Dobiegła końca nudna już saga pt. nowy klub Roberta Lewandowskiego. Kapitan reprezentacji Polski nie zagra we Włoszech, Anglii, czy Turcji. Nie wystąpi też w Arabii Saudyjskiej, ale w USA. To może, choć nie musi oznaczać koniec kariery reprezentacyjnej.
Chicago Fire to amerykański klub, w którym w przeszłości występowało kilku Polaków. Piotr Nowak, Roman Kosecki i Jerzy Podbrożny byli gwiazdami pod koniec ubiegłego stulecia. Nowak ma nawet status legendy klubu. W Chicago występował też Tomasz Frankowski, a całkiem niedawno Przemysław Frankowski.
„Lewy” ma być twarzą całkiem nowego projektu. Co jednak transfer oznacza dla reprezentacji Polski? Jeszcze kilka tygodni temu część komentatorów uważała, że o ile grę w klubie z Europy lub Bliskiego Wschodu można z kadrą połączyć, to na innej półkuli może być problem. Wszystko z uwagi na odległość, czas lotu i różnicę czasu. Z drugiej strony… Leo Messi gra na mundialu kapitalnie, właśnie w Stanach Zjednoczonych zyskał drugą młodość. Major League Soccer jest ligą znacznie mniej intensywną niż europejskie. A zgrupowania reprezentacji będą teraz odbywać się rzadziej. Jesienią zamiast trzech zgrupowań będą dwa – długie wrześniowo-październikowe i klasyczne listopadowe. Dwa będą też wiosną. Stąd wydaje się, że skoro kontrakt „Lewego” w Chicago ma potrwać dwa lata, spokojnie może przedłużyć też reprezentacyjną karierę do końca eliminacji Mistrzostw Europy i ewentualnie na sam turniej. Na razie jednak nie ma żadnej oficjalnej decyzji.






