Kilka miesięcy trwały poszukiwania mężczyzny, który latem włamał się do mieszkania na Gocławiu. Zabrał saszetkę z pieniędzmi, głośnik, biżuterię i kluczyki do auta, które też potem zniknęło. Kilka dni temu 48-latek trafił w ręce policji. Ponieważ jest multirecydywistą, grozi mu nawet 20 lat więzienia.
Historia zaczęła się latem na Gocławiu. Jak poinformowała Komenda Stołeczna Policji, właściciel mieszkania wyjechał na kilka dni. W tym czasie ktoś włamał się do lokalu. Ukradł z niego kasetkę, w której było 70 tysięcy złotych. Z mieszkania sprawca wyniósł biżuterię, głośnik i klucz do Volvo XC60. Potem samochód też zniknął.
Łączna wartość strat wyniosła ponad 170 tysięcy złotych – relacjonuje policja. Działania w sprawie prowadzili policjanci z Wydziału do walki z Przestępczością przeciwko Mieniu. Po kilku dniach udało znaleźć się volvo. Dalej policjanci poszukiwali jednak sprawcy. Przeanalizowali dowody, m.in. nagrania monitoringu. Na tej podstawie wytypowali podejrzanego – 48-letniego mężczyznę. Funkcjonariusze znali go, mężczyzna miał już na koncie podobne przestępstwa. Postępowanie trwało kilka miesięcy. Kilka dni temu operacyjni dowiedzieli się, że mężczyzna pojawił się w miejscu zamieszkania. Zapukali do jego drzwi i faktycznie zastali podejrzanego. W lokalu zabezpieczyli narzędzia, które mogą służyć do dokonywania przestępstw. Policjanci zatrzymali 48-latka, przewieźli go na komisariat. Nadzór nad postępowaniem objęła Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga-Południe – relacjonuje policja. Na podstawie zgromadzonego materiału 48-latek usłyszał dwa zarzuty, kradzieży z włamaniem do mieszkania i pomocnictwa w kradzieży z włamaniem samochodu. Oba przestępstwa popełnił w warunkach multirecydywy. Sąd tymczasowo aresztował mężczyznę na trzy miesiące na 3 miesiące.
„Nowy Telegraf Warszawski” styczeń 2025




