17-latek z Radomia pędził BMW ponad setką w terenie zabudowanym. Złapali go policjanci. Chłopak stracił prawo jazdy, które zdobył tego samego dnia.
Do zdarzenia doszło kilka dni temu w Radomiu. Jak relacjonuje mazowiecka policja, 17-latek stracił swoje tymczasowe prawo jazdy zaledwie kilka godzin po tym, jak zdał egzamin. Nastolatek w rażący sposób złamał przepisy ruchu drogowego w obszarze zabudowanym. Policyjni motocykliści pełnili służbę na ulicy Starokrakowskiej. Ich uwagę zwróciło rozpędzone BMW. Laserowy miernik prędkości wskazał, że auto poruszało się w terenie zabudowanym z prędkością aż 103 km/h. W miejscu tym obowiązywało standardowe ograniczenie prędkości do 50 km/h. Funkcjonariusze natychmiast wydali sygnał do zatrzymania pojazdu. Za kierownicą siedział siedemnastolatek. Zaskoczeni policjanci ustalili, że chłopak odebrał uprawnienia zaledwie kilka godzin wcześniej. Co ciekawe, na fotelu pasażera siedział 38-letni mężczyzna. Towarzysz podróży miał uprawnienia do kierowania autami od kilkunastu lat, jednak nie powstrzymał młodego kierowcy przed niebezpieczną jazdą – relacjonuje policja. Spotkanie z radomską drogówką zakończyło się dla nastolatka błyskawiczną utratą niedawno zdobytego dokumentu. Za przekroczenie prędkości w obszarze zabudowanym o więcej niż 50 km/h mundurowi zatrzymali jego tymczasowe uprawnienia na okres trzech miesięcy. Młody kierowca dostał też mandat w wysokości 1,5 tysiąca złotych oraz 13 punktów karnych. Oznacza to, że 17-latek już pierwszego dnia wykorzystał ponad połowę dopuszczalnego limitu punktów dla początkujących kierowców – podsumowuje policja.






