Miało być pięknie, zaczęło się obiecująco. Już po kilkudziesięciu sekundach do siatki trafił Nsame. Niestety ze spalonego. Cypryjczycy objęli prowadzenie, legioniści wyrównali. Do przerwy nie było najgorzej. Po niej AEK zlał Legię, wygrywając 4:1. Szanse na remontadę w Warszawie oczywiście są, ale z taką grą o jakiekolwiek nadzieje trudno.
Ten dwumecz jest dla Legii kluczowy. Bo owszem, najważniejsze w sezonie jest mistrzostwo, ale dobra gra w pucharach także. A awans do fazy ligowej jakichkolwiek rozgrywek jest z przyczyn finansowych kwestią egzystencjalną. Wyeliminowanie Cypryjczyków dawałoby pewny udział w fazie ligowej Ligi Konferencji i wciąż szanse na grę w Lidze Europy. Odpadnięcie przekreśla nadzieję na Ligę Europy, a i o Ligę Konferencji trzeba będzie powalczyć.
Początek był niezły
Chwilę później po strzale gospodarzy piłka trafiła w poprzeczkę. W 16 minucie gry Jérémie Gnali podał do Perego Ponsa. Ten zbiegł do środka, uderzył na bramkę Kacpra Tobiasza. Polskiego golkipera zmylił rykoszet-piłka odbiła się od interweniującego Jana Ziółkowskiego i wpadła do siatki. Minęły 2 minuty, Bartosz Kapustka dośrodkował prosto na głowę Nsame. Tym razem o spalonym nie mogło być mowy, było 1:1. Legioniści kontrolowali grę, jednak razili brakiem skuteczności. Legioniści na raty uderzali na bramkę, kolejno nie trafiali Nsame i Kapustka. Legioniści mieli też podobną sytuację w końcówce pierwszej połowy. Uderzali kolejno Paweł Wszołek, Petar Stojanović i Nsame. Uderzenia dwóch pierwszych wybronił Alomerović, z uderzeniem Nsame poradził sobie jeden z obrońców gospodarzy.
Po przerwie dramat
Do przerwy był remis, dający nadzieję na wywiezienie korzystnego wyniku z Cypru. Dramat rozegrał się w drugiej połowie. W 48 minucie rzut rożny wykonywała Legia. Gospodarze wyprowadzili błyskawiczną kontrę. Obrońcy gości nie zdążyli wrócić w pole karne i dośrodkowanie na bramkę zamienił polski napastnik grający w AEK, Karol Angielski. Sytuację długo badał VAR, jednak tym razem sędziowie bramkę uznali. W teorii nie było dramatu, przecież z Banikiem legioniści też przegrywali i potrafili doprowadzić do wyrównania. Można było jednak odnieść wrażenie, że podopiecznym Edwarda Iordanescu kompletnie odcięło powietrze. W 78 minucie po kolejnej kontrze AEK prowadził już 3:1. Bramkę zdobył Yerson Chacón. Jordanescu próbował ratować sytuację zmianami. Wprowadził m.in. napastnika MIletę Rajovicia. I nowy nabytek Legii trafił do siatki, ale… swojej. Była 85 minuta gry. W 90 minucie Bartosz Kapustka odebrał piłkę zawodnikowi gospodarzy, ale zupełnie bez sensu go sfaulował – piłkę miał już na nodze. Sędzia pokazał mu żółtą kartkę. Problem w tym, że była to druga żółta kartka, co w konsekwencji oznacza czerwoną. O fatalnej dyspozycji Legii świadczy fakt, że gdy sędzia przedłużył mecz aż o osiem minut piłkarze zamiast zmobilizowania faktem, że jest czas na odrobienie strat, wyglądali na przerażonych ewentualnymi kolejnymi akcjami drużyny z Cypru. I faktycznie gospodarze przeprowadzili akcję, po której wszyscy struchleli, na szczęście bez skutku. Ostatecznie bramki już nie padły. AEK Larnaka wygrał z Legią Warszawa 4:1. Za tydzień rewanż w Warszawie. Legia, by doprowadzić do dogrywki, musi wygrać minimum trzema bramkami. To możliwe, ale nie z taką grą.
AEK Larnaka – Legia Warszawa 4:1 (1:1)
1:0 Pere Pons 16’
1:1 Jean-Pierre Nsame 18’
2:1 Karol Angielski 48’
3:1 Yerson Chacón 78’
4:1 Mileta Rajović 85’ (gol samobójczy)
AEK Larnaka: Zlatan Alomerović – Godswill Ekpolo, Hrvoje Miličević, Valentin Roberge (27’ Jorge Miramón), Ángel García – Đorđe Ivanović (90’ Youssef Amyn), Gus Ledes, Pere Pons, Jérémie Gnali (64’ Jimmy Suárez) – Yerson Chacón, Karol Angielski (64’ Enzo Cabrera)
Legia Warszawa: Kacper Tobiasz – Paweł Wszołek, Jan Ziółkowski, Steve Kapuadi, Rúben Vinagre – Wahan Biczachczjan (70’ Ryōya Morishita), Rafał Augustyniak, Bartosz Kapustka, Claude Gonçalves (70’ Kacper Chodyna), Petar Stojanović (54’ Migouel Alfarela) – Jean-Pierre Nsame (79’ Mileta Rajović)



