Przy okazji dyskusji o Unii Europejskiej na zmianę pojawiają się słowa federalizacja i centralizacja. Tymczasem federacja może być różna, na przykład Rzeczpospolita Obojga Narodów federacją była. Zagrożeniem jest za to centralizacja, jak i pełny rozkład UE i powrót do koncertu mocarstw, w którym zyskiwaliby jedynie najsilniejsi.
Niezależnie od opinii warto zacząć debatę o przyszłym kształcie Unii Europejskiej. I Polska powinna ją, bez emocji, prowadzić.
Wbrew histerykom – centralizacja groźna, ale odległa
Wbrew krzykom przerażonych całą sytuacją droga do stworzenia superpaństwa jest odległad. Decyzja musi zapaść jednogłośnie, a więc wystarczy, że przeciwne będzie jedno państwo. Z punktu widzenia nawet umiarkowanych konserwatystów niepokoi radykalizm europejskiej lewicy (prawicy, tej promoskiewskiej też, ale z jej strony bardziej zagrażają tendencje odśrodkowe i nowe koncerty mocarstw). Niepokoi, że wybór brukselskich urzędników jest niejasny, a mandatu demokratycznego oni nie mają.
Rzeczpospolita Europejskich Narodów?
Jeśli faktycznie Unia miałaby się reformować i przekształcić na przykład Rzeczpospolitą Europejskich Narodów (podobieństwo do historycznej nazwy zamierzone) musiałoby to nastąpić na zupełnie innych zasadach. Zamiast centralizacji, decentralizacja. Oddanie większych kompetencji nie urzędnikom w Brukseli, ale społecznościom lokalnym, wzmocnienie instytucji referendum. Jeśli jakieś instytucje europejskie miałyby przejmować kompetencje, musiałyby pochodzić WYŁĄCZNIE z wyboru, mieć mandat demokratyczny. A i same wspólne kompetencje musiałyby dotyczyć spraw naprawdę szczególnych. Na przykład – wspólny europejski nuklearny potencjał odstraszania. Czyli objęcie państw członkowskich parasolem obronnym. Obywatele powinni mieć prawo dochodzenia przed trybunałami praw człowieka itd. Pomysł z „europejską stolicą w Warszawie” może wydawać się żartem, ale w gruncie rzeczy jesteśmy krajem wprawdzie frontowym, ale dużym, w Europie Środkowej. W razie poszerzenia UE na Wschód, umiejscowienie tu akurat stolicy mogłoby mieć sens. To oczywiście luźnie i z przymrużeniem oka, ale niewątpliwie dyskutować o Unii trzeba. A Polska powinna w tej dyskusji uczestniczyć.
(Uaktualniona wersja naszego archiwalnego materiału)



