Ten czas wydaje się jakimś ponurym koszmarem z minionej epoki. Tymczasem działo się to niedawno, bo ledwie szesnaście lat temu, w Warszawie. Działaczka ruchu lokatorskiego Jolanta Brzeska zginęła bestialsko zamordowana. Niektórzy działacze mafii warszawskiej poszli siedzieć, ale zbrodni z 2011 roku wciąż nie wyjaśniono. Zbrodnicze działania przestępcze krzywdziły ludzi, ale wypaczyły też ideę zwrotu faktycznie zagrabionego przez komunistów majątku.
Był 1 marca 2011 roku. W Lesie Kabackim odkryto zwęglone zwłoki kobiety. To była Jolanta Brzeska, kobieta, która podjęła walkę z gangsterami, którzy przejęli budynek, w którym mieszkała. Jedna z najważniejszych postaci ruchu lokatorskiego zniknęła z własnego mieszkania. W lokalu wszystko wyglądało tak, jakby kobieta zniknęła na chwilę. Po odnalezieniu ciała Jolanty Brzeskiej śledczy początkowo popełnili szereg błędów, które zdaniem wielu komentatorów mogły utrudnić dalsze poszukiwanie sprawców. Potem było umorzenie sprawy z powodu niewykrycia sprawców, następnie jej pijarowo nagłośnione wznowienie, ale działacze lokatorscy nadal krytykowali organa ścigania za opieszałość. Wreszcie rok temu prokuratura uznała, że nie można stwierdzić, czy powodem śmierci było zabójstwo, czy nie. I śledztwo umorzyła. To kolejny skandal w tej dramatycznej i szokującej historii.
Mafijny system
A tłem całego dramatu jest koniec II wojny światowej i odebranie, często w brutalny sposób majątków przez władze totalitarnego państwa, które po wojnie powstało w Polsce. O sprawie pisaliśmy wielokrotnie. Przypomnijmy, że w okresie PRL zagrabionym mieniem w stolicy zarządzało państwo oraz miasto. W budynkach zamieszkali Bogu ducha winni ludzie, którzy często z żadnym wywłaszczaniem nie mieli nic wspólnego. Ba, czasem byli to sami pokrzywdzeni działaniem komunistycznych władz. Po 1989 roku, gdy nastąpiła transformacja ustrojowa, reprywatyzacji kolejne rządy nie przeprowadziły. Skoro nie było reprywatyzacji cywilizowanej (a więc uwzględniającej interes także lokatorów), nastąpiła „reprywatyzacja” dzika. Cudzysłów jest zasadny – ludzie faktycznie obrabowani przez komunistyczny reżim, często nie otrzymali choćby rekompensat do dziś. Za to realny problem wykorzystała mafia. System był faktycznie zorganizowany w stylu niemal imitującym podobne struktury przestępcze np. we Włoszech. Zamieszani byli w niego urzędnicy, prawnicy, a korzystne dla przestępców orzeczenia wydawały sądy. Wyglądało to następująco.
Tak to działało
Sędziwy już wtedy właściciel albo spadkobierca występował o zwrot działki, bądź kamienicy. Urzędnicy rozkładali ręce, mówili, że sprawa jest trudna. A w sądzie sprawy toczyły się bardzo wolno. Prawnicy przekonywali, że lepiej odpuścić. I gdy ktoś już chciał się poddać, nagle pojawiał się przestępca, pozujący na biznesmena. Proponował odkupienie roszczenia, za śmieszną, w stosunku do realnej wartości, kwotę. Gdy staruszek bądź staruszka roszczenie sprzedał, a trudna sprawa nagle stawała się niezwykle łatwo. Sprawy sądowe nabierały tempa, a przestępcy zyskiwali cenne nieruchomości. Po latach proceder się nasilił. I nabrał wręcz kuriozalnego charakteru. „Reprywatyzacyjni” biznesmeni już nie kupowali roszczeń – oni czasami przedstawiali się wprost jako pełnomocnicy spadkobiercy, który dawno już nie żył. W ten sposób sądy oddały cenne nieruchomości osobom, które na logikę już żyć nie miały prawa – na przykład jeden ze spadkobierców miał mieć 150 lat! Jak pisaliśmy, prawdziwy dramat dotykał jednak lokatorów przejmowanych kamienic.
Tregedie, dramaty, pytania bez odpowiedzi
Nowy właściciel przejętej nieruchomości zazwyczaj próbował z lokali ludzi „wykurzyć”. Najpierw „po dobroci”, a więc drastycznie podnosili czynsze, czy podstawowe opłaty. Drastyczna podwyżka wynosiła czasem kilkaset procent. Gdy to nie pomagało, wchodziły inne metody. Wyłączanie ogrzewania w najzimniejsze dni. Odłączanie gazu, prądu, bieżącej wody. Wreszcie piłowanie zamków i zastraszania. Jednak nie każdy dawał się zastraszyć, a symbolem oporu stała się mieszkająca w budynku przy ulicy Nabielaka Jolanta Brzeska. Jej zwęglone ciało znaleziono szesnaście lat temu w Lesie Kabackim. Wszystko wskazuje na to, że bandyci wywieźli niewygodną działaczkę do lasu i spalili żywcem. Brzeska już po tragedii stała się symbolem ruchu lokatorskiego. Została nawet pośmiertnie Honorowym Obywatelem Warszawy. Jednak choć mijają kolejne lata – w niedzielę, 1 marca przypada szesnasta rocznica – za zbrodnię dotąd nikt nie odpowiedział, a po umorzeniu śledztwa coraz mniejsza jest szansa na to, że kiedykolwiek odpowie.
W materiale korzystaliśmy z tekstów, które ukazały się już w naszym serwisie i materiałów ogólnodostępnych



