Jedni Polski Ład ostro krytykują, inni widzą w nim „cywilizacyjną przemianę”. Tymczasem na program można spojrzeć całkowicie bez emocji. Jest on jedynie potwierdzeniem, że partia o nazwie Prawo i Sprawiedliwość nie jest (i nigdy nie była) formacją konserwatywną. Określenie PiS-olew jest jak najbardziej adekwatne. I, żeby było jasne – to nie złośliwość. Ale stwierdzenie faktu. Co do samej oceny –na plus oceniam podwyżkę kwoty wolnej i drugiego progu podatkowego. Na minus – w zasadzie większość pozostałych proponowanych zmian. Pomijam tu rzecz jasna bałagan przy wprowadzaniu reformy. Zdarza się. Ale chodzi o meritum.
PiS swoim programem jednoznacznie określił się jako formacja sceptyczna (mówiąc delikatnie) wobec polskich przedsiębiorców. I – również bez złośliwości – ma pełne prawo być ugrupowaniem wobec biznesu niechętnym, a nawet wrogim. Ale też przedsiębiorcy mają pełne prawo mocno przeciwko programom PiS się opowiedzieć. Osobiście mam pewną satysfakcję, bo określenia PiS-olew używałem (w różnych kontekstach) już kilka lat temu, jeszcze na łamach „Super Expressu”. Raz chodziło o politykę gospodarczą, innym razem o możliwą współpracę z lewicą spod znaku dawnej SLD. Jednak wielu znajomych twierdziło, że jest zgoła inaczej. Partia rządząca jawiła im się jako nadzieja dla polskich rodzinnych firm. Przez lata politycy PiS przekonywali, że są proprzedsiębiorczy (niektórzy, choć nieliczni, są), ich partia również (to nieprawda). Polski Ład pokazał, jak jest naprawdę. I to być może jest prawdziwą zaletą tego projektu.



