Dobiega końca opera mydlana pod tytułem „rozłamy, kłótnie i godzenie w Prawie i Sprawiedliwości”. Ekipa Mateusza Morawieckiego nie spełniła ultimatum prezesa Jarosława Kaczyńskiego. W efekcie najpewniej powstanie nowy klub parlamentarny w Sejmie.
Na ten podział zanosiło się od dawna. Konflikt między frakcją byłego premiera, Mateusza Morawieckiego, czyli tzw. Harcerzami a frakcją tzw. Maślarzy (ziobryści oraz politycy pokroju Przemysława Czarnka, Mariusza Błaszczaka, Jacka Sasina) narastał od dawna. Mocnym akordem było powołanie stowarzyszenia Rozwój Plus, skupionego wokół byłego szefa rządu. Początkowo zanosiło się na kompromis, a naiwni zwolennicy PiS liczyli nawet, że partia zmieni się w szeroki, wielonurtowy ruch, w którym będzie miejsce nawet na poszerzenie oferty programowej, właśnie przez rozmaite wspierające formację stowarzyszenia.
Niespełnione ultimatum
W ostatnich tygodniach sytuacja znów jednak eskalowała. Prezes Jarosław Kaczyński przedstawił ultimatum, w którym zażądał od członków stowarzyszeń jasnej deklaracji – albo bycia w partii, albo stowarzyszeniu. Większość sympatyków Morawieckiego (poza byłym prezesem Orlenu Danielem Obajtkiem) nie uległa. W efekcie, jak stwierdził w oświadczeniu prezes, postawiła się poza partią. Z Mateuszem Morawieckim z klubu PiS wyjdzie najpewniej ponad trzydziestu posłów należących do PiS, dwójka niebędąca w partii. Wraz z nimi i jednym posłem niezrzeszonym ludzie Morawieckiego będą mogli zbudować klub liczący około czterdziestu osób. Najbardziej znane postaci przy Morawieckim to m.in. Ryszard Terlecki (wieloletni bliski współpracownik prezesa), Marcin Horała, czy Paweł Jabłoński. Także nienależący do partii Agnieszka Ścigaj i Andrzej Gut-Mostowy oraz niezrzeszony Marek Jakubiak. Mateusza Morawieckiego wsparł też senator Włodzimierz Bernacki oraz eurodeputowani Michał Dworczyk, Piotr Mueller, Waldemar Buda. Faktycznie są więc dziś cztery formacje po prawej stronie – dwie wywodzące się z PiS, dwie z Konfederacji.






