Nie ustają spekulacje na temat przyszłego selekcjonera, następcy Czesława Michniewicza. Podobno kandydatów zostało trzech. Ale padają i sensacyjne nazwiska, jak Fernando Santos, który zdobył mistrzostwo Europy z Portugalią. Zapewne doniesienia te większości nie mają znaczenia. Zastanówmy się jednak, które kandydatury są sensowne bardziej, które mniej, a które wcale.
Jak już pisaliśmy – podstawowe kryterium jest jasne. W przypadku trenera polskiego – musi mieć JAKIEŚ doświadczenie z reprezentacją. Pełnić w niej funkcję asystenta, trenera młodzieżówki etc. Trener zagraniczny powinien być już w ogóle z topu, ale reprezentacyjnego. To znaczy prowadzić jakąś kadrę i ODNIEŚĆ SUKCESY. Ale tu zastrzeżenie – opiekun naszpikowanej gwiazdami Francji, który zajmuje gdzieś czwarte miejsce ponosi porażkę. A szkoleniowiec Trynidadu Tobago awansujący tylko na turniej – spory sukces. I jeszcze jedno. Brak pracy z kadrą, czy przy kadrze skreśla w naszych oczach takich ciekawych szkoleniowców jak Marek Papszun z Polski, czy Nenad Bjelica z Chorwacji. Może w przyszłości należałoby pod auspicjami PZPN, Ekstraklasy i okiem selekcjonera kadry organizować co parę miesięcy mecze promujące ligę – np. gwiazd polskich i zagranicznych naszej Ekstraklasy. Trenerami byliby szkoleniowcy klubowi bez reprezentacyjnego szlifu. Tu uczyliby się pracy innej niż klubowa. Ale o szczegółach pomysłu napiszemy niebawem.
Kandydaci zza granicy
Z uwagi na wspomniane kryterium odrzucamy też kategorycznie mrzonki o Tuchelach, Pirlo itd. Nie prowadzili oni bowiem reprezentacji. Cannavaro był selekcjonerem przez chwilę – na zagranicznego kandydata to za mało. A Claudo Ranieri z Grecją wręcz się skompromitował. Nie są już też kandydatami niegdyś naprawdę wielcy, ale od lat bez wyników Bora Milutinović (rok temu padało to nazwisko) czy Guus Hiddink. Fakt – odnosili sukcesy, ale ostatnie kilkadziesiąt lat temu. Z tego samego powodu najlepsza polska kandydatura – Henryka Kasperczaka – odpada także. A szkoda. Pan Henryk był nie tylko wybitnym piłkarzem, który zdobył medal na MŚ 1974, Igrzyskach w Montrealu 1976, wywalczył piąte miejsce na mundialu 1978. Grał w ekstraklasie francuskiej. To przede wszystkim wybitny trener i selekcjoner. Prowadził z powodzeniem kluby we Francji, zostając tam i trenerem sezonu. Z afrykańskimi zespołami wywalczał medale. A jego Wisła w pucharach zawędrowała najdalej z polskich klubów.
Niestety. Wspomniane sukcesy Kasperczak odnosił dwadzieścia lat temu. A ostatni moment na powierzenie mu kadry był w 2009 roku po klęsce Leo Beenhakkera. Opinia publiczna wolała Franciszka Smudę. Trenera klubowego, który jako selekcjoner nie wyszedł z „grupy śmiechu” na rozgrywanym w Polsce turnieju. Niezatrudnienie Kasperczaka było skandalem. Ale dziś można ten błąd naprawić, gdyż wśród zagranicznych szkoleniowców jest jeden, który pana Henryka pod względem dorobku przypomina. To selekcjoner Arabii Saudyjskiej, Herve Renard.
Herve Renard – opcja francusko-afrykańsko-polska
Elementów wspólnych Kasperczaka i Renarda jest wiele. Po pierwsze – pan Henryk to świetny polski piłkarz, który wyjechał do Francji. Był wychowankiem tamtejszej szkoły trenerskiej. Renard jest Francuzem, również przedstawicielem tamtejszej myśli trenerskiej. Ma jednak pochodzenie polskie. Podobnie jak Kasperczak prowadził reprezentacje w Afryce. Polak wywalczył Brąz w Pucharze Narodów Afryki z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Wicemistrzostwo Afryki z Tunezją. 4 miejsce z Mali. Z kolei Francuz wywalczył dwa razy mistrzostwo Afryki. Raz z Zambią i raz z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Prowadził też Maroko na MŚ 2018. Jego zespół spisał się nieźle, choć nie wyszedł z grupy. Jednak zdaniem części ekspertów to Renard położył jakieś podwaliny pod obecną drużynę Maroka, która zajęła czwarte miejsce na MŚ. Na MŚ 2022 roku prowadził Arabię Saudyjską, z którą sensacyjnie wygrał z Argentyną, przegrał z Polską i Meksykiem. Minusy? Kasperczak miał też sukcesy z francuskimi i polskimi klubami, Renard od lat jest daleko od europejskiej piłki.
Vladimir Petković. Szwajcarski wzór
Bośniak z paszportami serbskim i szwajcarskim jest przez wielu traktowany jako nadzieja reprezentacji Polski. Bo Szwajcaria pod jego wodzą grała fajny futbol. A o ile drugą Brazylią Biało-Czerwoni nie będą, jak Szwajcaria grać faktycznie mogą. Petković przejął Szwajcarię po Otmarze Hitzfeldzie. Helweci pod jego wodzą grali w 1/8 finału Euro 2016, gdzie po karnych odpadli z Polską. Zagrali też w 1/8 finału MŚ 2018. A najlepiej wypadli na Euro 2020 (w 2021 roku). Tam sensacyjnie ograli Francję, doszli do ćwierćfinału. W nim przegrali dopiero w rzutach karnych z Hiszpanami. Po przygodzie ze Szwajcarami Petković fatalnie wypadł w Bordeaux. Jednak praca klubowa nie powinna rzutować na kadrę. Minusem jest raczej fakt, że Szwajcaria pod wodzą Petkovicia grała bardzo fajnie, ale do medalu ciut zabrakło.
Fernado Santos. Tu wielkie zasługi i brzydki styl
Propozycja, by to Fernando Santos objął reprezentację Polski brzmi jak SF. Czy jednak taka kandydatura miałaby sens? Plusy są. Santos z co najwyżej przeciętną Grecją wyszedł z grupy na Euro 2012 (kosztem m. in. Polski). W ćwierćfinale przegrał z Niemcami. W MŚ 2014 roku jego zespół awansował do 1/8 finału. Tam odpadł dopiero po karnych z Kostaryką. Dobre wyniki z Grecją zaowocowały angażem do kadry Portugalii. Podopieczni Santosa zdobyli mistrzostwo Europy w 2016 roku. Na MŚ 2018 odpadli jednak w 1/8 finału, podobnie na Euro 2020. W Katarze było trochę lepiej – ćwierćfinał, dobra gra. Ale pechowa porażka z Maroko. Plusem Santosa oprócz złota na Euro i pracy z różnymi reprezentacjami jest świetna współpraca z gwiazdami, z Ronaldo na czele. Minusem jest jednak styl. Drużyny Santosa zazwyczaj grały bardzo defensywnie, jako selekcjonerowi Portugalii zarzucano mu niewykorzystywanie ofensywnego potencjału zespołu. Ale – mistrzostwo Europy jednak zdobył.
Paulo Bento – już raz miał pracować w Polsce
Kolejny szkoleniowiec z Portugalii. Miał już kiedyś pracować w Polsce, był przymierzany do pracy z Legią Warszawa. Jako selekcjoner prowadził Portugalię i Koreę Południową. Z pierwszym zespołem wywalczył 3-4 miejsce na mistrzostwach Europy 2012 roku w Polsce i w Ukrainie. Ale dwa lata później na MŚ w Brazylii poniósł sromotną klęskę, nie wyszedł z grupy (zastąpił go Santos). W latach 2018 – 2022 prowadził Koreę Południową. Jego zespół na MŚ w Katarze awansował do 1/8 finału.
Andrij Szewczenko – opcja nieco ryzykowna
Niegdyś genialny napastnik, dziś trener. Jako selekcjoner prowadził z sukcesami Ukrainę. Dotarł do ćwierćfinału Euro 2020. Z tym, że… no właśnie. Sukces poprzedził brak awansu na MŚ 2018 roku. A i na samym Euro Ukraina gubiła punkty, do 1/8 wyszła z trzeciego miejsca. W drugiej rundzie sprawiła niespodziankę, eliminując Szwecję. W ćwierćfinale Ukraińców zdeklasowali jednak Anglicy. Potem Szewczenko skompromitował się w klubie. Jego drużyny prezentują dość ciekawy styl, ofensywny. Sam były napastnik jest bardziej menadżerem i motywatorem. Za taktykę odpowiadałby u niego Włoch, Mauro Tasotti. To bez wątpienia opcja ciekawa, ale dość ryzykowna. Bo nie wiadomo, czy prawdziwy obraz selekcjonera Szewczenki jest ten przegrywającego w klubie, czy triumfującego w kadrze. Biało-Czerwoni byliby dla niego testem.
Biorąc powyższe pod uwagę, za najlepsze kandydatury (w naszym subiektywnym rankingu) uważamy Renarda i Petkovicia. Za najbardziej ryzykowną uznajemy Szewczenkę. Jest jeszcze Marcelo Bielsa, ale zatrudnienie Argentyńczyka jest chyba raczej mało prawdopodobne. Już niebawem druga część – o kandydatach polskich.



