Niektórzy wolą czcić rocznice zwycięstw późniejszych, inni rozpamiętywać klęski. Jeszcze inni dawne zwycięstwo deprecjonować, a za komuny pseudonarodowcy chcieli je w sposób obrzydliwy zaprząc na służbę reżimu. A jednak Bitwa pod Grunwaldem jest jednym z kluczowych i chwalebnych wydarzeń w naszej historii. I choć jest upamiętniana, wciąż wielu jej nie docenia.
Nie będziemy tu przypominać dokładnego opisu samego starcia – to znajdziecie w naukowych materiałach historycznych, a jak Was takowe nudzą – w licznych w internecie materiałach popularyzatorów historii. Istotne jest samo znaczenie starcia. Faktem podstawowym jest to, że wojska polskie, litewskie i siły sprzymierzonych pokonały armię Zakonu Krzyżackiego, który od wielu lat zagrażał istnieniu Polski i Litwy. Bitwa nie rozbiła zakonu, a zwycięstwo przez wielu uznawane jest za niewykorzystane. Potęguje to fakt, że tak zwana Wielka Wojna z Zakonem Krzyżackim nie przyniosła Koronie i Litwie zbyt wielu korzyści terytorialnych, na odzyskanie Pomorza trzeba było poczekać. Jednak – abstrahując od tego, czy Jagiełło powinien pójść od razu z wojskiem pod Malbork, czy nie, zwycięstwo było jednak przełomem. Do początku XV wieku Zakon zagrażał bytowi państwa. A pozycja Władysława Jagiełły, jako świeżo ochrzczonego władcy, nie była zbyt silna. Bitwa zmieniła bardzo wiele. Pozycja polskiego i litewskiego władcy w Europie mocno wzrosła. Przede wszystkim jednak Zakon przeszedł już do defensywy. Wyszedł mocno osłabiony, niczym bokser, który dostał silny cios. Może nie leżał jeszcze na deskach, ale nie był już zagrożeniem dla istnienia sąsiadów. Pół wieku później, po wojnie trzynastoletniej syn Władysława Jagiełły, Kazimierz IV Jagiellończyk przyłączył Pomorze, wraz ze stolicą zakonnego państwa, czyli Malborkiem, do Korony.
Endekokomuna chciała zawłaszczyć
Dziś starcie z 15 lipca 1410 roku na pewno czci się bardziej niż zupełnie zapomniane starcie pod Kłuszynem dwieście lat później. Są pikniki i imprezy historyczne, czy rekonstrukcje samej bitwy. Grunwald jest jednak w cieniu takich zdarzeń jak zwycięska Bitwa Warszawska 1920 roku, ale także rocznic rozmaitych klęsk. Wygraną niektórzy nazywają niewykorzystaną (to temat na inne rozważania). Nie pomaga też, że w czasach PRL bitwę próbowali propagandowo wykorzystywać tzw. endekokomuniści. Zjednoczenie Patriotyczne Grunwald łączyło idee nacjonalistyczne z komunistycznymi. Za cel brał je dość często legendarny mistrz komedii Stanisław Bareja. Samo zagospodarowanie przez endekokomunę jest o tyle absurdalne, że wygraną odniosły wojska polskie i litewskie, z udziałem Rusinów i Tatarów. A głównodowodzącym był władca, który dał początek dynastii Jagiellonów, na której opierają się konserwatywne, ale nie nacjonalistyczne koncepcje Trójmorza, Międzymorza itd. I cały fundament wielonarodowej Rzeczypospolitej, koncepcji jagiellońskiej i niepodległościowej. Zwolennikom tych koncepcji z endekokomuną na pewno nie po drodze.






