Kolejne oszustwo na Mazowszu, tym razem „na spadek”. Mieszkanka Ostrołęki otrzymała w komunikatorze internetowym wiadomość, że odziedziczyła ogromny spadek. Niestety, kobieta uwierzyła. Spadek okazał się ściemą, pieniądze, które pokrzywdzona przelała oszustom, były już jak najbardziej prawdziwe.
Wszystko zaczęło się w styczniu 2025 roku. Jak informuje mazowiecka policja, 68-latka otrzymała wiadomość za pośrednictwem popularnego komunikatora internetowego. Nieznana osoba twierdziła, że kobieta została wybrana jako beneficjentka spadku po zmarłej osobie, która rzekomo nie miała żadnej rodziny. Kwota miała wynosić aż 528,5 tysiąca euro. Niestety mieszkanka Ostrołęki nie podejrzewała podstępu, uwierzyła w te zapewnienia i z nadzieją czekała na przelew. Kilka miesięcy później skontaktowała się z nią kolejna osoba, tym razem podająca się za księgową. Kobieta ta zapewniła, że spadek jest gotowy do wypłaty, ale konieczne jest uiszczenie opłaty w wysokości 3 tysięcy 400 zł na rzekome „przewalutowanie” pieniędzy. Naiwność i wiara w szybki zysk sprawiły, że starsza pani przelała wskazaną kwotę na podane konto, nie podejrzewając oszustwa. Sytuacja stała się podejrzana, gdy „księgowa” zażądała kolejnych pieniędzy, tym razem 6 tysięcy zł, tłumacząc, że przelew nie był „szybki” i wymaga dodatkowych opłat – relacjonuje policja.
W tym momencie ostrołęczanka zaczęła nabierać podejrzeń. Skontaktowała się ze swoim bankiem, gdzie pracownicy potwierdzili, że kobieta padła ofiarą oszustwa. Niestety, przelane pieniądze najprawdopodobniej przepadły, a szanse na ich odzyskanie są niewielkie – relacjonuje policja. I przestrzega, że oszustwa „na spadek” to jedna z popularnych metod stosowanych przez cyberprzestępców. Ofiara otrzymuje wiadomość o niespodziewanym spadku, nagrodzie lub wygranej, często od osoby z zagranicy. Aby otrzymać pieniądze, musi jednak najpierw uiścić różne opłaty – na przykład za podatki, przewalutowanie, obsługę prawną czy inne fikcyjne koszty. Gdy ofiara przelewa pieniądze, oszuści znikają, a obiecywana fortuna okazuje się jedynie przynętą. W przypadku mieszkanki Ostrołęki oszuści działali wyjątkowo sprytnie. Wykorzystali popularny komunikator, który uśpił czujność ofiary, oraz zastosowali metodę „budowania zaufania” poprzez kontakt z rzekomą „księgową”. Takie działania mają na celu stworzenie wrażenia, że cała procedura jest formalna i wiarygodna – relacjonuje policja. Pamiętajmy o zasadzie ograniczonego zaufania.



