajemy się chyba italofobami, tak samo pisząc o przestępstwach gruzińskich gangów, nie stajemy się wrogami Gruzji, ale przestępców z tego kraju pochodzących?
Polacy mają dużą sympatię do Gruzinów, z kilku powodów. Po pierwsze Gruzja oceniana jest jako kraj, który stawia się Rosji, po drugie to coraz popularniejszy kierunek wakacyjnych wyjazdów. A po trzecie popularnością cieszy się gruzińskie wino. Natomiast niestety aktywność grup z Kaukazu jest bez wątpienia zauważalna. Nie jest to mafia taka jak duże gangi znane z lat 90., ale wiele mniejszych, bardzo brutalnych grup. Co ważne, to nie są tylko organizacje gruzińskie, mamy też gangi uzbeckie, kirgiskie, szerzej – chodzi o grupy z dawnego tzw. miękkiego podbrzusza ZSRR.
Dlaczego te gangi wybierają sobie nasz kraj jako cel działań?
Zacznijmy od tego, że Polska nie w ciągu ostatnich dwóch lat, ale wcześniej, hojnie i półlegalnie otworzyła swoje granice. To znaczy – wpuszczano ludzi przyjeżdżających do pracy, ale w żaden sposób ich nie weryfikowano. Tu stanę też w obronie przyjezdnych – gdy Niemcy kilka dekad temu wpuszczali do siebie Polaków, także pierwszymi przybyszami byli nie tylko spawacze, ale i tzw. zajumacze. Dokładnie tak samo działa to w przypadku Gruzinów, z tym że tu dochodzą cechy kulturowe i pewne działania przestępcze, które z naszego punktu widzenia są wyjątkowo okrutne i krwawe. Poza tym, jak jest pustka w przestrzeni gospodarczo-przestępczej, to ktoś ją zajmuje. Nasze największe grupy przestępcze już nie działają.
Zostały rozbite. Gangi ze Wschodu to są dość drobne grupy…
Drobne w porównaniu do dawnego Pruszkowa i Wołomina. Z punktu widzenia obywatela, którego gangi te napadają, ta przestępczość drobna nie jest.
Chodzi jednak o to, że mniejszą organizację przestępczą łatwiej jest rozbić, Z drugiej strony – uderzenie w Pruszków, czy Wołomin znacznie je osłabiało, tu gangów jest więcej, więc likwidacja jednego, czy dwóch, nie rozwiązuje sprawy. W dodatku chyba trudniej jest przeniknąć do takiego środowiska?
Państwo polskie, bez żadnej zmiany istniejącego prawa, jest w stanie podjąć wojnę z tymi grupami przestępczymi. Przykład dał parę miesięcy temu premier, kiedy zrobił pierwszą deportację. Wcześniej przez wiele lat państwo polskie nie deportowało. By zwalczyć te organizacje przestępcze, nie trzeba wynajdywać prochu. Proszę tylko sobie przypomnieć, co robili przez wiele lat Niemcy. Zasada była taka, że gdy obcokrajowcowi udowodniono winę, był osądzany, i na podstawie umowy z jego krajem odsiadywał wyrok u siebie, a RFN płaciła za jego pobyt. Ewentualnie odsiadywał wyrok w Niemczech, ale po odsiadce natychmiast samolotem wracał do siebie. Nie mamy takiego porozumienia na przykład z Gruzją, a mieć powinniśmy. Jednak nawet bez niego, przestępcami są najczęściej osoby, które nie zalegalizowały swojego pobytu, nie mają uregulowanego stosunku pracy, nie są tu zameldowane. Wystarczy stosować istniejący przepis, że każdy, kto nie dopełnił stosownej formalności, jest eksmitowany w ciągu 24 godzin. Niemcy robili to dziesiątki lat, Francuzi podobnie. Warto też tu wspomnieć o chyba najbardziej kompromitującej sytuacji w ciągu ostatnich dwóch lat.
To znaczy?
Chodzi o czyny tzw. innych czynności seksualnych wobec kobiet przewożonych w ramach przewozów osób. Przypadków, gdy kierowcy napastowali, ale też czasem „tylko” głaskali pasażerki będące pod wpływem alkoholu, nie posuwając się dalej, było sporo. Media to nagłaśniały, ale często nie informowały, kim są owi kierowcy. Pamiętam grupę lewicowych posłanek, które mówiły o tych strasznych zdarzeniach. Nikt nawet się nie zająknął, że w sytuacjach, które policja wyjaśniła, wśród sprawców nie było ani jednego Polaka, ani jednego Ukraińca, czy Białorusina. Sprawcami byli zawsze ludzie z krajów położonych dalej na Wschód. Gdy nagłaśniało się pochodzenie podejrzanych, było oburzenie, że jest to rzekomo nawoływanie do nienawiści rasowej. I wtedy nie deportowano nikogo, to jest coś nieprawdopodobnego. Dopiero po pierwszej dużej deportacji od lat, wyrzucono z kraju sprawców różnych przestępstw. Także sposoby są, możliwości też. Koszty są niewielkie, należy je ponieść w imię bezpieczeństwa.



