Pomysł wyglądać może na absurdalny. W koncepcji radykalnej decentralizacji i przekazaniu kompetencji dzielnicom, funkcję rady Warszawy pełniliby burmistrzowie. Czy to realne? Na razie nie, choć o ustroju stolicy można i trzeba dyskutować.
Kilka lat temu Bezpartyjni Samorządowcy postulowali zmianę ustawy o mieście stołecznym Warszawa. Proponowali zwiększenie kompetencji miejskich dzielnic. W sprawę zaangażowało się rządzące wówczas Prawo i Sprawiedliwość, które popierało projekt. Projekt wywołał niechęć zwolenników Koalicji Obywatelskiej, którzy uznali go za pisowski.
Pomysł nie spodoba się głównym graczom
I faktycznie – projekt w proponowanej formie miał podłoże polityczne. Chodziło o to, żeby zwiększyć władzę poszczególnych dzielnic. A w dzielnicach PiS ma większe szanse na przejęcie władzy niż w całej stolicy. Projekt wzmocnienia władzy burmistrzów, przy zachowaniu dotychczasowego sposobu ich wybierania mógłby powodować chaos. Przypomnijmy, że dziś burmistrza dzielnicy wybierają dzielnicowi radni. Oznacza to, że często w ciągu jednej kadencji komitety lokalne dogadują się raz z PiS, raz z PO, w efekcie władze te są mało stabilne. Rozwiązanie, polegające na zwiększeniu kompetencji dzielnic ma sens. Jest tak jednak tylko w sytuacji, w której kompetencje te zostaną ściśle i rozsądnie rozdzielone. Zmieni się też sposób wyboru władz. Burmistrzów wybieraliby mieszkańcy bezpośrednio – tak samo, jak prezydenta, w tych samych wyborach.
Konieczna debata
Jednocześnie osiemnastu burmistrzów zastąpiłoby obecną Radę Warszawy. Na pewno wprowadzenie takich zmian jest niezwykle trudne. Na zwiększenie kompetencji dzielnic przy pozostawieniu dotychczasowego wyboru burmistrzów, nie zgodzi się raczej KO. Bo taki scenariusz zwiększa szansę PiS na przejęcie władzy w poszczególnych dzielnicach. Bezpośredni wybór burmistrzów jest z kolei nie na rękę PiS-owi. W większości dzielnic kandydaci tej partii w bezpośrednich wyborach nie mają większych szans. Stąd szybkie wprowadzenie takich zmian wydaje się mało prawdopodobne. Nie znaczy to jednak, że nie należy o nich dyskutować.
Materiał archiwalny



