Mistrzowie Polski grają w środę, 14 lipca rewanżowe spotkanie z norweskim Bodo/Glimt. Po wygranej na wyjeździe 3:2 wystarcza im remis, by zagrać dalej. To jedno z najważniejszych spotkań Legii, a nawet całej polskiej klubowej piłki.
Lata 2014 – 2017 były piękne dla rodzimego futbolu. Reprezentacja jak burza przeszła eliminacje mistrzostw Europy, zaczynając od historycznej wygranej z ówczesnymi mistrzami świata – Niemcami 2:0. Potem był ćwierćfinał mistrzostw Europy, następnie – awans w fajnym stylu do mistrzostw Świata. Legia Warszawa w sezonie 2014/15 najpierw w kapitalnym stylu ograła w eliminacjach Ligi Mistrzów Celtik Glasgow 4:1 i 2:0, jednak rewanż zweryfikowano na walkower (bo zagrał Bereszyński, który powinien pauzować za kartki). Ligi Mistrzów nie było, ale podopieczni Heninga Berga zagrali bardz fajnie w fazie grupowej LE, w 1/16 odpadli z Ajaxem Amsterdam. W sezonie 2016/2017 na stulecie klubu Legia otrzymała zapłatę za lata udanych występów w Lidze Europy. Zdobyte punkty zaowocowały rozstawieniem, słabszym rywalem w kwalifikacjach Champions League, a w efekcie awansem do elitarnych rozgrywek. Początek fazy grupowej był dramatyczny, ale zmiana trenera (Albańczyka Besni Hasiego zastąpił Jacek Magiera) odmieniła zespół – legioniści zremisowali z Realem Madryt 3:3, wygrali ze Sportingiem Lizbona i z grupy wyszli z trzeciego miejsca, czyli do Ligi Europy. Tam o wyrównanym dwumeczu odpadli z późniejszym finalistą, Ajaxem. Wtedy wydawało się, że i reprezentacyjny, i klubowy futbol będzie „iść w górę”. Niestety – kadra zanotowała wyraźny regres, którego przykładem były ostatnie mistrzostwa Europy. A w piłce klubowej już ŻADEN polski zespół po Legii z sezonu 2016/17 nie dotarł do nie tylko Ligi Mistrzów, ale i rundy wiosennej pucharów, a tylko Lechowi Poznań udało się w ciągu ostatnich lat zagrać w fazie grupowej Ligi Europy. Teraz Legia znów staje u progu kwalifikacji Champions League. Pierwszym rywalem jest Bodo Glimt, mistrz Norwegii. Pomimo wielu obaw tym razem legionistom udało się wygrać na wyjeździe 3:2. W środę, na stadionie przy Łazienkowskiej rozstrzygną się losy awansu. Nie ma już zasady bramek wyjazdowych, a więc jeśli Legia przegra jedną bramką, będzie dogrywka. Wygrana bądź remis, dają awans. Jeśli wynik będzie pozytywny (a po dobrym pierwszym meczu możemy być optymistami), w kolejnej rundzie legioniści trafią na teoretycznie słabszego rywala. A z kolei awans do trzeciej rundy bardzo zwiększa szansę na grę nie w Lidze Konferencji, ale w Lidze Europy. Gra w fazie grupowej da punkty na kolejne lata dla polskich klubów. Szybkie odpadnięcie, to gorsza pozycja w następnych sezonach. W środę podopieczni Czesława Michniewicza walczą o wyższą stawkę, niż zwykłe przejście kolejnej rundy kwalifikacyjnej.



