Pamiętajmy, że jak Rosja wygra, prędzej czy później ruszy na nas. Ostatnie wydarzenia na Ukrainie, gigantyczna afera pokazują, że tamtejsze elity delikatnie mówiąc pozostawiają wiele do życzenia. Jest wiele spraw, o czym pisaliśmy wielokrotnie, w których mamy sprzeczne interesy. Nie zmienia to faktu, że jeśli Ukraina przegra, to obróci się przeciwko nam. A przede wszystkim nie wolno ulegać rozmaitym środowiskom i szczujniom, które działają na rzecz Putina. Nawet, gdy ubierają się w patriotyczne, narodowe i religijne piórka. Bo zza pięknych haseł wygląda wstrętna, bolszewicka morda.
Polityka wobec Ukrainy tam, gdzie wymaga tego interes, musi być asertywna. Jednak nie może stać w sprzeczności z rzeczą najważniejszą – wsparciem dla Kijowa w wojnie z Rosją. Bo jeśli Putin wygra, Polska poniesie klęskę na wielu polach. Realny będzie atak zbrojny, hybrydowy już trwa, a nawet jak wojny nie będzie liczba uchodźców z setek tysięcy zmieni się w miliony. Można jednocześnie upominać się twardo o swoje racje w kwestii Wołynia, zboża, przewoźników, nie może to jednak przekreślać zdecydowanego wsparcia w batalii z Rosją. Wymaga to jednak myślenia w kategoriach racji stanu, nie plemiennego instynktu.
Entuzjazm dla wsparcia dla Ukrainy z różnych przyczyn znacząco się obniżył. Tematy sporne i wzajemne różnice są ważne. Nie wolno jednak zapominać, ze jeśli Ukraina przegra wojnę z Rosją, kraje bałtyckie, Mołdawia i Polska będą następne. Może nie jest tak, jak straszą niektórzy, że atak nastąpi od razu. Przygotowanie do niego potrwa latami. Może uda się Moskwę powstrzymać. Jednak w razie klęski Ukrainy poziom naszego bezpieczeństwa rażąco się obniży. W dodatku liczba uchodźców wojennych jeszcze wzrośnie. Dlatego wsparcie obrony przed Rosją jest wciąż naszą racją stanu. Bez wątpienia sytuacja Ukrainy jest dziś znacznie gorsza niż w pierwszych latach wojny. Rosjanie liżą rany, ale można powiedzieć, że się pozbierali. W dodatku na Zachodzie wola wsparcia jest mniejsza. Propozycje pokojowe są raczej propozycjami kapitulacji. w Polsce mamy do czynienia ze zmęczeniem pomocą. W grupach uchodźczych – co zrozumiałe – są ludzie różni. Wartościowi, ale także przestępcy, których działania zmęczeni Polacy dostrzegają. A media ukrycie bądź jawnie prorosyjskie – wykorzystują.
Wyciszanie zbrodni wołyńskiej, służy Putinowi
W dodatku błędy ekipy Żełeńskiego też są oczywiste. Kwestie Wołynia, do dziś nie załatwione, są naprawdę ciężkim obciążeniem. Nie chodzi tu o żadną małostkowość – dziś Ukraina toczy wojnę, ale gdy nie toczyła też nie robiła nic, by w sprawie się dogadać. A i pomimo wojny akurat na ekshumacje ofiar i ich pochówki mogła pozwolić. Nie zrobiono tego. I to się będzie na wzajemnych relacjach mścić. Nierozwiązanie tej sprawy powoduje duże poczucie krzywdy wśród Polaków, szczególnie wśród rodzin ofiar ludobójstwa. Politycznie posłuży Putinowi i jego ekipie. Mimo to, przy wszelkich zastrzeżeniach do polityki (złej) Żełeńskiego, w jednej sprawie Kijów należy wspierać bezwzględnie. Chodzi o wojnę z Rosją. Nie tylko z przyczyn humanitarnych i ludzkich, chociaż to oczywiste. Także dlatego, że klęska Ukrainy sprawiłaby, że zagrożenie dla Polski byłoby realne. I to na kilku polach.
Ruskie czołgi mogły już być nad Wisłą
Wydaje się dziś jasne, że gdyby w 2022 roku Rosja zrealizowała swój cel – czyli w kilka dni opanowała Kijów i Ukrainę, to potem poszłaby dalej – atakując Mołdawię, kraje bałtyckie, Polskę. Stało się na szczęście inaczej – Ukraina na pierwszym etapie się obroniła. Teraz problemem jest polityka ustępstw, której skutki też będą tragiczne. Atak na Zachód stałby się bardziej realny, choć wykrwawiona długą wojną Rosja nie byłaby w stanie przeprowadzić go od razu (w 2022 roku byłaby w stanie). Raczej możemy się spodziewać, że byłyby (już są!) prowadzone działania hybrydowe, a ewentualny pełny atak poprzedziłyby kilkuletnie oczekiwania. Jednak nawet jeśli udałoby się go uniknąć, jest inne zagrożenie. Już teraz widać po Polakach duże zmęczenie pomocą Ukraińcom. I to jest normalne – jesteśmy tylko ludźmi. W każdej społeczności mogą być czarne owce a wśród migrantów zawsze są jednostki najbardziej energiczne.
Podejście musi być mądre
A więc są to z jednej strony najlepsi, najbardziej przedsiębiorczy i twórczy, ale oprócz nich też awanturnicy, maruderzy, którzy na przykład uciekają też przed służbą w obronie kraju. Siłą rzeczy znajdują się też wśród nich przestępcy. Zmęczeni sytuacją Polacy są na złe zachowania Ukraińców bardziej wyczuleni. A media inspirowane (bądź opłacane) przez Kreml sytuacje na przykład burd, czy łamania prawa, nagłaśniają. Tak jest teraz. W sytuacji upadku Ukrainy, tych uchodźców byłyby na naszym terenie nie setki tysięcy, ale miliony. Z taką falą wędrówki ludów w krótkim czasie nie poradzi sobie żadne państwo. Wzajemne niesnaski i konflikty Rosja tym bardziej będzie podsycać. Dlatego trzeba dążyć do tego, by do upadku Ukrainy nie doszło. Nie musi to wcale oznaczać wyrzeczenia się dbania o interes Polski w tych sprawach, które są sporne. Wymaga to jednak mądrego podejścia, a nie plemiennego zacietrzewienia. A przede wszystkim nie wolno ulegać rozmaitym środowiskom i szczujniom, które działają na rzecz Putina. Nawet, gdy ubierają się w patriotyczne, narodowe i religijne piórka. Bo zza pięknych haseł wygląda wstrętna, bolszewicka morda. A sowietów u nas trzeba za wszelką cenę uniknąć.
W materiale wykorzystaliśmy fragmenty naszych starszych tekstów z Nowego Telegrafu Warszawskiego




