Nie ma większego sojusznika PiS od radykalnie antypisowskich mediów. W drugą stronę nie ma większego sojusznika antypisu od medialnych hunwejbinów prawej strony, to jednak temat na osobną opowieść. Media antypisowskie pełne są zaklęć typu „PiS jest zły, ma wielkie kły”, podkreślania, że są demokratyczne, podczas gdy fanatyczna prawica czai się z zamachem na demokrację, wolność itd. Gdy jednak przychodzi co do czego, pojawia się temat, który faktycznie jest niewygodny dla PiS, liberalne i demokratyczne media milczą.
Można jeszcze zrozumieć, gdy bronią szkodliwych dla przedsiębiorców rozwiązań Polskiego Ładu, bo część lewicowych mediów delikatnie mówiąc, rozwiązań pro przedsiębiorczych nie wspiera. Rzecz w tym, że jak się pojawia temat naprawdę mocny, który w PiS by uderzył, środowiska radykalnego antypisu chowają głowę w piasek. Na co dzień krzyczące o obronie demokracji telewizje, gazety i portale w większości milczały, gdy pis-owska władza chwaliła się nowym budynkiem ambasady w Berlinie, a wykonawcą inwestycji była spółka, w której udziałowcem i ważną postacią był kremlowski propagandysta. Środowiska odmieniające przez przypadki słowo praworządność nie kiwnęły palcem w sprawie niszczonego przez sądy i prokuraturę (także pisowską) przedsiębiorcy. Do tego, by palcem kiwnąć, trzeba było popracować, a to jest od wrzasku nieco trudniejsze. Do tego czasem uderzyć w swoich – wspomniana firma wygrywała też przetargi w rządzonych przez PO samorządach. A rzeczony przedsiębiorca niszczony był za rządów wszystkich ekip, które rządziły Polską od 2002 roku.
Bo łatwiej jest wrzeszczeć
Zdecydowanie łatwiej jest wrzeszczeć. Szczególną przysługę Jarosławowi Kaczyńskiemu oraz Prawu i Sprawiedliwości niechętne im środowiska oddają jednak wtedy, gdy podnoszą jakiś temat, który okazuje się nieprawdą, g…burzą, w najlepszym razie łatwą do zdemaskowania manipulacją. A taką były teksty w sieci o „poważnym protokolarnym zgrzycie” w dniu zaprzysiężenia prezydenta Karola Nawrockiego. Zgrzytem tym miała być uroczysta Msza Święta w dniu inauguracji prezydentury. Sama uroczystość religijna jest prawem głowy państwa, jeśli jest wierząca. Można dyskutować, czy z szacunku dla osób innych wyznań msza nie powinna być organizowana na początku, bądź końcu uroczystości. Jednak tym, co jest manipulacją, która poniosła się na internetowych forach, jest sugestia, jakoby msza z 2025 roku była wyjątkiem. Nie była. Jak sprawdziliśmy, podobnie przebiegały zaprzysiężenia poprzednich prezydentów. W 2005 roku uroczysta Msza Święta odbyła się między zaprzysiężeniem Lecha Kaczyńskiego a przejęciem przez prezydenta zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi RP.
Poprzednie zaprzysiężenia
Lech Kaczyński był twórcą i pierwszym liderem PiS, ale podobnie przebiegały uroczystości Bronisława Komorowskiego z Platformy Obywatelskiej w roku 2010. Tam również Msza Święta odbyła się między złożeniem przysięgi przez Zgromadzeniem Narodowym a uroczystym przejęciem zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi. I podobnie przebiegała uroczystość podczas obu zaprzysiężeń Andrzeja Dudy, w roku 2015 i 2020. Jak było w przypadku prezydentów w ubiegłym stuleciu? Uroczystości Lecha Wałęsy i Aleksandra Kwaśniewskiego miały skromniejszy charakter. Jednak na początku drugiej kadencji Kwaśniewskiego dodano uroczyste przejęcie zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi (w 2000 roku uroczystość odbyła się w Gdyni na ORP Błyskawica). A msza jako część uroczystości odbywa się od 2005 roku. A więc msza pomiędzy zaprzysiężeniem a objęciem zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi jest dwudziestoletnią tradycją, którą kultywowało czterech prezydentów – trzech z PiS i jeden z PO. Oczywiście ceremoniał można zmienić, ale mówienie o jakimś zgrzycie jest manipulacją.
Obrażanie innych szkodzi temu, kto obraża
Oczywiście sprawa „zgrzytu”, który zgrzytem nie był nie wpłynie na niczyje preferencje wyborcze. Stała manipulacja, kłamstwa, ataki na wyborców już tak. Gdy ktoś uderzał w Karola Nawrockiego za poglądy, czy kwestie dotyczące przeszłości, nie był to problem. Jak jednak ktoś twierdził, że Nawrocki to „kandydat wieśniaków”, mieszkającego na wsi zwolennika PiS do głosowania jedynie zachęcił. Przeciwnika też zachęcił, ale do pozostania w domu. Czasy się zmieniły. I krytyka na zasadzie „atakuję PiS za reformę sądów (a racze pseudoreformę)”, „nie zgadzam się z PiS z przyczyn światopoglądowych”, czy „mam dość PiS za Polski Ład, który uderzył w klasę średnią”, mogą być skuteczne. Wrzask o wieśniakach, gorszej Polsce itd. służy jedynie PiS-owi. Plus dla koalicji jest tylko jeden. Medialny establishment pro-PiS robi to samo – dniem i nocą szkodzi swojej ulubionej partii. Nieszczęście polega na tym, że obie strony są przekonane, że wygrywają dzięki własnej tępej propagandzie. Tymczasem wygrywają nie dzięki, ale pomimo owej propagandy.




