Stanisław Stroński, wybitny publicysta obozu narodowego, ale i jeden z autorów nagonki na prezydenta Gabriela Narutowicza przyznawał po latach, że był to największy błąd jego życia. Pierwszy prezydent RP zginął w zamachu. Losy części jego następców też bywały tragiczne.
Wybory w połowie maja. Najpóźniej na początku czerwca dowiemy się, kto będzie głową państwa po Andrzeju Dudzie. W sierpniu nowy prezydent złoży przysięgę i obejmie urząd… no, chyba że różnica między kandydatami będzie minimalna, strona przegrana wyniku nie uzna, ważność wyboru będzie musiał stwierdzić sąd, ale uznawanego przez wszystkich sądu w Polsce nie ma. To jednak temat na inne rozważania. Dziś przyjrzyjmy się temu, jak wyglądała prezydentura w Polsce na przestrzeni lat. Pierwszy prezydent zginął w zamachu, po nagonce ze strony przeciwników. Drugiego obalił Józef Piłsudski. Następny prezydent stracił urząd po najechaniu kraju przez hitlerowskie Niemcy i stalinowską Rosję. Po wojnie mieliśmy nad Wisłą komunistycznego uzurpatora, zbrodniarza Bolesława Bieruta. I cały poczet prezydentów na uchodźstwie. III RP to czas prezydentów z wyboru. W NTW zaczynamy nowy cykl o najwyższym urzędzie w Polsce. Zacznijmy od tego, dlaczego w Polsce mamy prezydenta, a nie jak w Hiszpanii, czy Wielkiej Brytanii monarchę.
Republikańska zupa, królewski widelec
Kilka lat temu w „Nowym Telegrafie Warszawskim” z dużym dystansem, żeby nie powiedzieć rozbawieniem, podchodziliśmy do sporów w polskich mediach dotyczących monarchii. Narzekań, jak to biedni są Brytyjczycy, bo mają przestarzały ustrój. Otóż nie – ustrój Wielkiej Brytanii jest demokratyczny. A formą rządów jest monarchia parlamentarna. I to dobra forma w tych krajach, gdzie są odpowiednie tradycje. Ewentualnie w państwach federacyjnych, w których monarcha ma być elementem łączącym różne żyjące w danym kraju nacje. Wielka Brytania spełnia oba kryteria. Jest Zjednoczonym Królestwem Anglików, Szkotów, Walijczyków, ale też monarchia istnieje od tysiąca lat (z krótką przerwą w XVII wieku). Jak jednak pisaliśmy, monarchia jest jak widelec i do republikańskiej zupy nie pasuje. A Polska jest krajem wybitnie republikańskim. Już w czasach dynastii Jagiellonów król pochodził z wyboru, choć wybór ten ograniczał się do jednej dynastii. Potem, do utraty niepodległości władca był de facto dożywotnim, wybranym przez społeczność szlachecką prezydentem.
Polska musiała być republiką
W czasach zaborów polską koronę zakładali carowie Rosji, Wielkopolska podlegała królom Prus, Galicja zaś cesarzom Austrii, potem Austro-Węgier. Kolegialny król Polski, czyli Rada Regencyjna działała z nadania Niemiec i w mniejszym stopniu Austro-Węgier. I choć oddała nieocenione zasługi (o czym w „Nowym Telegrafie Warszawskim” przypominaliśmy), przez obywateli była kojarzona (krzywdząco, ale jednak) jako organ nie do końca Polski. W dodatku w roku 1918 nastroje były dla monarchii nieprzychylne, było oczywiste, że odrodzone państwo będzie republiką. Początkowo funkcję pierwszego obywatela pełnił Naczelnik Państwa, którym został Józef Piłsudski. Nazwa urzędu nie była przypadkowa – nawiązywał do ostatniego organu przedrozbiorowej Polski, czyli Naczelnika Powstania, Tadeusza Kościuszki. Urząd Piłsudski pełnić miał jedynie do czasu wyboru prezydenta. Według uchwalonej rok wcześniej Konstytucji RP (zwanej marcową) głowę państwa wybierał parlament – połączone izby Sejmu i Senatu, czyli Zgromadzenie Narodowe. Głosowanie odbyło się 9 grudnia 1922 roku. Poszczególne stronnictwa zgłosiły swoich kandydatów.
Kilka tur głosowania
Kandydatem Polskiej Partii Socjalistycznej był Ignacy Daszyński. Stronnictwa Narodowego – Maurycy hrabia Zamoyski. Polskie Stronnictwo Ludowe-Piast zgłosiło Stanisława Wojciechowskiego. Kandydatem mniejszości narodowych został Jan Baudouin de Courtenay, wybitny językoznawca. Ku powszechnemu zdziwieniu Polskie Stronnictwo Ludowe „Wyzwolenie” (partia ludowa bardziej niż „Piast” nastawiona w kierunku lewicowym) zgłosiło kandydaturę Gabriela Narutowicza. Ministra Spraw Zagranicznych, wybitnego inżyniera hydrotechnika. Głosowanie przebiegało w ten sposób, że głosowano w kolejnych turach. Podczas pierwszej najwięcej uzyskał Maurycy hrabia Zamoyski. Kandydat narodowców uzyskał 222 głosy. Drugi był Stanisław Wojciechowski (105), trzeci Jan Baudouin de Courtenay (103). Zaskakująco dobry wynik uzyskał Narutowicz (62 głosy), słaby Daszyński (49). W drugiej turze większość wyborców Daszyńskiego i Jana Baudouin de Courtenay przerzuciła swoje głosy na Narutowicza. Zwyciężył Zamoyski (228 głosów), przed Wojciechowskim (153 głosy) i Narutowiczem (151). Jan Baudouin de Courtenay uzyskał już tylko 10 głosów, a Ignacy Daszyński 1. Jako kandydat z najsłabszym poparciem nie wszedł do kolejnej tury.
Trzecia tura to stałe poparcie dla Zamoyskiego (228 głosów), ale na drugie miejsce wyszedł Narutowicz (158 głosów) przed Wojciechowskim (151 głosów). Jan Baudouin de Courtenay uzyskał 5 głosów, nie wszedł do czwartej tury. W turze piątek mierzyli się Maurycy Zamoyski, Gabriel Narutowicz i Stanisław Wojciechowski. Kandydat narodowców zebrał 224 głosy. Wojciechowski 145, jednak wyprzedził go Narutowicz, zdobywając 171 głosów. W efekcie kandydat PSL „Piast” odpadł, ostatecznie walka rozegrać się miała między Narutowiczem i Zamoyskim. Endecy, stawiając na arystokratę, popełnili polityczny błąd. Ludowcy z PSL „Piast” byli im bliscy ideowo i zapewne poparliby kandydata endeków w kolejnej turze. Jednak hrabia, był nie do przyjęcia dla chłopskiej partii. W efekcie sensacyjnie w ostatniej turze zwyciężył Gabriel Narutowicz, stosunkiem głosów 289 do 227. Gabriel Narutowicz został pierwszym polskim prezydentem w historii. W normalnej sytuacji wspominalibyśmy dziś zapewne emocjonującą rozgrywkę wyborczą, która doprowadziła do wyboru pierwszego prezydenta RP. A także ocenialibyśmy jego prezydenturę.
Nagonka i mord
Niestety, sytuacja normalna nie była. Od razu po wyborze zaczęła się haniebna nagonka na nowego prezydenta, zakończona zamachem na jego życie. Zgromadzenie Narodowe wybrało Gabriela Narutowicza prezydentem 9 grudnia 1922 roku. A sam urząd pełnił pięć, a w zasadzie dwa dni. 11 grudnia prezydent Narutowicz w asyście dwóch plutonów kawalerii wyruszył powozem na zaprzysiężenie w budynku Sejmu przed Zgromadzeniem Narodowym. Zgromadzony wzdłuż ulicy tłum rzucał w głowę państwa śnieżkami i różnymi przedmiotami. Po złożeniu przysięgi (w posiedzeniu brali udział jedynie zwolennicy Narutowicza) prezydent przedstawił plan swojej prezydentury. Usiłował łagodzić sytuację, nie czuł się politykiem lewicy (choć głosami lewicy uzyskał nominację). Dlatego proponował ponadpartyjny rząd, w którym ministrem spraw zagranicznych zostałby jego konkurent w wyborach, Maurycy hr. Zamoyski. 14 grudnia 1922 roku odbyła się w Belwederze uroczystość oficjalnego przekazania urzędu przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego. To było faktyczne objęcie funkcji prezydenta przez Narutowicza.
„Panie Prezydencie Rzeczypospolitej! Czuję się niezwykle szczęśliwym, że pierwszy w Polsce mam wysoki zaszczyt podejmowania w moim jeszcze domu i w otoczeniu mojej rodziny pierwszego obywatela Rzeczypospolitej Polskiej. Panie Prezydencie, jako jedyny oficer polski służby czynnej, który dotąd nigdy przed nikim nie stawał na baczność, staję oto na baczność przed Polską, którą Ty reprezentujesz, wznosząc toast: Pierwszy Prezydent Rzeczypospolitej niech żyje!”. – powiedział podczas uroczystości marszałek Józef Piłsudski. Dwa dni później prezydent odwiedził wystawę w Zachęcie. Padły strzały – zamachowcem był malarz, Eligiusz Niewiadomski. Swą zbrodnię motywował politycznie. Narutowicz zmarł na skutek postrzału. Nagonka na pierwszego prezydenta II RP i okoliczności jego śmierci to jedna z największych ran na ciele odzyskującej niepodległość Ojczyzny. Dla społeczeństwa była szokiem. „płomień do pochodni [Niewiadomskiego] wyszedł z tej atmosfery nienawiści i gwałtu, którą wytworzyły złe duchy Polski w dniach ostatnich” – pisał po zamachu „Kurier Polski”.
Następca wybrany już w pierwszej turze
Jeden z głównych ideologów endecji, wybitny publicysta, ale też autor paszkwili wobec Narutowicza sprzed jego śmierci, po tragedii napisał w „Rzeczpospolitej” tekst „Ciszej nad tą trumną”, w którym usiłował zrzucać odpowiedzialność z endecji. Jednak jak wspominał w pięćdziesiątą rocznicę zamachu w londyńskich „Wiadomościach” Adam Pragier, po latach Stroński zmienił zdanie. Pragier – socjalista, współpracownik Piłsudskiego pod koniec września 1939 roku współpracował ze Strońskim przy tworzeniu planów rządu na uchodźstwie. Stroński sam zaczął temat zbrodni z roku 1922. Stwierdził, że działania sprzed lat, które podejmował w dobrej wierze, uważa za największy błąd swojego życia (źródło: Adam Pragier, „Wiadomości”, 8 kwietnia 1972, Londyn). Eligiusza Niewiadomskiego sąd skazał na śmierć, wyrok został wykonany 23 stycznia 1923 roku. 20 grudnia 1922 roku, cztery dni po zabójstwie Gabriela Narutowicza Zgromadzenie Narodowe już w pierwszej turze wybrało prezydentem Stanisława Wojciechowskiego, kandydata PSL „Piast”. O jego prezydenturze i dramatycznych losach w kolejnym odcinku.







