Decentralizacja ma sens. Także w Warszawie jest jej za mało. Jednak nawet w najbardziej liberalnej wersji państwa minimum, kwestie bezpieczeństwa, działanie antykryzysowe są zarządzane odgórnie. Tymczasem wobec ataku zimy w mieście mamy do czynienia z różnymi podmiotami dbającymi o zabezpieczenie ulic, chodników i dróg.
Tegoroczna zima jest najmroźniejsza od lat. A krótkie momenty ocieplenia przynoszą marznące opady i gołoledź. W oczywisty sposób należy samemu być wyczulonym na osoby wymagające pomocy. Dobrze, że są możliwości ogrzania w namiotach, czy autobusy grzewcze.
Różne kompetencje
Pewne dyskusje budzić może to, jak zorganizowane jest zimowe utrzymanie dróg w mieście takim jak Warszawa. Bo za jedne ulice odpowiada miasto, za inne państwo, a jeszcze za inne zarządca nieruchomości. Przypomnijmy, że za niektóre arterie, jak drogi ekspresowe, część chodników i mostów odpowiada Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, czyli podmiot państwowy. Podległy miastu Zarząd Oczyszczania Miasta odpowiada za jezdnie i ulice, po których poruszają się pojazdy komunikacji miejskiej. Zarząd Zieleni m.st. Warszawy odpowiada za alejki i chodniki w parkach. Zarząd Terenów Publicznych za Śródmieście, Zarząd Praskich Terenów Publicznych działa na Pradze-Północ. Z kolei urzędy 18 dzielnic odpowiadają za ulice gminne i znajdujące się przy nich chodniki. Drogami osiedlowymi zajmują się zarządcy osiedli, a za okolice poszczególnych posesji odpowiedzialność spoczywa na zarządcach nieruchomości. Otwarte pozostaje pytanie, czy to sensowny układ. Czy nie lepiej zbudować instytucję koordynującą zimowe bezpieczeństwo na wszystkich ulicach Warszawy. A zdecentralizować np. wybór władz dzielnic.



