Warszawa
15/05/2026, 15:34
Overcast
Prognoza
15°C
Ciśnienie: 1001 mb
Wilgotność: 69%
Wiatr: 6.3 m/s SW
Opis: 0mm /100% / Rain
Prognoza
16/05/2026
Dzień
12
Opis
14°C
Wiatr: 3.6 m/s NW
Opis: 5.1mm / 82% / Rain
Prognoza
17/05/2026
Dzień
24
Moderate drizzle
12°C
Wiatr: 5.6 m/s N
Opis: 5.1mm / 92% / Rain
 
Subskrybuj

Pionierzy polskiego dobrobytu. Niektórzy gardzą tą grupą, ale to fundament klasy średniej

Zlikwidowany kilka lat temu bazarek na Gocławiu, fot. Pixabay.com

Nazywani pogardliwie „handlarzami”, lekceważeni przez „elity”, niszczeni przez samorządy. W rzeczywistości faktyczni twórcy polskiego kapitalizmu, namiastka klasy średniej. Osoby handlujące na osiedlowych bazarkach muszą się zmagać z nierówną konkurencją obcych marketów, podatkami, urzędnikami. W niektórych dzielnicach bazarki wrosły jednak w miejscowy krajobraz. Trudno wyobrazić sobie dzielnicę bez straganów na Rondzie Wiatraczna, Placu Szembeka, sklepów na Bora–Komorowskiego. Wbrew obiegowej opinii, towary w tych miejscach nie ustępują, przeciwnie  – nierzadko przewyższają te dostępne w większych sklepach.

To właśnie oni w latach 90. budowali polski kapitalizm. Zaczynali od skromnego stoiska. Potem była blaszana szczęka, później blaszany pawilon. W podobny sposób kapitalizm rodził się na Zachodzie. Zasada była prosta – w kolejnym pokoleniu najlepsi zakładali sklep. Ich wnuki – sieci sklepów i korporacje. Tak działa wolny rynek. Niestety, w polskim (i warszawsko – praskim) klimacie z rynkiem może i mamy do czynienia. Z wolnością jest dużo gorzej. W efekcie wymierzonej w kupców propagandy medialnej, działań urzędników czy nachalnej promocji sklepów wielkopowierzchniowych małe osiedlowe bazarki mogą zniknąć z krajobrazu stolicy. Za stratą dla wszystkich. Przyjrzyjmy się największym problemom, z jakimi borykają się drobni kupcy. 

Problem pierwszy – uprzywilejowanie hipermarketów

Nikt normalny nie kwestionuje sensu istnienia sklepów wielkopowierzchniowych. Są one przydatne do zrobienia comiesięcznych wielkich zakupów, kupienia podstawowych artykułów itd. Jednocześnie niektóre z nich, sprzedając towary gorszej jakości, ale w przystępnej cenie, stanowią szansę dla ludzi najbiedniejszych, których na zakupy w przeciętnym sklepie najzwyczajniej nie stać. Problem w tym, że w całej Europie markety muszą dostosować się do pewnych zasad. Plany zagospodarowania przestrzennego w miastach zachodniej Europy nie pozwalają na to, by sklepy wielkopowierzchniowe powstawały w centrach miast, zazwyczaj są budowane na peryferiach. Jako rekompensatę ich klienci mogą korzystać z darmowych linii autobusowych itd. Po drugie – markety muszą, podobnie jak inne firmy, płacić podatki. Szanse są więc wyrównane. W Polsce jest zupełnie inaczej. Kupcy z osiedlowych bazarków muszą płacić podatki, opłaty, ZUS itd. Zdominowane przez zachodni kapitał markety, są najczęściej  z tych opłat zwolnione.

Problem drugi – działania władz

Kilka lat temu głośna stała się sprawa opłat targowych, jakie od 2009 roku musieli płacić władzom miasta kupcy z warszawskich bazarków. Kwota pozornie niewielka – kilka złotych dziennie. Jednak miesięcznie kwota ta urasta do kilkuset złotych. Dodając ją do opłat za energię, podatku, czy przede wszystkim ZUS-u, opłata targowa może być kroplą, która przeleje przysłowiową czarę goryczy. Warto dodać, że dodatkowej opłaty nie musiały płacić duże markety. (W 2015 roku oplaty targowe zostały zniesione – red.). 

Problem trzeci – nagonka medialna

Jakiś czas temu na stronach jednej z warszawskich gazet zapanowało oburzenie. Otóż na stołeczne  dworce powrócił handel. Autorzy byli oburzeni, bo buda z  hotdogami na Wschodnim jest obskurna. „Na Dworcu Zachodnim też handel powróci” – oburzał się autor artykułu. O tym, że akurat na Dworcu Zachodnim stoiska są ładne i estetyczne, już nie wspomina.  Bo dla większości mediów sprawa jest jasna. Kupcy to właściciele  „obskurnych bud”, które „niszczą krajobraz stolicy”. Nawet gdyby tak było, to pamiętajmy: jesteśmy, jako społeczeństwo, na dorobku. a więc każdy, nawet brzydki stragan jest więcej wart, niż utrzymywane z naszych pieniędzy urzędy. Bo praca kupców w przyszłości zaprocentuje. Z biurokracji nie mamy nic.  

(Tekst archiwalny, jeden z najpopularniejszych w historii Nowego Telegrafu Warszawskiego)

Żródło: NTW

Zobacz także

Musi lubić azjatycką kuchnię albo kleiki. Przyjechał rowerem i ukradł… 60 kilo ryżu

Nawet 10 lat więzienia może grozić 43-latkowi, podejrzanemu o niebywale zuchwałą kradzież w centrum Warszawy. Przyjechał rowerem i zabrał 60 kilogramów ryżu. Do niezwykłego zdarzenia doszło w restauracji orientalnej przy…

W sobotę na ulicach rolkarze i wrotkarze, w niedzielę motocykliści. Weekend z utrudnieniami

Rolkarze i wrotkarze tradycyjnie spotkają się na nocnym przejeździe Nightskating Warszawa. A następnego dnia motocykliści organizują przejazd charytatywny. Na trasach imprez policja zamknie ruch, będą zmiany w komunikacji miejskiej. Przejazdy…

Skanowała najtańsze produkty, wynosiła droższe. Regularnie okradała sklep na Żoliborzu

Pięć lat więzienia grozi 50-latce, złapanej na Żoliborzu. Podejrzana od początku roku co tydzień okradała sklep. Wykorzystywała kasy samoobsługowe. Za tanie produkty płaciła, drogie wynosiła. Straty wyniosły około 2 tysięcy…