W latach 40-ych XVII wieku następca króla Zygmunta III – Władysław IV, niedoszły car, miał dalekosiężne plany. Chciał wojny z Turcją, w której Kozacy mieli wziąć udział. Z planami króla Ukraińcy wiązali ogromne nadzieje, nie zgodził się na nie Sejm.
Na Ukrainie sprawiło to wielki zawód. Do tego szlachcic, skłócony ze starostą Czaplińskim Bohdan Chmielnicki uciekł na Sicz Zaporoską. Z listami, w których król radzi Ukraińcom… bunt, Chmielnicki stanął na czele powstania, nazwanego potem od jego imienia. Plan Władysława – a w zasadzie kanclerza Jerzego Ossolińskiego, na który to plan monarcha przystał – był konkretny. Chodziło o wywołanie buntu, który dzięki rozstrzygającemu wejściu do niego władcy zostałby zażegnany. Doprowadziłby jednak do ustępstw i uszczuplenia władzy magnatów, wzmocnienia pozycji monarchy, być może nadania praw kozackiemu rycerstwu (tytuły szlacheckie), na stole leżały też pomysły autonomii Rusi, a nawet uznania jej za trzeci człon Rzeczypospolitej. Z rzucaniem iskier na prochy jest jednak tak, że sytuacja potrafi wymknąć się spod kontroli. I tak stało się z planem Ossolińskiego. Nikt nie przewidział jednego – śmierci królewskiej. Nagłe odejście (niespodziewane, choć władca był schorowany) Władysława IV przekreśliło wszelkie plany.



