Konserwatyści w mieście takim jak Warszawa to muszą mieć przechlapane. Bo albo są skazani na otwarcie się na politykę władz miasta, podporządkowanie się jej, albo muszą zamknąć się w niszy. Popierać PiS lub Konfederację. Bo w mieście nie mają do zaoferowania nic. Taki pogląd jest dość powszechny, choć z gruntu fałszywy! Bo właśnie w przestrzeni miejskiej środowiska tradycjonalistyczne mogą wiele zaoferować od siebie.
Środowiska konserwatywne (stowarzyszenia, ośrodki kulturalne, medialne) w pierwszym rzędzie muszą być zdystansowane od bieżącej polityki, szczególnie tej na poziomie krajowym. To oczywiste – każdy ma swoje poglądy. Czasem do głosowania na daną partię jest się zmuszonym. W niektórych konkretnych sprawach można jakąś formację wspierać. Jednak jednoznaczne opowiedzenie się po stronie partyjnej jest szkodliwe dla wyznawanych wartości (media, ośrodki kulturalne, czy społeczne powinny być niezależne). Jest też jednak niemądre. Zyskanie łatki politycznej jest zawsze ryzykowne. Zyskanie w Warszawie łatki sympatyka nienawidzonej partii jest szkodliwe w dwójnasób. Tymczasem środowiska konserwatywne i niepodległościowe mają w mieście stołecznym wiele do zaoferowania.
Po pierwsze – tradycyjne wartości, wsparcie rodzin; Po drugie – promocja historii, tradycji, kultury Polski, Regionu, Warszawy i konkretnych dzielnic; ochrona zabytków, promocja historycznej tkanki miejskiej; sensowny program dla małych i średnich przedsiębiorców – wsparcie dla lokalnych kupców, rzemieślników, rodzinnych firm; racjonalny rozwój komunikacji miejskiej;
Problemów, które także z konserwatywnego punktu widzenia wymagają zainteresowania, jest więcej. Mówienie, że dla tradycjonalistów i konserwatystów nie ma miejsca w stolicy, jest delikatnie mówiąc, przesadzone.
(Materiał przypominamy w ramach cyklu artykułów, które ukazały się w naszej gazecie)



