Warszawa
22/03/2026, 04:20
Overcast
Prognoza
5°C
Ciśnienie: 1025 mb
Wilgotność: 78%
Wiatr: 1.8 m/s E
Opis: 0mm /0% / Rain
Prognoza
23/03/2026
Dzień
07
Prognoza
13°C
Wiatr: 2.7 m/s SE
Opis: 0mm / 0% / Rain
Prognoza
24/03/2026
Dzień
07
Prognoza
15°C
Wiatr: 2.9 m/s WSW
Opis: 0mm / 2% / Rain
 
Subskrybuj
  • 3:60 min

Sprawa Adama Borowskiego tylko pozornie dotyczy mocno sympatyzującego z PiS zasłużonego opozycjonisty z okresu PRL. Początkowo stała się tematem coraz bardziej nużącej politycznej wojenki. Sytuację zmieniło oświadczenie, które podpisali działacze demokratycznej opozycji z czasów komuny, także politycznie będący po zupełnie innej niż Adam Borowski stronie. Pytanie, czy będzie kubłem zimnej wody na rozgrzane głowy. I czy pozwoli przenieść dyskusję na właściwe tory.

Na początek uporządkujmy kilka kwestii. Nie wchodzimy w ocenę wypowiedzi Adama Borowskiego, czy Romana Giertycha jako prawnika i polityka. Chodzi o znacznie szerszy problem. Sprowadza się on do granic i ochrony wolności słowa oraz przepisu ze stanu wojennego, który nadal obowiązuje. Po pierwsze – wolność słowa jest wartością najwyższą. Oczywiście musi mieć swoje granice. Nie można tak po prostu powiedzieć o kimś, że np. jest pedofilem, nie przedstawiając na to żadnych dowodów. I granice te muszą oraz powinny obejmować wszystkich, niezależnie od zasług, życiorysu itd. Po drugie jednak – wszelkie granice mogą być przesunięte wtedy, gdy dotyczą osób publicznych. To znaczy – pomówiony polityk siłą rzeczy ma pozycję uprzywilejowaną, a więc też musi mierzyć się z większą krytyką. Gdyby słowami, jakimi określa się w dyskusji w sieci politycznych liderów, obojętnie Donalda Tuska, czy Jarosława Kaczyńskiego, określono zwykłego obywatela, niebędącego członkiem żadnej partii, już dawno komentujący miałby prawne problemy.

Chronić pomawianych, bez uderzenia w wolność słowa

Po trzecie wreszcie – prawo musi skutecznie chronić pomawianych, ich bliskich, ale nie może być tak, że ktoś za wyrażenie nawet brutalnej i krzywdzącej opinii, odpowiada karnie. I nie jest ważne, czy wyrok ktoś wykonał, czy nie. Sam proces karny o zniesławienie (obojętne kogo dotyczy) nie powinien mieć miejsca. Żeby było jasne. Nie mówimy o sprawach takich jak groźby, czy o zamieszczeniu czyjegoś wizerunku, robieniu deepfake’ów, kompromitujących, odczłowieczających filmików. Na to są odpowiednie przepisy. Być może warto je usystematyzować, a na pewno zdecydowanie egzekwować. W przypadku swobody wypowiedzi chodzi jednak o jasną sytuację. Pan Y mówi, że w jego opinii pan X „jest przestępcą i ch…”. A pan X czuje się urażony. Powinien rzecz jasna mieć prawo do obrony. Wystąpienia na forum publicznym, sprostowania. Jeśli to nie przyniesie skutków, drogi sądowej w postępowaniu cywilnym. Tak, to generuje koszty, dlatego można rozważyć, czy powinny być one przez stronę pozywającą ponoszone.

Prawo rodem ze stanu wojennego

Artykuł 212, który przewiduje odpowiedzialność karną za wypowiadane słowa, nie jest jednak żadnym rozwiązaniem. Jest skandalicznym przepisem z czasu stanu wojennego. Wszystkie partie od lat mówią o jego zniesieniu. Pod jednym wszakże warunkiem, że są w danym momencie w opozycji. Gdy dochodzą do władzy, nagle doznają amnezji, i na kilka lat przepis im pasuje. A po utracie władzy na nowo gardłują za jego zniesieniem. W sprawie likwidacji haniebnego artykułu nic nie zrobiła w czasie swoich rządów Platforma. Wtedy zmian domagało się Prawo i Sprawiedliwość. Potem gdy przez osiem lat dzierżyło władzę, nie kiwnęło palcem. Teraz znów politycy PiS stają w obronie wolności. Problemu by nie było, gdyby przepis zniesiono. Jeszcze jedna kwestia. Pada argument, że 212 może ma wady, ale pozwala zwalczać naruszenia wolności słowa. Guzik prawda. Przepis istnieje od blisko 45 lat. A język debaty publicznej bynajmniej do łagodniejszych nie należy.

Prawie pół wieku przepisu, a hejt wciąż narasta

Pojawiły się nowe zjawiska lub stare, ale wykorzystujące nową technologię. Mamy hejt na zorganizowaną i niespotykaną skalę. Kreowane przez AI filmiki, odczłowieczające ich bohaterów. Mamy plagę w postaci oszustw w reklamach na wielu portalach, gdzie znani ludzie rzekomo przekonują do jakichś leków, diet, czy inwestowania. Ofiarami takich oszustw są artyści, celebryci, ale i politycy różnych stron. Spór o wyrok dla Adama Borowskiego początkowo wydawał się kolejnym elementem politycznej wojenki różnych internetowych plemion. Pismo, które podpisali działacze demokratycznej opozycji, wśród nich ci będący dziś na zgoła przeciwnym biegunie niż Adam Borowski (np. Władysław Frasyniuk) przenosi spór na inny poziom. Może być kubłem zimnej wody na rozgrzane głowy. Może pozwoli na rzetelną dyskusję o likwidacji haniebnego przepisu z lat 80. i zajęcie się realnymi problemami z ochroną wolności słowa, jak i stawianiu jej granic. Bo stawiać je trzeba, jednak komunistyczny przepis przed żadnym pomówieniem nie chroni, uderza za to w podstawowe wolności.

Udostępnij na:

Zobacz także:

17

mar

Rozmyty obraz dużego tłumu ludzi, sugerujący ruch i energię.

Należy dążyć do prawdy o zbrodni wołyńskiej i godnego upamiętnienia jej ofiar. A jednocześnie bezwzględnie wspierać Ukrainę bestialsko zaatakowaną przez Rosję. I tak samo trzeba…

16

mar

Egzemplarze gazety Nowy Telegraf Warszawski

Rozmawiałem niedawno z kilkoma znajomymi o bardzo różnych poglądach politycznych. I rozmowy te miały ciekawy, choć mało optymistyczny dla naszego kraju i dla nas wszystkich…

15

mar

areszt

W ostatnim czasie wszyscy komentują sprawę SAFE. Jedni prezydenta Karola Nawrockiego za zawetowanie ustawy chwalą, inni ostro krytykują. Jednak znacznie mniej uwagi przykuwa inne weto…