Nie milkną echa zbrodni, do której doszło 7 maja na Gocławiu, w pralni przy Bora Komorowskiego 4. Właściciel zakładu, 73-latek miał zwrócić synowi uwagę, że źle pierze dywan. Doszło do awantury, w wyniku której młodszy mężczyzna wyciągnął nóź i kilkanaście razy dźgnął ojca nożem. Niestety – starszy pan, choć usiłował się bronić, nie przeżył. Młodszy mężczyzna potem jeszcze zaatakował policjantów. Trafił do szpitala, gdzie przez pewien czas był w śpiączce farmakologicznej. Przesłuchano go dopiero we wtorek, 18 maja. Mężczyzna przyznał się do zabicia ojca, złożył wyjaśnienia, ich treść jest tajemnicą śledztwa. Jak informowała prokuratura, trwa śledztwo, mężczyzna odpowie za zabójstwo, grozi mu dożywocie. Jednak nie jest wykluczone, że nie trafi do więzienia. Muszą go bowiem zbadać biegli psychiatrzy, którzy sprawdzą, czy 37-latek był w chwili zbrodni poczytalny. Z wstępnych ustaleń wynika, że w przeszłości leczył się psychiatrycznie.



