Nazywali go „królem reprywatyzacji”. Marek M. usłyszał w piątek wyrok 2,5 roku więzienia oraz 60 tysięcy złotych grzywny. Sąd uznał, że łowca kamienic jest winny temu, że w pełni świadomie wykorzystał wiek staruszek, od których za bezcen przejął roszczenia reprywatyzacyjne.
Działalność Marka M. od lat owiana jest złą sławą. Według medialnych doniesień „Król reprywatyzacji” był jednym z najbardziej charakterystycznych przedstawicieli handlarzy roszczeń. Proceder był prosty – faktyczni spadkobiercy, bądź właściciele przedwojennych nieruchomości, ograbieni w okresie komuny z własności nie mogli własności tej odzyskać. Sprawy grzęzły w urzędach i sądach. Ludziom tym mówiono, że są beznadziejne. I wtedy wkraczali handlarze. Od sędziwych właścicieli i spadkobierców skupowali roszczenia „za grosze”. Po transakcji okazywało się, że sprawy beznadziejne beznadziejnymi być przestawały. Handlarze dzięki wsparciu prawników, życzliwości sądów i miejskich urzędników zdobywali nieruchomości warte miliony. Afera reprywatyzacyjna to także fałszywe roszczenia (na dawno nieżyjące osoby), wreszcie tragedia lokatorów przejmowanych domów. W procesie, w którym nieprawomocny wyrok zapadł w piątek, Markowi M. oskarżyciele zarzucili, że za roszczenia do atrakcyjnej działki przy ulicy Dynasy 4 na Powiślu zapłacił 800 złotych. Na ławie oskarżonych zasiadła też wspólniczka M., Krystyna O.
Na oszukaniu staruszek zarobili krocie
Proces toczył się od 2019 roku. Według prokuratury M., w ścisłym porozumieniu z O. zarobili krocie na oszukaniu starszych pań. M. bronił się, że żadnych korzyści z handlu roszczeniami nie miał. Prokuratura żądała 10 lat więzienia. Obrona uniewinnienia. W piątek, 28 lipca Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok. Uznał oskarżonych za winnych. W uzasadnieniu stwierdził, że wykorzystali oni wiek i stan zdrowia pokrzywdzonych. Jednocześnie on sam świetnie orientował się w sprawach związanych z reprywatyzacją. Sąd skazał Marka M. na 2,5 roku więzienia oraz 60 tysięcy złotych grzywny. Jego wspólniczka usłyszała wyrok półtora roku więzienia i 2,5 tysiąca złotych grzywny. Wyrok jest nieprawomocny.



