Oczywiście może być tak, że prawicowy elektorat znudzi się Braunem, a przyciągnie go radykalizm Czarnka. Tyle że wyborcy ci odchodzili nie z powodu braku radykalizmu, a rozczarowania działaniami PiS. I tu się nic nie zmienia. Oni do Konfederacji, czy Korony nie odeszli dlatego, że PiS za mało atakował Donalda Tuska. Tylko dlatego, że po prostu rozliczyli partię za rozmaite grzechy, poszukali prawicowych alternatyw. Nie widzę powodu, dla którego mieliby wracać – mówi prof. dr hab. Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Jarosław Kaczyński wskazał nowego kandydata na premiera. Okazało się, że jest nim były minister edukacji, Przemysław Czarnek. Jak ocenia Pan ten wybór?
Prof. Jarosław Flis: No cóż, trudno uznać to za jakieś wielkie zaskoczenie, aczkolwiek jest to znamienne, że lider partii, która ma notowanie takie, jakie ma liczy na to, że może powalczyć o coś więcej, nie naprawiając nic ze swojego przekazu.
Brak uczenia się na błędach
Jest zmiana przekazu – wystawiony lider twardszego skrzydła, konkurencyjnego wobec Mateusza Morawieckiego?
Tyle że tak naprawdę głównym problemem Czarnka jest to, że jest jednoznacznie kojarzony z rządem Mateusza Morawieckiego. Gdybyśmy spytali ludzi na ulicy, o jakichś polityków z tamtego rządu, to Czarnek bez wątpienia należał do najbardziej rozpoznawalnych postaci tamtego gabinetu. A więc to uznanie, że chcemy zrobić wszystko to samo, co w 2023 roku. Przypomnę, że wtedy PiS władzę stracił. Jest może jedna możliwość. Gdy PiS wystawił Karola Nawrockiego, obóz przeciwny uznał, że jest już pewny wygranej i kompletnie zgłupiał. Być może dziś Jarosław Kaczyński liczy, że sytuacja się powtórzy. I że widząc słabości Czarnka, Donald Tusk popadnie w samouwielbienie i na własne życzenie poniesie klęskę. A na poważnie – argumentem na korzyść Czarnka jest uspokojenie sytuacji w partii.
Lubiany wśród szeregowych posłów
Były minister edukacji może pogodzić zwaśnione frakcje?
Z tego, co wiem, Przemysław Czarnek wkłada bardzo wiele wysiłku w utrzymywanie kontaktu z szeregowymi posłami. I jest przez nich po prostu lubiany. W tym sensie ta kandydatura może mieć plusy. Podobnie jak fakt, że jako polityk kandydat na premiera ma bardzo grubą skórę. Nie zmienia to jednak ogólnej oceny – na zewnątrz idzie przekaz, że „jak rządziliśmy, wszystko było super, nie zmieniamy niczego”. A to nie jest dobra strategia.
To nie radykalizm przyciągnął do Brauna
Tu może być jeszcze jeden element – kandydat pod twardy elektorat może osłabić rywali z prawej strony, pomóc w przejęciu ich elektoratu?
Tylko teoretycznie. Oczywiście może być tak, że prawicowy elektorat znudzi się Braunem, przyciągnie go radykalizm Czarnka. Tyle że wyborcy ci odchodzili nie z powodu braku radykalizmu, a rozczarowania działaniami PiS. I tu się nic nie zmienia. Oni do Konfederacji, czy partii Grzegorza Brauna nie odeszli dlatego, że PiS za mało atakował Donalda Tuska. Tylko dlatego, że po prostu rozliczyli partię za rozmaite grzechy, błędy, przypadki korupcji, konflikty wewnętrzne. Poszukali prawicowych alternatyw. Nie widzę powodu, dla którego mieliby wracać.
Rozczarowani byli też przedsiębiorcy, przedstawiciele klasy średniej, często o bardziej konserwatywnych poglądach. Pisaliśmy niedawno o tym, że jest zapotrzebowanie na nową formację centroprawicową, tyle że nie ma kto jej tworzyć, jest popyt, podaży brakuje?
Pewnie Polskie Stronnictwo Ludowe będzie starać się o pozyskanie tego elektoratu. W sondażach wypadają słabo, ale po rozpadzie Polski 2050 mają chyba największe pole manewru.
Ocena sytuacji politycznej tragiczna
Tyle że partia ta współtworzy rząd. Koalicja Obywatelska ma dobre notowania, ale rośnie bezrobocie, jest niestabilna sytuacja międzynarodowa, są prognozowane kryzysy. Takie sytuacje zawsze uderzają w tych, którzy są u władzy?
Jeśli patrzeć na obóz antypisu to jest tam pięć-sześć formacji, zależnie od tego, jak oceniamy Razem (ta lewicowa formacja opuściła koalicję, ale jest bardzo krytyczna wobec prawicy – red.). Jest Koalicja Obywatelska, Lewica, PSL, Polska 2050 i centrum, licząc z Razem sześć. A po drugiej stronie PiS, Konfederację, partię Brauna. Dziewięć ugrupowań, tymczasem wszystkie ostatnie wybory pokazały, że na naszej scenie politycznej jest miejsce maksymalnie na pięć formacji. Wiadomo, że to się będzie jakoś jeszcze grupować, przez dwa lata wiele się wydarzy. Też w polityce międzynarodowej. A wracając do pytania. Ostatnie badania pokazują, że ocena własnej sytuacji materialnej jest w Polsce na bardzo wysokim poziomie. Wraca do poziomu sprzed pandemii. Jednocześnie ocena sytuacji politycznej jest tragiczna. Bierze się to z tego, że zwolennicy opozycji i prawicy są niezadowoleni, bo ich wybrańcy nie rządzą. Sympatycy rządu są niezadowoleni, bo ich wybrańcy nie mogą robić tego, co zapowiedzieli, bo prezydent wetuje.
Mówienie o wywróceniu stolika jest śmieszne
Konfederacja mówi o wywróceniu stolika.
To jest śmieszne. Oni się podniecają rosnącymi sondażami, ale do tego, by wywrócić stolik, mają bardzo daleko.
W każdych wyborach pojawia się jednak jakieś nowe ugrupowanie, które zyskuje poparcie, potem je traci, ale to inna historia. Kukiz’15, Trzecia Droga. Czy teraz też może pojawić się ktoś nowy, z kim będą musieli się liczyć potencjalni zwycięzcy?
Zobaczymy, bo jak wspomniałem – nie wiemy, co w najbliższych latach będzie się działo, zarówno w Polsce, jak i w polityce międzynarodowej. Na razie mamy bardzo dużo niewiadomych. Także dlatego nie uważam, by ta sobotnia konwencja to było jakieś wielkie wydarzenie. To się wszystko może jeszcze pięć razy zmienić.




