Mocno zdziwić musiał się mężczyzna, który dostał powiadomienia, że ktoś zapłacił jego kartą. Jeszcze większe musiało być jego zdziwienie, gdy zobaczył, że karta jest na miejscu – w szatni zakładu pracy. Okazało się, że pani z firmy sprzątającej „pożyczała” kartę i dokonywała płatności. Wpadła na Saskiej Kępie. Kobiecie grozi dziesięć lat więzienia.
Do zdarzenia doszło kilka dni temu na terenie jednej z firm. Jak informuje Komenda Stołeczna Policji, zgłaszający poinformował policjantów, że sam ustalił, kto w sposób bezprawny płacił jego kartą. Gdy na jego telefon przyszły powiadomienia z banku o kilku transakcjach na stacji benzynowej, pokrzywdzony od razu to zweryfikował. Sprawdził też swoje rzeczy, przechowywane w szatni. Karta była na miejscu. Mężczyzna pojechał na stację benzynową, gdzie zapoznał się z wizerunkiem kobiety, którą zarejestrowały kamery monitoringu. Od razu ją rozpoznał. Była to pracownica serwisu sprzątającego w jego firmie – relacjonuje policja. Pokrzywdzony próbował złapać kobietę na parkingu, przed siedzibą firmy, pani jednak uciekła. Mundurowi rozpoczęli jej poszukiwania. Policjanci zatrzymali 42-latkę na terenie Saskiej Kępy. Kobieta przyznała się do kradzieży karty i zrobienia nią zakupów. Podejrzana odpowie za kradzież cudzej karty płatniczej i nieautoryzowane transakcje. Grozi jej kara do dziesięciu lat więzienia – podsumowuje policja.



